czerwca 16, 2017

A co ja tu mam? Czyli o nazewnictwie miejsc intymnych słów kilka.

Zwykle nie omija żadnego rodzica. Jednym sytuacja wydaje się wstydliwa, innym oczywista. Zawsze budzi emocje. Każdy z nas inaczej nazywa swoje (i dziecięce) miejsca intymne. Co wybrać z dość ubogiej pod tym względem polszczyzny? Czy używać nazw medycznych czy potocznych? A może wymyślić coś własnego? 

- Podejście anatomiczne -
Dziewczynki mają srom, chłopcy penisa. Skoro nazywamy łokieć -> łokciem, to dlaczego te narządy mają nazywać się inaczej?

- Podejście logiczne - 
Siusiak i sisia. Dobrze nazwać te narządy odpowiednio do spełniania ich funkcji. Obrazują rzeczywistość i wskazują oczywistość, która jest przystępna dla małego dziecka.

- Podejście smakowite (?) - 
Istnieje kilka określeń kuchennych na te narządy. Ja spotkałam się z rodzynką, pierożkiem, malinką, truskaweczką, kiełbaską..

- Przyrodniczo - 
Nie wulgarna i infantylna żabka, ropuszka, wiewiórka, fruwający ptaszek, a może muszelka czy gniazdko? biedronka, kokoszka, kaczuszka, ptaszek, kwiatuszek, pietrucha, pałka, myszka, żółwik, robaczek, zwierzak

- Podejście kontrowersyjne - 
Cipka - nie jest nazwą medyczną, naukową, ani rynsztokową. Kiedyś nie do pomyślenia, dla dzisiejszego pokolenia już całkowicie normalna i do przyjęcia. 

- a może imiona ludzkie?
Zdarza się też, że narządy intymne dzieci mają swoje całkiem ludzkie imiona. I tak mała Karolinka w majteczkach ma kaśkę, jadźkę albo gabryśkę, a Adaś w spodenkach chowa wacusia, ferdka, rysia lub kazia. 

Cała otoczka towarzysząca nazywaniem narządów płciowych jest wynikiem wstydu przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Nasza seksualność jest ciągle tematem tabu i często w takich duchu wychowujemy nasze dzieci. 
Wszelkie pytania związane z seksem  i intymnością wywołują często u nas gęsią skórkę. Uciekanie do opowieści o znalezieniu dziecka na polu kapusty jest właśnie wynikiem braku swobody. 

Jeżeli decydujecie się na używanie nazw zamiennych wobec narządów płciowych, pamiętajcie, by nie robić tego w sposób wstydliwy, sugerując dziecku, że temat nie powinien być poruszany. Mówcie o tym otwarcie, pewnym głosem, bez skrępowania. Podejdźcie do tematu naturalnie, nie okazujcie skrępowania. Potraktujcie wątpliwości dziecka poważnie, tłumacząc na tyle ile to możliwe, dostosowując wyjaśnienia do ich wieku. Może poszukacie jakiś książek o dziecięcej anatomii? 

Jak przekazujecie wiedzę na ten temat swoim dzieciom?
U nas faktycznie jest siusiak, pewnie w okresie szkolnym przejdzie metamorfozę w penisa. 

4 komentarze:

Katarzyna Rajtar pisze...

U nas jest to raczej sposób "logiczny" ;)

Wyrodna-Matka pisze...

Anatomiczne, logiczne i kontrowersyjne (chociaż dla mnie nie tak kontrowersyjne) - tylko te. Bez sensu są muszelki i inne truskaweczki. Dziecko to człowiek jak każdy inny. Dlatego nie będę traktować go jak idiotę, tylko będę używać normalnych nazw (penis) lub, wcześniej tych co od przeznaczenia pochodzą (siusiak).

Magda M. pisze...

Logika + kontrowersja ;) Tak to wygląda u nas ;)

kreatywniejemy pisze...

No raczej truskaweczki i muszelki odpadają.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger