lipca 05, 2017

Czy warto wybrać się na Gru, Dru i Minionki. Recenzja Minionków.

W zeszłą sobotę wybraliśmy się z Bartkiem na randkę do kina. Zachwycony kolejną animacją twórców "Jak ukraść księżyc", "Minionki" oraz "Minionki rozrabiają" nasz Kiciosław zapragnął po raz drugi wybrać się na pełnometrażowy film do kina. 

Kolejne fantastyczne przygody Gru, Lucy i ich uroczych córek - Margo, Edith i Agnes, oraz małych, żółtych stworków ubawiły nas do łez, tak jak tego się spodziewaliśmy. 

Ale, ale! To nie tylko gruba warstwa znanego wszystkim żółtego humoru okraszonego piardami, bekaniem i wytykaniem języka. To tak naprawdę przykrywka dla zaskakująco mądrej historii. 

Gru i Lucy tracą pracę w agencji Ligi Antyzłoczyńców. Ratunek dla nich przychodzi dość nieoczekiwanie od szaleńczo bogatego, nieznanego dotychczas brata bliźniaka Gru - Dru. 
Podczas wizyty w rodzinnej posiadłości Lucy próbuje nawiązać lepszy kontakt z córkami i uczy się jak stawiać kroki w tej trudnej roli. A Gru poznaje tajemnice swojego ojca, który po rozwodzie z matką przestał utrzymywać z nim kontakt. 

Poznajemy także losy niespełnionego aktora Baltazara Bratta, który kradnie diament i knuje potężny plan zniszczenia świata, z pomocą samodzielnie stworzonego robota. Aby go pokonać rodzina Gru łączy siły. 

To jednak nie koniec, bo po drodze dojdzie do buntu Minionków, Edith i Agnes wyruszą na poszukiwania jednorożca, a Margo zmierzy się z pierwszą, upierdliwą miłością. W "Gru, Dru i Minionkach" zwrotów akcji nie brak, jedna zwariowana historia goni następną, a każdy z bohaterów staje przed własnym wyzwaniem. Gdy jednak przychodzi do współpracy, z trudem, bo z trudem, ale rodzina Gru potrafi wspólnie stawić czoła przeciwnikowi.Suma sumarum Lucy okazuje się świetną mamą, Gru i Dru odnajdują wspólny język, a "zło" zostaje pokonane. 

W bajce każdy znajdzie coś dla siebie. Twórcy zadbali o wszystkich widzów, nie kombinując ze sprawdzonymi formułami. Za radochę najmłodszych odpowiadają pomysłowe Minionki, za widowiskowe elementy taneczny Baltazar, natomiast rodzice odnajdą cząstkę swojego dorosłego, poważnego życia w wątku macierzyńskim Lucy i kryzysie związanym z utratą pracy przez Gru. 

Spotkałam się z opiniami, że ta animacja to już odgrzane kotlety, te same pomysły, zero świeżości. 
Powiem Wam, że my naprawdę bawiliśmy się swietnie. Bartek śmiał się najgłośniej na sali. A przecież właśnie o to chodzi. Minionki mają cieszyć, bawić, są do tego stworzone. 

Jedyne do czego ja osobiście mogę się przyczepić, to to, że bajka niby nie ma ograniczeń wiekowych, a możemy spotkać się ze słowami z ostrzejszego słownika (jestem przeczulona na to, bo Bartek bardzo szybko wyławia je i zdarza Mu się powtarzać i rozpowszechniać). 

My - polecamy "Gru, Dru i Minionki". Choć małe, żółte są w tej części tłem ze względu na swój bunt i pobyt w więzieniu :) 



2 komentarze:

Anonimowy pisze...

napiszę tylko że zamierzam obejrzeć ten film, więc... wiekszości tekstu nie przeczytałam, żeby sobie nie wyrobić oczekiwań :D ale zorientowałam się, że film Ci się raczej podobał i go polecasz, więc tym większą ochotę mam by go obejrzeć :D Magda

jejmosc.pl pisze...

Ja w domu mam jeszcze niemowlaka, ale sama chętnie obejrzę tą bajkę:) Trochę mnie śmieszy jak ludzie o jakiś kolejnych częściach danej bajki mówią że odgrzewanie kotletów tych samych - przecież nie może być całkowicie odmienna, bo też by się ludziom nie spodobało.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger