lipca 24, 2017

Na co nam właściwie szkoła rodzenia? Na co warto zwrócić uwagę?

Na co nam właściwie szkoła rodzenia? Na co warto zwrócić uwagę?
Przed narodzinami Bartka czytałam dużo fachowej literatury i miałam wcześniejszą styczność z niemowlętami, więc nie obawiałam się tego, że nie poradzę sobie z czynnościami pielęgnacyjnymi przy takim Szkrabie.
Bardziej interesowało mnie samo przygotowywanie do porodu. Ćwiczenia oddechowe, poród, połóg, laktacja. Teoria - teorią, wiadomo a życie plotło się swoją ścieżką. 

Poszliśmy do polecanej przez znajomych szkoły rodzenia. Zależało nam abyśmy mogli brać udział wspólnie w zajęciach. Mąż chciał mieć aktywny udział w porodzie oraz w bezpośredniej pielęgnacji dziecka. Dla Niego to była potężna dawka solidnej wiedzy, bo On w literaturę się nie zagłębiał. 



Co nam się podobało? 
Podobały nam się ćwiczenia oddechowe, masaż rozluźniający, możliwość zadania pytań specjaliście.
Dodatkową korzyścią było to, że dała nam ona możliwość spotkania z innymi przyszłymi rodzicami. W grupie było nam dosłownie raźniej. Obserwowaliśmy swoje rosnące z tygodnia na tydzień brzuszki, dzieliliśmy się spostrzeżeniami. Często martwiły nas podobne rzeczy, padały pytania, które rozwiewały nasze wspólne wątpliwości. Miło było wiedzieć, że nie jesteśmy jedynymi, którzy martwią się konkretną sprawą.  

Czy mogę powiedzieć, że dzięki szkole rodzenia przestałam bać się porodu?
Szczerze mówiąc nie wiem. Bałam się go tylko na początku. Słyszałam o kosmicznym bólu, o nacinaniu krocza, o pęknięciach. Nie bałam się bólu, bo byłam na niego psychicznie nastawiona. Zależało mi na tym, aby nasze dziecko pojawiło się bezpiecznie i szybko po drugiej stronie, we właściwym czasie. Ból miał tu drugorzędne znaczenie. 
Szkoła rodzenia była dla nas niejako wsparciem, usystematyzowaniem wiedzy teoretycznej. Owszem, dowiedziałam się sporo nowych rzeczy, ale tak jak pisałam wyżej.. w kwestii nauki oddychania podczas porodu rzeczywistość nieco się rozjechała. 

Zaczęłam rodzić po przebiciu pęcherza płodowego i podaniu oksytocyny.
Od godziny 10 do 16:00 próbowałam wydać na świat syna drogą naturalną. W momencie najsilniejszych (po oksytocynowych) skurczy, mój oddech szalał i za Chiny Ludowe nie chciał ze mną współpracować. Dlatego nie nastawiajcie się, że kurs w szkole rodzenia odwali za Was tą robotę. Nie odwali. Możecie się zawieść, tak jak ja. Wasz poród może skończyć się cesarskim cięciem - jak mój. A wtedy praktyczne ćwiczenia ze szkoły rodzenia okazują się w połowie zbędne. 

Właśnie co ważne, na naszych zajęciach było bardzo mało o tematyce cesarskiego cięcia. Tak jak wiedziałam, że poród boli, że trzeba po nim dojść do pełni sił (każda kobieta w swoim tempie), tak nie liczyłam się z tym co działo się w okresie połogu po cesarce. Bardzo źle wspominam ten okres i zdecydowanie wolałabym być nieco bardziej uświadomiona w tym temacie. Dlatego jeśli wybieracie się na kurs do szkoły rodzenia, nawet jeśli jesteście nastawione w 100% na poród siłami natury (też byłam..) to liczcie się z tym, że coś może nie pójść po Waszej myśli i będziecie miały cięcie. Proście swoich wykładowców o nie pomijanie tej tematyki. Serio, to bardzo istotne. 




Na co jeszcze zwracać uwagę, poszukując szkoły rodzenia?
  • Wielkość grup
  • Dobrze, aby grupa nie była liczniejsza niż 10–15 ciężarnych. W takiej grupie jest lepsza atmosfera, można bardziej swobodnie zadawać pytania. A wykładowca może spokojnie poświęcić uwagę każdej uczestniczce.
  • Finanse. 
  • Rozważając wasze możliwości finansowe, pamiętaj, że dobra szkoła nie zawsze musi być droga. Jest wiele dobrych szkół rodzenia, które uczestniczą w programach bezpłatnych.
  • Opinia byłych kursantów. 
  • To jedno z najważniejszych kryteriów. Warto podpytać, czy są zadowoleni oraz jakie mają uwagi na temat zajęć i osób prowadzących.
  • Wykładowcy. 
  • Dowiedz się, czy wykładowcy są fachowcami, jakie mają wykształcenie i doświadczenie. Zasięgnij opinii, poczytaj o nich w internecie.
  • Czas trwania kursu.
  • Można przyjąć, że cykl wykładowy w szkole rodzenia to średnio 18–20 godzin wykładowych (w tym ćwiczenia).
  • Warunki.
  • Średni czas trwania jednych zajęć to 1,5 godziny. Dlatego w sali wykładowej powinny być przynajmniej wygodne krzesła konferencyjne.
    • Program
    • Sprawdź, czy program szkoły rodzenia obejmuje pełną tematykę, a także, czy są prowadzone zajęcia praktyczne (np. przewijanie, kąpiel ćwiczona na lalce).
    • Terminy. 
    • Sprawdź, czy terminy zajęć są dostosowane do waszych potrzeb. My chodziliśmy późnymi popołudniami i wracaliśmy późnym wieczorem. 
    • Lokalizacja.
    • Wybierz szkołę w okolicy albo ze stosunkowo łatwym dojazdem środkami komunikacji miejskiej, tak aby nie było problemu z dojazdem z powiększającym się brzuszkiem. 
    • Możliwość odrobienia opuszczonych zajęć.
    • To ważne, bo może się zdarzyć, że złe samopoczucie uniemożliwi ci przyjście na zajęcia. U nas raz czy dwa zdarzyło się, że pojechał sam małżonek.
    • Pakiet materiałów dodatkowych. 
    • Warto dowiedzieć się, czy otrzymacie taki pakiet z listą rzeczy potrzebnych do szpitala, listą rzeczy do wyprawki dla dziecka itp. oraz czy po zakończeniu zajęć jest możliwość kontaktowania się z wykładowcami, gdybyście mieli dodatkowe pytania.

    A Wy korzystaliście z usług szkoły rodzenia? 
    Co Wam się podobało, a co nie? Czego brakowało? 




    lipca 19, 2017

    Nic nie robić, leżeć w trawie.. Czyli o dobrych skutkach lenistwa.

    Nic nie robić, leżeć w trawie.. Czyli o dobrych skutkach lenistwa.
    Nic nie robić.. Leżeć w trawie.. Dobrą wodę z cieniu pić ;)



    Zdarza się, że nasze dzieci po przedszkolu lecą na rytmikę, angielski, grę na instrumencie. Dzień wypełniony po brzeg, niemal jak dorośli. 
    Współczesna psychologia podkreśla jednak, że dzieciom potrzebny jest czas wolny. Po co? Ano po to, aby nic nie robić, lub robić coś co nie było zaplanowane wczoraj. 

    Czas na nic nierobienie jest bardzo cenny i potrzebny. To jeden z czynników, które pozwalają dziecku rozwijać pomysłowość, kreatywność i wyobraźnię. 
    Wydaje się nam, że zapełniając dziecięcy kalendarz po brzeg pchamy Go na drabinie sukcesów. 

    Nic bardziej mylnego. Pozwalając dziecku ponudzić się, pozwalamy Mu pobujać w obłokach, pofantazjować, wyjść poza utarte schematy, doznawać olśnień. 

    Kiedy dziecięcy mózg otwiera się na ogromną, wolną przestrzeń rozwija się jego wyobraźnia.

    Czasem dziecko marudząc i narzekając na nudę, niekoniecznie domaga się dodatkowego zajęcia. Być może pragnie tylko Waszego towarzystwa, waszej obecności. 


    Czas wolny jest dobry. 
    Buduje niezależność, bo podczas niego dziecko samo decyduje o tym, co chce robić. Jeśli to my zawsze sprawujemy kontrolę nad jego czasem, maluch może poczuć się zagubiony, gdy przyjdzie czas na samodzielne podejmowanie decyzji. Czas wolny uczy dziecko samodzielności. 

    Czas wolny rozwija intelektualnie, pozwala przetrawić nowe umiejętności, to chwila na zadumę, refleksję. Pomaga radzić sobie ze stresem, odpędza zmartwienia i odreagowuje napięcie. 


    Jak więc rozwijać kreatywność naszego dziecka poprzez swobodną zabawę?

    • Pozwólcie eksperymentować. Puste pudełka, kałuża błota. To morze inspiracji.
    • Pozwalajcie uczestniczyć w pracach domowych. Niech dziecko pomaga po swojemu. Nie pouczaj, pozwól Mu rozlewać, mieszać, dosypywać. 
    • Spędzajcie jak najwięcej wspólnego czasu poza domem. Nic tak nie inspiruje jak przyroda. Spacer po lesie czy łące to świetna okazja do długich, kreatywnych rozmów. Stwórzcie wspólnie mapę - trasę Waszego spaceru. Możecie fantazjować, wymyślając że spotkaliście po drodze smoki itd.
    • Akceptujcie swobodę. Pozwalajcie dziecko rysować, co chce i jak chce. Niech bawi się wedle własnych scenariuszy.
    • Podtrzymujcie zainteresowania. Podążajcie za swoim dzieckiem i Jego pasjami. 
    • Doceniajcie narysowaną wieżę i skałę. Lepcie, wyklejajcie kolaże, twórzcie rzeczy niemożliwe.
    • Dawajcie upust wyobraźni. Wymyślcie nowe przeznaczenie dla doskonale znanych przedmiotów. Kreujcie swoje własne przestrzenie użytkowe. Dostosujcie je do swoich potrzeb.
    • Czytajcie codziennie i ograniczajcie telewizje. Codziennie przeczytana opowieść rozwija wyobraźnię, a długie posiadówki przed szarym ekranem totalnie ją ograniczają. 

    lipca 18, 2017

    Kosmetyki specjalistyczne NOVA Clear atopis do skóry suchej, wrażliwej i atopowej.

    Kosmetyki specjalistyczne NOVA Clear atopis do skóry suchej, wrażliwej i atopowej.
    Jakiś czas temu otrzymałam do testowania nowoczesne kosmetyki do skóry suchej, wrażliwej i atopowej Novaclear ATOPIS. 



    Moja skóra jest sucha, wrażliwa. Nie mogę używać kosmetyków kolorowych, bo zaraz dostaje wysypki (szczególnie po użyciu kolorowych żeli pod prysznic). Mam także zaczerwienione policzki i rano odczuwam bolesne odczucie "ściagania" jakbym maseczkę miała :)

    Małżonek mój ma poważniejsze problemy skórne. Sucha, podrażniona, pękająca skóra na łokciach, pod kolanami daje mu się we znaki. 

    Na testy otrzymałam : 

    Płyn do mycia twarzy i ciała. 

    Z opakowania możemy wyczytać : 

    • Delikatna formuła
    • Do codziennego stosowania
    • Nie zawiera drażniących substancji chemicznych. 

    Właściwości :
    Płyn delikatnie oczyszcza skórę bez naruszania jej naturalnej bariery. 
    Unikalna formuła preparatu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji, wykazuje wysoką skuteczność w pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej. 
    Organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka zapewniając jednocześnie skuteczne i długotrwałe nawilżenie (Omega 3-6-9). 
    Ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd. 
    Gliceryna działa nawilżająco oraz ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry.
    Pantenol przyspiesza procesy regeneracji naskórka. 
    Witamina E chroni skórę przed niszczącym działaniem wolnych rodników. 
    Płyn przywraca skórze komfort i ukojenie. 
    Preparat przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i atopowej.


    Używałam pod prysznic. Płyn delikatnie się pieni, jest gęsty, nie ma drażniącego zapachu. Jest bezbarwny. Skóra pozostaje po kąpieli gładka, delikatna.
    Przy myciu twarzy nie czułam się komfortowo, bo miałam problem z dokładnym zmyciem płynu. Dodatkowo uważam, że skóra na twarzy i skóra na ciele ma inne potrzeby, a że moja twarz jest jednym z delikatniejszych i wrażliwszych miejsc nie zmieniam kosmetyków i pozostaje wierna tym, które dobrze na nią wpływają. 

    Drugim kosmetykiem, którzy otrzymałam był Krem natłuszczający do twarzy i ciała. 


    Właściwości
    • przywraca skórze naturalną fizjologiczną równowagę oraz optymalne natłuszczenie i miękkość
    • natłuszcza i odbudowuje płaszcz hydrolipidowy naskórka przywracając skórze prawidłowe funkcjonowanie
    • chroni przed nawracającymi objawami nasilonej suchości i szorstkości skóry
    • przywraca uczucie komfortu, wyciszając dolegliwości towarzyszące zmianom skórnym
    • eliminuje swędzenie
    Krem intensywnie natłuszcza suchą i wrażliwą skórę twarzy i ciała. Polecany do codziennej pielęgnacji i ochrony skóry suchej, wrażliwej, bardzo suchej i atopowej z tendencją do nawrotów przesuszania się i występowania szorstkości. Wazelina działa silnie okluzyjnie, zapobiegając odparowywaniu wody z naskórka. Organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową naskórka przywracając prawidłowe funkcjonowanie skóry (Omega 3-6-9).Ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i eliminuje świąd, wykazuje działanie przeciwzapalne. Unikalna formuła kremu, oparta na innowacyjnym połączeniu organicznego oleju konopnego z ekstraktem z korzenia lukrecji przywraca skórze naturalną fizjologiczną równowagę, optymalne nawilżenie i miękkość.


    Krem jest bardzo tłusty i ciężki. Skóra pozostaje na długi czas nawilżona co jest niezaprzeczalnym plusem, ale miałam problem z dokładnym rozsmarowaniem jego. 
    Zdecydowanie wole kremy o lżejszej konsystencji. Mężowi bardzo przypadł do gustu i stosuje na swoją skórę. Nie przeszkadza Mu konsystencja, gdyż używał już wielu tego typu kosmetyków. 


    lipca 13, 2017

    Miejsce warte odwiedzenia : Plaża na Oksywiu.

    Miejsce warte odwiedzenia : Plaża na Oksywiu.


    Są takie miejsca w Gdyni, które swoim pięknem zachwycają i zapierają dech w piersiach. 
    Dziś wybraliśmy się do jednego z nich. Na oksywską plażę. Nie byłam tam wieki i chyba dopiero dziś, będąc sama z Bartkiem i Luną doceniłam to miejsce. Dopiero dziś pozwoliłam sobie odetchnąć i odpocząć, tak jak od dawna tego nie zrobiłam. 



    Plaża. Pomyślicie, że banał, ale uwierzcie, że tak nie jest. Porównując ją z tą z centrum, jeśli ktoś kiedykolwiek mnie zapyta zdecydowanie polecę oksywską. Czemu?


    1. Piasek czyściutki, miękki.
    2. Mało śmietników, ale plaża czysta, widać, że przebywający dbają o nią. 
    3. Woda czyściutka
    4. Mnóstwo kamyków i patyków do zabawy
    5. Można iść z psem, bo jest wydzielona część "Plaża dla psów" - My siedzieliśmy tuż przed
    6. Nie ma tłoku. Owszem, byli ludzie ale zdecydowanie nie leżymy "jeden na drugim"
    Zabłądziliśmy. Wcześniej jeździłam tam z mamą autem, a teraz dojechaliśmy komunikacją miejską i niestety wpadliśmy na leśną ścieżkę z błotem.. Na którym mój skacząco - biegający syn, nie umiejący chodzić poślizgnął się i wylądował bokiem brudząc spodnie, buty, kurtkę i rękę. 



    Nie zniechęciło mnie to. Wiatr także, bo wiał niemiłosiernie i w sumie prawie zrezygnowaliśmy z tej wyprawy. Ale wyjechaliśmy o 11 i byliśmy w domu przed 16. W ostatecznym rozrachunku stwierdzam, że warto. I zamierzam powtórzyć ten wypad, bo cała nasza trójka bawiła się genialnie. 


    Jak tylko zaszliśmy nad brzeg Bartek wrzucał Lunie kamyczki, a ta z radochą i szczekaniem wskakiwała w fale szukając ich. Wierzcie mi, śmiech Bartka niósł się chyba do Centrum Gdyni. Dawno nie słyszałam Go tak roześmianego. Jego oczyska błyszczały czystą, dziecięcą radością. I właśnie dlatego wiem, że było świetnie. 




    Jeśli będziecie wracać od strony deptaka, który został niedawno oddany do użytku i skierujecie się na pierwsze wyjście, tuż po nim. Traficie na długie, kręcone schody. A tuż za nimi jest kilka budek z frytkami, burgerami. Pachniało ładnie, więc na dłuższym pobycie można wsunąć obiad na szybko ;) 




    Zostawiam Wam też dokładną mapkę, bo teraz już wiemy jak dojść, aby nie wpaść więcej w błoto ;) 




    lipca 12, 2017

    Jak wybrać odpowiedni fotelik rowerowy dla dziecka?

    Jak wybrać odpowiedni fotelik rowerowy dla dziecka?
    Nie przypuszczałam, że nasze nad-aktywnie ruchliwe dziecko pokocha jazdę w rowerowym foteliku. Od zawsze byłam przekonana, że Bartek nie usiedzi, że będzie wolał biegać niż zwiedzać świat przypięty pasami, za moimi plecami. 

    Biję się w pierś. Tak bardzo się myliłam, że żałuję, że nie spróbowaliśmy szybciej. Teraz, Barti waży 19 kg, więc prawdopodobnie na przyszły sezon będzie już za ciężki na fotelik. Ten który mamy jest dla dzieci do maksymalnie 22 kg wagi. 



    Mam dla Was garstkę najważniejszych informacji, którymi ja kierowałam się kiedy szukałam fotelika (a który udało mi się znaleźć za sprawą koleżanki). 

    W kwestii montażu możemy fotelik umieścić z przodu lub z tyłu naszego roweru. Foteliki montowane między kierownicą, a siodełkiem, przeznaczone dla dzieci do 15 kg. Można je założyć zarówno na damkę jak i rower męski z ramą. Montuje się je na belce, którą przykręca się do rurek pod kierownicą i siodełkiem, bądź też na rurce pod kierownicą. Foteliki na tył mogą być przeznaczone dla dzieci do 15kg lub 22 kg. 

    Warto przyjrzeć się pasom bezpieczeństwa (najlepiej, aby były 5-punktowe) oraz sposobowi montażu - dobrze, jeśli fotelik montowany jest do ramy a nie do samego bagażnika (nasz jest montowany do ramy, pod tyłkiem kładziemy małą podusię, bo paniczowi było twardo :P) . Istotnym elementem jest także podnóżek - dobrą cechą jest jego regulacja oraz możliwość zapięcia stopy dziecka, aby uniknąć włożenia nóżki w szprychy czy zahaczenia o przydrożne krzaki. Wiem, że są także foteliki z regulacją pochylności oparcia. U nas ta regulacja nie jest potrzebna, bo Bartek nie usypia, ale wiem, że są dzieci, które podczas jazdy potrafią usnąć, i to bardzo fajna opcja, bo można Dzieciątko ułożyć w nieco wygodniejszej pozycji.

    Pamiętajcie, że dziecko na rowerze ma być obowiązkowo ubrane w kask, a fotelik powinien być wyposażony w elementy zwiększające naszą widoczność na drodze (odblaski!)

    Poniższych wersji DIY Wam nie polecam, bo pamiętajcie, że chodzi tu o bezpieczeństwo Waszych dzieci i Wasze. 










    lipca 11, 2017

    Widzisz i nie grzmisz.. czyli o tym co gdyński ksiądz robił na wakacjach.

    Widzisz i nie grzmisz.. czyli o tym co gdyński ksiądz robił na wakacjach.
    Jako dziecko chodziłam do kościoła i był okres, że robiłam to chętnie. Podkochiwałam się w księdzu (jak zapewne większość moich rówieśniczek). W okresie liceum wybrałam się na kilka pielgrzymek, a kiedy łapał mnie dół chętnie zwierzałam się mojemu katechecie, który znał dialogi z filmu Shrek na pamięć z dokładnością co do sekundy. 

    Wierzyłam w Boga, wierzyłam w Kościół, który był dla mnie taką budką telefoniczną, pozwalającą na łączność z Nim. 
    Po pewnym okresie rozstaliśmy się. Ja i Kościół. Zaczęłam się odsuwać od tej instytucji, która przeobrażała się w skarbonkę. Księża niczym tyrani stawali na ambonie i wypowiadali się (a właściwie wykrzykiwali) w tematach o których mieli blade pojęcie. Takich jak rozwody, antykoncepcja, aborcja. 



    Kilka dni temu trafiłam w Internecie na informacje z nagłówkiem, który mną dogłębnie wstrząsnął. 

    Ksiądz harcmistrz z Gdyni od pół roku GWAŁCIŁ PODOPIECZNYCH!


    W Gdyni. W kościele, do którego uczęszczałam na rekolekcje (bo moje gimnazjum przynależało do tej parafii). W kościele, z którego ksiądz uczył mnie religii w gimnazjum. Harcerz. Ksiądz. 
    To jest nie wyobrażalne. Mogło dotyczyć mnie, mojego dziecka - każdego z nas. 

    " Ksiądz należał do Rady Duszpasterstwa Harcerzy Archidiecezji Gdańskiej. Dokonał największego nadużycia wobec swoich podopiecznych, gdy zabrał ich pod koniec czerwca na obóz w Bieszczady. Tam doszło do gwałtów na dwóch z nich, jeden miał już 18 lat, a drugi nie skończył jeszcze 15, co kwalifikuje czyn jako pedofilski.

    Tym razem kluczowa okazała się postawa rodziców, którzy zareagowali na tragiczne doniesienia składając zawiadomienie do prokuratury, a nie rozwiązując sprawę "polubownie". Teraz gwałcicielowi grozi nie przeniesienie do innej parafii na czas wyciszenia sprawy, ale do 15 lat więzienia."
    Na profilu społecznościowym Księdza zaczynają pojawiać się niepochlebne komentarze, zawiedzeni rodzice, zdenerwowani parafianie rzucający mięsem. Nie dziwię się im, pewnie moja reakcja byłaby podobna. Pojawił się też komentarz "ratujący", że w dzisiejszych czasach już pogłaskanie po głowie może być wzięty za akt molestowania. Tonący brzytwy się chwyta.. 

    Jestem zniesmaczona, kiedy patrzę na zdjęcia chłopców stojących w harcerskich mundurach tuż przy księdzu oskarżonym o gwałt. Zawsze marzyło mi się, aby Bartek brał udział w takich przedsięwzięciach. Teraz wielokrotnie się zastanowię, nim wyślę Go gdziekolwiek, skoro nawet księdzu - wysłannikowi słowa Bożego nie można ufać. 




    lipca 10, 2017

    Wakacyjne wyzwanie fotograficzne. Tematy na poszczególne tygodnie. Zasady udziału.

    Wakacyjne wyzwanie fotograficzne. Tematy na poszczególne tygodnie. Zasady udziału.
    Zgodnie z zapowiedzią zaczynamy nasze kreatywne wyzwanie fotograficzne. 


    O co chodzi? :) 

    W każdy poniedziałek w TYM poście pojawiać się będą trzy tematy. Będziecie mieć dowolność z wyborem. Przykładowo temat "Zamykamy lato w słoikach" - możecie zrobić zdjęcia jak robicie przetwory, jak zbieracie owoce na działce. 

    W jednym tygodniu możecie wysłać maksymalnie trzy zdjęcia (na trzy tematy tygodnia, lub na jeden - Wasz wybór). Nie może to być kolaż. Jedno zdjęcie. 

    Wysyłając zdjęcia w komentarzu, lub w wiadomości prywatnej lub na maila zaneta.bomba87@gmail.com)  podpiszcie je proszę jakoś, dodajcie swoje imię. I koniecznie w temacie wpiszcie "Wyzwanie wakacyjne - tydzień ..." żeby mi się zdjęcia nie pomieszały :) 

    Co do sponsorów nagród, oczywiście miło jeśli polubicie ich strony   tu możecie zerknąć jakie podarowali cudowności : ALBUM Z NAGRODAMI

    No i plakat też jak pójdzie w świat, będzie super -> PLAKAT 


    Wasze zdjęcia będą pojawiały się w albumie na naszym fanpagu, więc wysyłając nam zdjęcie zgadzacie sie na Jego publikację i wzięcie udziału w wyzwaniu wraz z publikacją danych osobowych (imię, nazwisko).

    Zakończenie wyzwania planowane jest 31.08.2017 i wtedy też zostanie przyznane 8 nagród dla najbardziej kreatywnych uczestników.
    Prośba jest jedna. 
    Nie wysyłajcie zdjęcia sprzed trzech lat. Zabawcie się fajnie ze swoimi dziećmi i zróbcie świeże specjalnie na tą okazję. 




    Oto tematy na ten tydzień 10.07-16.07 : 

    1. Wakacje na sportowo
    2. Letni piknik w parku
    3. Różne oblicza natury : na żółto




    Oto tematy na ten tydzień 17.07-23.07
    1. Wieczór przy ognisku/wakacyjne ognisko
    2. Na przekór
    3. Podróże komunikacją miejską



    Tematy na tydzień 24.07- 30.07
    1. różne oblicza natury : na zielono
    2. miejsce do którego chce się wrócić
    3. budujemy z piasku

    lipca 08, 2017

    Mama, tata, dziecko i sześciopak piwa, czyli o wakacjach nad polskim morzem (i nie tylko).

    Mama, tata, dziecko i sześciopak piwa, czyli o wakacjach nad polskim morzem (i nie tylko).
    Trwają wakacje. W nadmorskich kurortach rozmnożyli się wczasowicze. Wędrują na plażę, jedzą i piją w przybrzeżnych knajpkach. 
    I nie byłoby w tym nic złego i nienormalnego gdyby nie jeden fakt. 

    Wracałam dziś z Bartkiem z Sopotu. Dosiadło się do naszego autobusu dość młode małżeństwo z córką na oko 6-7 letnią. Stali tuż obok nas, odór alkoholu boleśnie wypełnił moje nozdrza. Śmiali się, namiętnie całowali i wzajemnie podtrzymywali, bo mieli problem z utrzymaniem równowagi. Bynajmniej nie dlatego, że kierowca jechał nieprzepisowo. 

    Niejednokrotnie widziałam podobne sytuacje na plaży. Rodzice rozwaleni na kocach, dzieci biegają samopas niekontrolowane. Wystarczy moment. Kolejna puszka piwa przechylona z nadzieją, że pomoże odetchnąć zagotowanemu od letniego skwaru organizmowi. Ta jedna wystarczy aby zmulić nasze zmysły, naszą czujność. Dziecko bawiąc się odbiegnie kawałek dalej, za muszelką, kamyczkiem, łabędziem, lub wejdzie za głęboko do wody. A rodzice upojeni procentami przysną na kocyku. Jesteście w stanie sobie to wyobrazić? To całkiem prawdopodobny scenariusz, prawda? 

    Inna sytuacja. Jedziemy na grilla nad jezioro. A jak jezioro to wiadomo kajaki, łódki, rowerki i piwko. Bo jakże zjeść kiełbaskę z grilla i nie zapić jej piwem? Albo dwoma, albo trzema?  Potem wsiadamy z dziećmi na łódkę. Kamizelka niepotrzebna, przecież umiemy pływać. Nasza kontrola rodzicielska odpłynęła wraz z moczem w krzakach. 

    Znacie to? 

    Czy wakacyjny relax i wysokie temperatury to wystarczające usprawiedliwienie dla rodziców, którzy piją alkohol przy dzieciach? Czy te przekazywane wzorce są właściwe? Czy nie myślicie o tym, że dajecie dzieciom zły przykład? Kiedy Wasze dziecko musi się wstydzić za zataczającego się ojca, z którym wraca z plaży? Czy to są wakacje marzeń? 

    Czy zdajecie sobie sprawę, że jeśli nadużywacie alkoholu przy dzieciach, Wasza pociecha widzi Was w ten sposób : 



    Czy chciałbyś spędzić wymarzone wakacje z takim kimś?

    Wychodzę z założenia, że jeśli jadę gdzieś z dzieckiem jedno z rodziców MUSI być trzeźwe. Wiadomo - wszystko jest dla ludzi, ale jest czas odpowiedni na otworzenie zimnego browarka. JEDNEGO nie, DZIESIĘCIU.

    Bycie rodzicem zobowiązuje do bycia odpowiedzialnym i przekazywania dziecku wzorców wartych naśladowania. Nie bądźmy postrachami dla nich. Niech te wakacje będą przyjemne i bezpieczne. Niech alkohol nie zamroczy nam umysłu i rodzicielskiej lampki, która powinna włączyć się w sytuacjach niebezpiecznych. 
    Niech nasze dzieci czują się z nami bezpieczne i bezpiecznie wrócą do naszych domów. 


    lipca 05, 2017

    Czy warto wybrać się na Gru, Dru i Minionki. Recenzja Minionków.

    Czy warto wybrać się na Gru, Dru i Minionki. Recenzja Minionków.
    W zeszłą sobotę wybraliśmy się z Bartkiem na randkę do kina. Zachwycony kolejną animacją twórców "Jak ukraść księżyc", "Minionki" oraz "Minionki rozrabiają" nasz Kiciosław zapragnął po raz drugi wybrać się na pełnometrażowy film do kina. 

    Kolejne fantastyczne przygody Gru, Lucy i ich uroczych córek - Margo, Edith i Agnes, oraz małych, żółtych stworków ubawiły nas do łez, tak jak tego się spodziewaliśmy. 

    Ale, ale! To nie tylko gruba warstwa znanego wszystkim żółtego humoru okraszonego piardami, bekaniem i wytykaniem języka. To tak naprawdę przykrywka dla zaskakująco mądrej historii. 

    Gru i Lucy tracą pracę w agencji Ligi Antyzłoczyńców. Ratunek dla nich przychodzi dość nieoczekiwanie od szaleńczo bogatego, nieznanego dotychczas brata bliźniaka Gru - Dru. 
    Podczas wizyty w rodzinnej posiadłości Lucy próbuje nawiązać lepszy kontakt z córkami i uczy się jak stawiać kroki w tej trudnej roli. A Gru poznaje tajemnice swojego ojca, który po rozwodzie z matką przestał utrzymywać z nim kontakt. 

    Poznajemy także losy niespełnionego aktora Baltazara Bratta, który kradnie diament i knuje potężny plan zniszczenia świata, z pomocą samodzielnie stworzonego robota. Aby go pokonać rodzina Gru łączy siły. 

    To jednak nie koniec, bo po drodze dojdzie do buntu Minionków, Edith i Agnes wyruszą na poszukiwania jednorożca, a Margo zmierzy się z pierwszą, upierdliwą miłością. W "Gru, Dru i Minionkach" zwrotów akcji nie brak, jedna zwariowana historia goni następną, a każdy z bohaterów staje przed własnym wyzwaniem. Gdy jednak przychodzi do współpracy, z trudem, bo z trudem, ale rodzina Gru potrafi wspólnie stawić czoła przeciwnikowi.Suma sumarum Lucy okazuje się świetną mamą, Gru i Dru odnajdują wspólny język, a "zło" zostaje pokonane. 

    W bajce każdy znajdzie coś dla siebie. Twórcy zadbali o wszystkich widzów, nie kombinując ze sprawdzonymi formułami. Za radochę najmłodszych odpowiadają pomysłowe Minionki, za widowiskowe elementy taneczny Baltazar, natomiast rodzice odnajdą cząstkę swojego dorosłego, poważnego życia w wątku macierzyńskim Lucy i kryzysie związanym z utratą pracy przez Gru. 

    Spotkałam się z opiniami, że ta animacja to już odgrzane kotlety, te same pomysły, zero świeżości. 
    Powiem Wam, że my naprawdę bawiliśmy się swietnie. Bartek śmiał się najgłośniej na sali. A przecież właśnie o to chodzi. Minionki mają cieszyć, bawić, są do tego stworzone. 

    Jedyne do czego ja osobiście mogę się przyczepić, to to, że bajka niby nie ma ograniczeń wiekowych, a możemy spotkać się ze słowami z ostrzejszego słownika (jestem przeczulona na to, bo Bartek bardzo szybko wyławia je i zdarza Mu się powtarzać i rozpowszechniać). 

    My - polecamy "Gru, Dru i Minionki". Choć małe, żółte są w tej części tłem ze względu na swój bunt i pobyt w więzieniu :) 



    lipca 03, 2017

    Przychodzi z niespodziewanie, dopada moje dziecko.

    Przychodzi z niespodziewanie, dopada moje dziecko.
    Wierzyłam w skoki rozwojowe w okresie niemowlęctwa, wierzyłam w bunt dwulatka, który objawiał się testowaniem rodzicielskiej cierpliwości, wymuszaniem i płaczem.
    Cieszyłam się kiedy nadszedł koniec, nie spodziewając się, że tak naprawdę czeka mnie jeszcze bunt czterolatka, a może i pięcio, sześcio, siedmio i nastolatka... 

    Wystarczy chwila, wystarczy zła odpowiedź, zły ruch. Wystarczy, że jest zmęczony, znudzony lub zbyt pobudzony. Właściwie nie ma na to reguły. 
    Nie wiemy czy lepiej Go zmęczyć, wybiegać, wybawić, bo przecież jak się zmęczy to będzie miał "atak" o każdą pierdołę.

    A jak z kolei roznosi Go to chodzi po ścianach.
    Staram się jak mogę zrozumieć, że ma problem z rozmową, z wyrażeniem swoich uczuć, że to plucie, rzucanie zabawkami to naturalny etap rozwoju. Próbuję różnych metod. Przytrzymywania Go plecami do siebie, nim się nie uspokoi, nie przeprosi i nie będzie chciał porozmawiać o tym co Go zdenerwowało. 
    Zabieram ukochane zabawki (książki, hulajnogę) w ramach kary. 
    Informuje, że nie pójdzie już do kina, bo tam chodzą grzeczne dzieci. Wszystko na spokojnie, dopiero po zakończeniu, kiedy po Jego twarzy ze złości spływają krople potu, mnie puszczają nerwy i chowam się w kącie wycierając łzy. Po takim maratonie jestem tak wypompowana, jakbym przebiegła kilka kilometrów. 

    Zastanawiam się co robię nie tak. Jaka droga do rozwiązania tego problemu, jest właściwa? Jak się zachować? 

    Kiedy już się uspokoi i przeprasza ciężko mi uwierzyć w Jego zapewnienia, że "Już nie będę". 
    Bo wiem, że za około tydzień to wróci.  
    Nie wiem co jest tego przyczyną i martwi mnie to, bo nie robię nic co mogłoby Go zdenerwować. Na przykład dziś.

    Po pracy mieliśmy w planach iść z psem na spacer, a potem do serwisu rowerowego na przegląd. 
    Pięknie zjadł obiad, więc na deser były lody, a przed obiadem 1,5h zabawy na placu. Droga na i z placu była idealna. Dziecko ideał, więc wychwalałam pod niebiosa. 

    Tuż po wyjściu podopiecznego się zaczęło. I cały popołudniowy plan odszedł w zapomnienie. 
    Staram się jak mogę, analizuje swoje zachowanie, motywuję Go gdy trzeba i karzę gdy na to zasluguje. Nie pobłażam i nie zgadzam sie aby wchodził mi na głowę.

    Dlatego mnie to martwi, bo nie widzę gdzie tkwi ten mały szczegół, który jest zapalnikiem.. 

    Czy Wy macie lub mieliście taki problem ze swoim czterolatkiem? 

    lipca 02, 2017

    Bobowy zawrót głowy. Przepisy na dania z bobem.

    Bobowy zawrót głowy. Przepisy na dania z bobem.

    Możecie jeść go tradycyjnie z solą, ewentualnie jak ja ostatnio z bazylią, łyżką oliwy, koperkiem i garścią słonecznika. Można gotowany, można smażony. Ta sezonowa roślina strączkowa ma ogromny potencjał, a z przyzwyczajenia często nie wychodzimy poza ramy i posypujemy tylko solą. 

    Bób, podobnie jak inne rośliny strączkowe, ma wiele wartości odżywczych. Przede wszystkim ma dużą zawartość białka, które może być alternatywą dla białka pochodzenia zwierzęcego. Jest także bardzo bogatym źródłem kwasu foliowego, tak potrzebnego w ciąży. 100 g surowego bobu pokrywa bowiem 106% dziennego zapotrzebowania na tę cenną witaminę.

    Bób może być jedzony zarówno na surowo, jak i po ugotowaniu. Młode ziarna można jeść bezpośrednio po wyjęciu ze strąków, ponieważ ich skórka nie jest jeszcze zbyt twarda. Ponadto w skórce bobu znajduje się najwięcej witamin. Bób można także ugotować na parze lub w lekko osolonej wodzie. Niestety, tradycyjne gotowanie powoduje utratę ok. 40 procent zawartych w bobie witamin i minerałów.

    Oto kilka przepisów, które zamierzam wypróbować i które postanowiłam Wam polecić : 

    Pierwszy pochodzi od Beszamel.se.pl 

    To sałatka z bobu, pomidorów ze serem feta. 

    • 250 g bobu
    • 2 małe pomidory
    • 65 g sera feta
    • 1,5 łyżki oliwy z oliwek
    • 1 łyżka octu winnego
    • 1,5 łyżki posiekanego koperku
    • 5-6 czarnych oliwek
    • szczypta soli i pieprzu do smaku







    Bób gotować do miękkości w osolonej wodzie. Następnie odsączyć, obrać ze skórki i odstawić do ostygnięcia.
    Pomidory pokroić na 8 części, a ser w niewielkie kostki. Wymieszać z ziarnami bobu.
    Z oliwy i octu przygotować sos winegret i dodać do niego posiekany koperek. 
    Sałatkę doprawić do smaku solą i pieprzem, polać przygotowanym sosem.

    Drugi przepis to Bób w sosie śmietanowym od mojegotowanie.pl 


    • 45 dag bób
    • 200 ml śmietana 18 proc
    • 20 dag boczek
    • 1 sztuka cebula
    • natka pietruszki
    • sól do smaku
    • pieprz do smaku
    • 1 sztuka ząbek czosnku








    Boczek pokroić w kostkę. Cebule obrać i pokroić w paseczki. Boczek i cebulkę podsmażyć. Bób ugotować w lekko osolonej wodzie. Wycedzić Do podsmażonego boczku i cebulki dodać śmietanę oraz rozgnieciony ząbek czosnku. Natkę posiekać i również dodać. Wymieszać sos doprawić do smaku solą i pieprzem. Chwilę razem podsmażyć całość. Bób wyłożyć na talerze polać sosem i posypać natką pietruszki.

    Na Smakerze  znajdziecie sałatkę z bobem i suszonymi pomidorami. 


    • 1/2 kg bobu
    • 1 mała czerwona cebula
    • 10 szt. suszonych pomidorów
    • 2 ząbki czosnku
    • 2 łyżki soku z cytryny
    • 2 łyżki oliwy bazyliowej (lub zwykłej + kilka listków posiekanych listków bazylii)
    • Sól
    • pieprz



    Bób gotujemy do miękkości w osolonej wodzie. Odcedzamy na sitku i przelewamy zimną wodą. Obieramy ze skórki. Cebulę kroimy w małą kostkę - podobnie pomidory. Dodajemy do bobu. Oliwę mieszamy z sokiem z cytryny i czosnkiem przeciśniętym przez praskę. Doprawiamy powstały sos solą i pieprzem i polewamy sałatkę. Mieszamy i gotowe :)


    Na kuchniamniam  zachwyca kilka przepisów.

    Kurczak w sosie śmietankowym z bobem i pomidorami




    • 2 filety z kurczaka
    • 3 ząbki czosnku
    • 1 cebula
    • 2 łyżki mąki pszennej
    • 2 szklanki bulionu drobiowego
    • 1/3 szklanki kremówki 30%
    • 1 łyżka posiekanego koperku
    • 200 g bobu
    • 2 pomidory
    • sól
    • pieprz kolorowy mielony
    • papryka słodka mielona
    • olej rzepakowy do smażenia


    Bób ugotować w wodzie z dodatkiem soli i odrobiną cukru. Jeżeli bób jest młody wystarczy 10 min. Po odcedzeniu wody przepłukać zimną wodą i przestudzony obrać z łupinek.
    Pomidory sparzyć we wrzątku, obrać ze skórki i pokroić w kostkę, pozbywając się pulpy z nasionami.
    Fileta z kurczaka pokroić w kostkę, oprószyć przyprawami i wrzucić na rozgrzany olej. Delikatnie obsmażyć, rozdzielając każdy kawałek mięsa. Ściągnąć z patelni. Rozgrzać ponownie odrobinę oleju. Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić razem z rozgniecionym czosnkiem. Oprószyć mąką i chwilę smażyć na małym ogniu. Stale mieszając wlewać bulion, a po rozprowadzeniu wlać kremówkę. Gotować, aż sos będzie miał odpowiednią konsystencję, wtedy dołożyć kurczaka, wyłuskany bób i pokrojone pomidory. Przyprawić według smaku, dodając na końcu świeży koperek. 
    Frittata z bobem i pomidorami, na nią wyjątkowo mi ślinka cieknie :)


    • 5 jajek
    • 1/4 szklanki mleka
    • 125 g serka kremowego o smaku pomidorów i bazylii
    • ok 300 g ziaren bobu (świeży lub mrożony)
    • 1 cebula
    • 1 ząbek czosnku
    • 3 pomidory
    • masło klarowane do smażenia
    • szczypiorek
    • sól
    • pieprz czarny


    Bób ugotować w lekko osolonej wodzie z dodatkiem niewielkiej ilości cukru. Gotować ok 10 min do miękkości. Przelać zimną wodą i ziarna obrać z łupinek.
    Cebulę pokroić w drobną kostkę i razem z rozgniecionym czosnkiem zeszklić na maśle klarowanym. Dodać ziarna bobu i pokrojone w kostkę dwa pomidory, bez skórki i wodnistych części z nasionami. Warzywa przełożyć do formy o średnicy 25 cm. Jajka rozmącić z mlekiem i dołożyć serek. Dokładnie wymieszać, lekko doprawić solą i pieprzem. Przelać do warzyw, układając na wierzchu pokrojonego w plasterki pomidora. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C i piec przez około 40 min. Podawać na ciepło posypując po wierzchu posiekanym szczypiorkiem. 
    Pomidorowa kasza orkiszowa z bobem
    • 1 cebula
    • 2 pomidory
    • 100 g kaszy orkiszowej
    • 2 szklanki wody
    • 200 g bobu
    • 1/2 łyżeczki tymianku
    • 1/2 łyżeczki bazylii
    • sól
    • pieprz czarny
    • papryka słodka mielona







    Bób ugotować w wodzie z dodatkiem soli i odrobiną cukru. Jeżeli bób jest młody wystarczy 10 min. Po odcedzeniu wody przepłukać zimną wodą i przestudzony obrać z łupinek.
    Pomidory sparzyć we wrzątku, obrać ze skórki i pokroić w kostkę.
    Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić na niewielkiej ilości oleju rzepakowego. Dodać suszoną bazylię i tymianek. Krótko podsmażyć i dodać skrojone pomidory. Po chwili wsypać kaszę, zalać wodą i przyprawić. Dusić około 15 min, aż kasza będzie miękka i wchłonie cały płyn. W razie potrzeby można dodać więcej wody, a zamiast niej można użyć bulionu drobiowego. Na końcu dodać wyłuskany bób i chwilę podsmażyć. Danie posypać posiekanym szczypiorkiem.
    A Wy, jak jadacie bób? Tradycyjnie, czy nowocześnie? Podzielcie się przepisami! :) 
    Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger