lipca 03, 2017

Przychodzi z niespodziewanie, dopada moje dziecko.

Wierzyłam w skoki rozwojowe w okresie niemowlęctwa, wierzyłam w bunt dwulatka, który objawiał się testowaniem rodzicielskiej cierpliwości, wymuszaniem i płaczem.
Cieszyłam się kiedy nadszedł koniec, nie spodziewając się, że tak naprawdę czeka mnie jeszcze bunt czterolatka, a może i pięcio, sześcio, siedmio i nastolatka... 

Wystarczy chwila, wystarczy zła odpowiedź, zły ruch. Wystarczy, że jest zmęczony, znudzony lub zbyt pobudzony. Właściwie nie ma na to reguły. 
Nie wiemy czy lepiej Go zmęczyć, wybiegać, wybawić, bo przecież jak się zmęczy to będzie miał "atak" o każdą pierdołę.

A jak z kolei roznosi Go to chodzi po ścianach.
Staram się jak mogę zrozumieć, że ma problem z rozmową, z wyrażeniem swoich uczuć, że to plucie, rzucanie zabawkami to naturalny etap rozwoju. Próbuję różnych metod. Przytrzymywania Go plecami do siebie, nim się nie uspokoi, nie przeprosi i nie będzie chciał porozmawiać o tym co Go zdenerwowało. 
Zabieram ukochane zabawki (książki, hulajnogę) w ramach kary. 
Informuje, że nie pójdzie już do kina, bo tam chodzą grzeczne dzieci. Wszystko na spokojnie, dopiero po zakończeniu, kiedy po Jego twarzy ze złości spływają krople potu, mnie puszczają nerwy i chowam się w kącie wycierając łzy. Po takim maratonie jestem tak wypompowana, jakbym przebiegła kilka kilometrów. 

Zastanawiam się co robię nie tak. Jaka droga do rozwiązania tego problemu, jest właściwa? Jak się zachować? 

Kiedy już się uspokoi i przeprasza ciężko mi uwierzyć w Jego zapewnienia, że "Już nie będę". 
Bo wiem, że za około tydzień to wróci.  
Nie wiem co jest tego przyczyną i martwi mnie to, bo nie robię nic co mogłoby Go zdenerwować. Na przykład dziś.

Po pracy mieliśmy w planach iść z psem na spacer, a potem do serwisu rowerowego na przegląd. 
Pięknie zjadł obiad, więc na deser były lody, a przed obiadem 1,5h zabawy na placu. Droga na i z placu była idealna. Dziecko ideał, więc wychwalałam pod niebiosa. 

Tuż po wyjściu podopiecznego się zaczęło. I cały popołudniowy plan odszedł w zapomnienie. 
Staram się jak mogę, analizuje swoje zachowanie, motywuję Go gdy trzeba i karzę gdy na to zasluguje. Nie pobłażam i nie zgadzam sie aby wchodził mi na głowę.

Dlatego mnie to martwi, bo nie widzę gdzie tkwi ten mały szczegół, który jest zapalnikiem.. 

Czy Wy macie lub mieliście taki problem ze swoim czterolatkiem? 

1 komentarz:

Monika Flok pisze...

Kazde dziecko ma inny charakter i jak to mówią bunt-u mnie teraz2 latka jest nie do zniesienia nic jej nie pasuje wymusza krzykiem wszystko rzuca sie na podłogę wali głowa jak jej nie dasz-a byla grzeczna spokojna dziewczynka Statsza5 latka za to tez ma swoje fochy i nie slucha-mlodsza ka naśladuje i czasem idzie zwariować.Dużo rozmawiamy z 5 latka i juz widze poprawę.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger