kwietnia 30, 2017

Powrót do przeszłości? Czy na pewno chcę do niej wracać? Recenzja z pobytu w Parku.

Powrót do przeszłości? Czy na pewno chcę do niej wracać? Recenzja z pobytu w Parku.
29.04.2017 w Rumii, przy ulicy Kosynierów, 100 m od przystanka "Zapolskiej" otworzony został plac zwany Parkiem Powrotu do przeszłości
Z czym się Wam kojarzy ta nazwa? Moje pierwsze trzy skojarzenia : kaseta magnetofonowa, dyskietka, dinozaury. W sumie mogłabym wymienić dużo więcej.. 

Park wykorzystuje swój potencjał rozwoju i z miesiąca na miesiąc modernizuje się i upiększa. W naszym wpisie możecie sami to sprawdzić. Na przestrzeni okresu kwiecień-maj-czerwiec-lipiec w Parku pojawiło się wiele nowości, a minusy, które znaleźliśmy i o których napisaliśmy zostały naprawione. Obsługa bierze sobie do serca dobre i konstruktywne rady, co również bardzo dobrze wróży na przyszłość. 


Jak było w KWIETNIU, tuż po otwarciu? 

Obsługa i ceny biletów.
W kasie siedzi bardzo miła Pani. Bilet ulgowy kosztuje 17 zł, bilet normalny 21 zł. Dla porównania ceny biletów gdańskiego Zoo : ulgowy w sezonie 20 zł, normalny 30 zł.
Profesjonalni przewodnicy, którzy według informacji na stronie oprowadzą Cię po parku, to bardzo starająca się dobrze wypaść, lecz mocno zestresowana młodzież. Są bardzo mili i pomocni, jednak wydaje mi się, że nie są kompetentni by opowiedzieć mi historię przeszłości, zwłaszcza, że ja jestem od nich dużo starsza... 

Atrakcje.
Na początku odwiedzamy Domek Kaszuba. Suche treści na wiszących kartkach, kilka eksponatów. Wiecie czego mi brakowało? Powiedzmy co godzinnych występów pary tańczącej kaszubski taniec. To by było coś!


Następnie, krocząc po śladach Yeti trafiamy na 3 Dinozaury oraz kilku jaskiniowców, którzy zapraszają na wspólne ploteczki na ławce. No i fajnie. Szkoda, że tak mało i szkoda, że na dzień dobry przywita Was kartka "Prosimy nie dotykać eksponatów". No, ale że jak?! Helloł! Tam wchodzą ciekawskie dzieci, które chcą dotknąć, pogłaskać, przytulić Dinusia. No, ale nie wolno, to nie wolno. Tata zaryzykował i usiadł z Panem aborygenem. 




Po krótkiej (3 minutowej) lekcji prehistorii traficie do chatki z weżami, pająkami i innymi okropnie fajnymi istotkami. 
Mnie zachwyciły kameleony. Ich gracja w przemieszczaniu się. W sumie, mogłabym mieć takiego w domu ;) 


Następna na liście jest strefa zabawy. Ogromna piaskownica z zabawkami, mini plac zabaw, zamek do skakania (a właściwie kura), gogarty, trampoliny i minigolf.  

Ale po kolei. Do piaskownicy nie wchodziliśmy - żałuję, bo zabawki fajne. Plac zabaw pod dachem. (w tym miejscu chwytam sie za głowę) - o co do cholery chodzi?! 
W kwietniu był dość mocno nie dopracowany. Kulek było mało, zapach nie zachęcał do dłuższej zabawy, dach przeciekał i powstało kilka kałuż. 





Dmuchaniec - kura. Wypłowiały, nie nadmuchany jak trzeba. Też mokry, zapiaszczony - ja rozumiem, że pogoda nie sprzyjała, ale co godzinę mogłby ktoś wskoczyć z miotłą i odpiaszczyć. Nie widziałam przy nim żadnej obsługi. 

W minigolfa nie graliśmy. Kaucja zwrotna za wypożyczenie piłeczki i kija : 20 zł.  

Na trampolinę nie weszliśmy, bo mimo że była jedna wolna, nie można było z niej skorzystać, bo była dla starszych dzieci. Cokolwiek to znaczyło. 

Gogarty - fajna zabawa, Bartek niestety średnio sobie radził. 

W dalszym zwiedzaniu pobiegliśmy do Labiryntu Minotaura. Wow! Brzmi zabójczo. I tak też właśnie jest. Belki powbijane w ziemie imitujące labirynt mogą pokaleczyć dłonie. Żadna, ani jedna nie została oszlifowana, wystają z niej zadziory i drzazgi. Uważajcie!






W Parku znajdziecie też Chatę Restauracyjną z goframi, lodami i kawą. Oraz czyste (jeszcze, bo dwa dni używane) Toi-toi'e.

AKTUALIZACJA - lipiec 2017.

W związku z modernizacją, unowocześnieniem i pojawieniem się wielu zmian w Parku otrzymaliśmy specjalnie zaproszenie, aby przyjechać i sprawdzić czy nasze oceny wystawione w kwietniu są aktualne. Dostaliśmy zapewnienia, że będziemy świetnie się bawić. Więc pojechaliśmy. Zabraliśmy ze sobą kuzynów Bartka, oraz ciocię. 
Fajnie, bo oko 10-latków też mogło wyrazić swoją opinię. 

Na początku wysłaliśmy Kamila i Rafała do Escape Room'u. Chłopcy mieli wykombinować jak wydostać się z niego, wykonując zagadkowe zadania. My kibicowaliśmy im przez okna i trochę też podpowiadałyśmy. Chłopaki zachwyceni - Kamil chciał powtórzyć zabawę. 







Po rozruszaniu mózgów wyruszyliśmy na reserch. I co widzę? A właściwie czego nie widzę? Nie ma tabliczki "Prosimy nie dotykać eksponatów." Brawo, brawo! Fajnie, że kierownictwo zaufało rodzicom w kwestii zapanowania nad dziećmi. 

W chatce Kaszuba pojawiły się nowe eksponaty, Bartkowi najbardziej spodobał się telefon z tarczą :) 




Następną nowością jest mini zagroda z wiejskimi zwierzaczkami. Znajdziemy tam kozicę Matyldę, którą możemy pokarmić liśćmi z gałązki, zajączki, kurki. W zagrodzie przy labiryncie jest też Baranek.  Fajnie! Mały miał radoszkę z karmienia Matyldy. 





Pozostając w temacie zwierząt idziemy do gadziarni. Mieliśmy możliwość pogłaskania węża i zrobienia sobie z nim zdjęcia. Ja się nie odważyłam, ale pogłaskaliśmy z Bartim i nam wystarczyło ;) 

Tym razem skorzystaliśmy także z mini golfa (kaucja zwrotna obniżona z 20 zł do 5 zł (brawo!
Zbudowaliśmy wspólnie ogromny domek z klocków i skakaliśmy na trampolinach. Kulkolandia i Dmuchany zamek też zdecydowanie na plus tym razem. Zapachu w Kulkolandii brak, Dmuchana kura porządnie nadmuchana i na ławce siedzi obsługujący ją pan. 




Co jeszcze mogę Wam powiedzieć?

- Przybyło toi toiów ;) Choć zapach w środku jest do przyjęcia, podłogi trzeba by było wyszorować. Duży plus za deskę sedesową dla małych gości (nie wiedziałam że jest, można by napisać na toi toiu w którym jest, że to toaleta dla dzieci. 




- Dla grup zorganizowanych istnieje możliwość rozpalenia ogniska. Czekają naostrzone kije. 

- Przy placu zabaw pojawiła się strefa malucha do lat 3. Są huśtawki, koniki, ślizgawki.

- Przy gadziarni znajdziecie stoisko z zabawkami. My wyszliśmy bogatsi o pajączka.

- BARDZO WAŻNE! Labirynt Minotaura został porządnie wyszlifowany i pomalowany specjalną farbą. Nie poranicie sobie już rąk! 




- Lody, frytki i kawa bardzo smaczne :)  

Park organizuje też urodzinki i imprezy plenerowe, z tego co się dowiedziałam jest dużo pomysłów na tematyczne dni i zabawy, więc wypatrujcie informacji na fanpage'u Parku. 



Co na minus? 

- Nasi 10 letni kuzyni chcieli pojeździć autkiem na akumulator. Niestety chyba by się nie zmieścili. Można by skombinować jeden quad dla starszaków.

- Miałam problem z lokalizowaniem śmietników. Wytarłam Bartkowi ręce przy trampolinach i szłam z mokrą chusteczką aż do wyjścia. 

- Mega klocki. Masakrycznie brudne! Przydałaby się im kąpiel :) 

- Wyszorować podłogę w toi toi'ach. 

To są drobnostki. Serio. Jeśli chodzi o obsługę i różnice które pojawiły się w okresie tych 3 miesięcy widzę, że starania aby wyjść na przysłowiową prostą zostały poczynione. Potencjał Parku zostaje małymi kroczkami wykorzystywany. Jestem ciekawa dalszego rozwoju. 

Czy polecamy? 

Tak, zdecydowanie polecamy na rodzinne przedpołudnie lub popołudnie. Dzieciaki były zadowolone, wybiegane i wybawione. 
Dziękujemy za możliwość ponownego odwiedzenia i sprawdzenia czy nasze rady zostały wprowadzone w życie.
Zostały! Bardzo się cieszymy! :) 



kwietnia 27, 2017

TOP 10 : Czego już nigdy nie zrobisz będąc matką?

TOP 10 : Czego już nigdy nie zrobisz będąc matką?

Są takie rzeczy i sytuacje, które są oczywiste. Są tak naturalne, że nie przywiązujesz do nich większej uwagi. Ale kiedy się je traci, to pojawia się odczucie smutku, tęsknoty. 


Nie będę Ci pisać, że nigdy nie pójdziesz zrobić siku w samotności, nie zostawisz białej bluzki przy malującym farbami dzieckiem. Nie zjesz na widoku faszerowanego ścierwem batona czy chipsów. Nie wypijesz gorącej kawy pod ciepłą kołderką oglądając "Dzień Dobry TVN". Nie wrócisz z zakupów bez kupionego drobiazgu dla malucha zamiast wymarzonej torebki. Nie uśniesz za stołem, nie wykrzyczysz kierowcy na skrzyżowaniu co o nim myślisz. No, nie. Po prostu nie, bo mama tak nie robi. 




1. Nie wyjdziesz z domu i nie pojedziesz z mężem na romantyczny weekend zanim nie zaplanujesz opieki nad dziećmi. Przed rezerwacją terminu w SPA wykonasz pierdylion telefonów. Nie ma spontana. Spontanicznie to sobie możesz iść na spacer naokoło bloku lub do spożywczaka po bułki. Zapamiętaj, Ty masz swój plan, a dziecię - swój. Dodatkowo jeśli macie odwieźć bąka do którejś z babć zamówcie ekipę z ciężarówką, bo na dwa dni zapakujecie tyle POTRZEBNYCH rzeczy, bez których nie można po prostu się obejść. Nie! Nie ma opcji.


2. Kiedy już uda się Wam ruszyć spod domu, na ten romantyczny weekend.. Po trzech minutach włączy Ci się matczyny radar. Nigdy nie wyczyścisz do cna swojej głowy, bo zawsze w niej będą Twoje maluchy. Czy aby na pewno 
wytrzymają te 48h bez Was? Czy babcia/niania zajmą się nimi tak dobrze jak Ty?



3. Już nigdy nie będziesz się nudzić. Dzieci Ci nie pozwolą. Dopóki jesteś na widoku będzie spokój, jak tylko stwierdzisz, że masz chęć usiąść i wypić kawę (czytaj odpocząć) pojawi się tysiąc spraw, do których będziesz niezbędna. Bo przecież nikt lepiej nie potrafi ułożyć puzzli. 


4. Już nigdy nie będziesz podejmować dużego ryzyka. Od narodzin dziecka jesteś odpowiedzialna nie tylko za swoje życie. Świadomość, że możesz stracić życie lub zdrowie i osierocić dziecko rozwieje Twoje wszelkie wątpliwości.




5. Już nigdy nie wyjdziesz z domu z mini torebką. Przecież musisz zabrać wilgotne chusteczki (pomocne nie tylko przy wycieraniu buzi), ulubioną zabawkę, picie, przekąskę, pampersa. 


6. Już nigdy nie stwierdzisz, że jesteś biedna. Jesteś pełnowartościową kobietą obdarowana bezgraniczną miłością i to całkowicie za nic. Te małe rączki obejmujące Twoją szyję to znacznie cenniejsze niż wygrana na loterii. 


7. Zapomnij o tym, że po powrocie z pracy rzucisz się na łóżko ( o zgrozo nie posłane!) i utniesz sobie krótką drzemkę. Już od drzwi, przy zdejmowaniu butów się zaczyna "Mamo..." 




8. Kolejną rzeczą, którą już nigdy nie zrobisz odkąd zostaniesz mamą jest doprowadzenie rozpoczętej czynności do końca. Wszystko rozgrzebane, rozpoczęte, a tu nagle dosięga Cię magiczne słowo: "Mamooooo!" Do każdej czynności będziesz robić co najmniej trzy podejścia, a i ta reguła lubi się mocno naginać w gorszą stronę. Ta sprawa dotyczy niestety też rzeczy związanych z myciem, goleniem nóg czy uprawianiem seksu. Niestety ;) 


9. Nigdy nie założysz na siebie nic co nie będzie wygodne. Nie poświęcisz jak za młodzieńczych lat swojego komfortu. Z berbeciem na rękach jest już trochę inaczej, bo musisz pamiętać, że w przypadku spotkania trzeciego stopnia z krawężnikiem, możesz obić nie tylko swoje czoło. Może się też zdarzyć, że w ferworze ubierania zapomnisz założyć butów i wyjdziesz na śnieżny spacer w ... kapciach lub skarpetkach ;)


10. Jak zostaniesz mamą, już nigdy wskazówki zegarka nie pokażą Ci tylko cyfr. Już na zawsze będzie "Czas na obiad" , "Czas na spacer", "Czas na kąpiel", "Czas na drzemkę". Czas z maluchami odliczany jest od pobudki do śniadania, od śniadania do spaceru czy też wyprawy na plac zabaw. Pocieszę Cię, u nas czas dłuży się do obiadu. Od niego, to już z górki do wolnego wieczoru :) 




A Tobie czego najbardziej brakuje z tych punktów? Albo co udało Ci się mimo wszystko zachować mimo zostania mamą?




{POST pisany oczywiście z przymrużeniem oka. Wiele z tych rzeczy z biegiem czasu uda Ci się zrobic, bo dziecko rośnie, a wraz z Nim zmieniają się Jego potrzeby, więc głowa do góry. Macierzyństwo jest naprawdę pięknym stanem!}

kwietnia 26, 2017

Czy dasz radę, utrzymać powagę? Recenzja gry "Nie śmiej się" od Alexander Toys + KONKURS!

Czy dasz radę, utrzymać powagę? Recenzja gry "Nie śmiej się" od Alexander Toys + KONKURS!
Są takie gry, przy których czas zyskuje pojęcie całkowite względne. Zwłaszcza, kiedy cyfry na zegarze nie wskazują jeszcze godziny 9:00, a Twoje dziecko oznajmia głosem wyspanego skowronka, że chce zagrać w "Nie śmiej się!"

Jest to gra familijna, bardzo przyjemna, więc nie sposób odmówić. 



Kiedy wpadnie Ci w ręce to pudełko, niech nie zwiedzie Cię jego profesjonalne, dokładne i kolorowe wykonanie. Zadziorne pytanie "Czy dasz radę, utrzymać powagę?" to zwiastun Twojej klęski. Nie dasz! No, po prostu nie dasz. Tym bardziej, że hasła, ktore znajdziesz na równie kolorowych kartach często wbijają w ziemię, a właściwie w krzesło na którym przycupniesz tylko na moment kręcenia tarczą i przesuwania pionkiem. 



"Nie śmiej się" to gwarancja świetnej, aktywnej rozrywki. Niby gra planszowa, a tak naprawdę gra ruchowa, bo jak widać na załączonych obrazkach pokazywanie wylosowanej osoby/rzeczy/zwierzęcia wymusza na Was dzikie instynkty. 

Ale o co tak naprawdę chodzi? 

W pudełku znajdziesz : tarczę ze strzałką, pionki i kostkę z kolorami, maaaaaasę kart, klepsydrę i ... nos klauna :) 
Z naszych obserwacji przydała by się jeszcze paczka chusteczek, bo znamy przypadki popłakania się ze śmiechu :) 



Grę rozpoczyna gracz z najgłośniejszym śmiechem. Wylosowany przez tarczę ze wskazówką gracz, losuje kartę z hasłami. Rzuca kostką w celu ustalenia z którego pola będzie prezentował hasło np. kiedy kostka wskaże pole niebieskie prezentuje hasło z pola niebieskiego. Hasła są przeróżne i z różnym poziomem trudności. Prawda jest taka, że im trudniej - tym śmieszniej. Taka nasza obserwacja :) 

Pokazywanie ograniczone jest przez piasek upływający w małej klepsydrze. Gracze znają hasło, które pokazuje pokazywacz, nie muszą go odgadywać (choć i my czasem bawimy się w samo pokazywanie i zgadywanie) bo głównie chodzi o to, aby gracz rozśmieszył pozostałych i w jak najśmieszniejszy sposób przedstawił to co ukazało sie na wylosowanej karcie. 

Prezentacja trwa do momentu rozśmieszenia któregoś z przeciwników lub zakończenia czasu. Jeśli uda się kogoś rozśmieszyć, gracz pozostaje na planszy bez przesuwania pionka, jeśli nie (bo np. czas się skończył), to przesuwa pionek w kierunku uśmieszka. Jeśli gracz pokazywał hasło z noskiem klauna wtedy przesuwa się o 2 pola. Gra (niestety kiedyś) kończy się, gdy któryś z graczy dojdzie do pola końcowego oznaczonego uśmieszkiem. 



Mam dla Was niespodziankę. 
Jeden egzemplarz tej cudownie rodzinnej i śmiejącej gry może trafić do kogoś z Was! 
Wystarczy tylko, że napiszecie w komentarzu co Was ostatnio rozbawiło! Spróbujcie mnie rozśmieszyć! :) 
Na zgłoszenia czekam pod POSTEM na Facebooku TUTAJ lub pod tym postem na blogu. 
Będzie nam bardzo miło, jeśli polubicie profil Alexander Toys, oraz nasz i zaprosicie znajomych żebyśmy wszyscy się pośmiali :) 
Wybór zwyciężcy już 6.05.2017 w godzinach wieczornych : 19-20 :) 



kwietnia 25, 2017

TOP 5 sytuacji w których matki drżą o swoje dziecko.

TOP 5 sytuacji w których matki drżą o swoje dziecko.
Prawda jest taka, że "świeże" mamy, męczą się przy podejmowaniu wielu rodzicielskich decyzji. Karmienie (pierś, butelka/którą wybrać, budzić/nie budzić, wybór mieszanki mlekozastępczej, czy się nadaja, czy się nie przejada itd.), dyscyplina (nosić/nie nosić, spać z dzieckiem/ nie spać), schemat dnia - wszystko może być powodem obaw, czy aby podjęte decyzje są słuszne. 

Często boimy się, aby dziecku nie stało się nic złego. Niechętnie zostawiamy je pod cudzą opieką, ufając, że same najlepiej dbamy o jego bezpieczeństwo :"Uważaj, nie podchodź, nie dotykaj, nie bierz do buzi". - stałe zakazy w naszym mniemaniu chronią je przed czyhającym zewsząd niebezpieczeństwem. 

Za bardzo spinamy się, by postępować właściwie i być doskonałymi. Zawsze być gotową pomóc dziecku i zaspokoić każdą jego potrzebę. 

1. Czy się nadaja, czy za chwilę nie bedzie głodne, czy mam dość pokarmu? Każda matka niemowlaka (a potem i starszaka) martwi się o stan dziecięcego brzuszka. Bo je za mało, za dużo, jest niejadkiem. Do tego wszystkiego zewsząd atakujące komendy babć, cioć "zjedz więcej", " na bank jest głodny", "Jęczy? - na pewno jest głodny", "mało śpi? masz mało pokarmu i się nie najada". 
Ktoś mi kiedyś powiedział, że dziecka nawet noworodka - nie da się zagłodzić. Na pewno usłyszysz jak będzie głodne, co więcej nie daj sobie wmówić, że masz za mało pokarmu, czy Twój pokarm jest jałowy. Obserwuj, skonsultuj się z pediatrą, a nie wujkiem google czy ciocią Zosią. Ona nie zna Twojego dziecka tak jak Ty sama. 


2. O nie, znów ma katar! Jedno kichnięcie zwiastujące zadymę zdrowotną. Telefon w drżącej ręce wybierający numer pogotowia ratunkowego. Na bank to jakiś śmiertelny wirus. Każda anomalia zdrowotna to odchył od normy. Easy! Nie każdy katar to zwiastun choroby. Wystarczy obserwować, czasem kończy się na witamince C, albo może alergii - ale one nie są śmiertelne :) 

3. Krzyś od sąsiadki siedzi sam, mimo że jest w wieku Twojej Małgosi? Dla Ciebie powinno liczyć się Twoje najpiękniejsze, najmądrzejsze, najkochańsze dziecko. Twój ósmy Cud świata. Nie porównuj. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Oczywiście, jeśli Twój maluch mając 10 miesięcy nie siedzi, nie przewraca się na boczki, albo mając 2 lata mówi tylko dwa słowa.. To warto skonsultować to ze specjalistą. Pamiętaj, że wcześnie wykryte wady, ubytki dają się zaleczyć, wyleczyć, zniwelować. 

4. Czy moje dziecko jest szczęśliwe? Czy spełniając Jego marzenia uczę Go dostrzegać i celebrować uczucie radości? Czy dzięki temu będzie życiowym optymistą? Każda z nas pragnie aby Maluch z uśmiechem przemierzał świat. I nie jest to domena chwilowa. Całe życie matki drżą, czy aby ich syneczek / córeczka jest szczęśliwy.

5. A kiedy jest już starszy : używki, złe towarzystwo, samotność (wyobcowanie z towarzystwa w liceum, ze względu na inne zainteresowania), związek z osobą tej samej płci, zawód miłosny nastolatka, który obniża jego poczucie wartości może mieć tragiczny skutek (próby samobójcze, ucieczka w świat internetu, używki, bulimia, anoreksja)

A mówią, że macierzyństwo to bajeczny stan. 
W moim odczuciu matką jest się zawsze i na zawsze. Drżenie serca o szczęście, właściwe wybory podejmowane samodzielnie, szkoła, związki nigdy nas nie opuszczą. Bo chyba każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej, prawda?


____________________________________________________

Obiecałam Wam kilka słów na temat wczorajszych warsztatów, w których uczestniczyłam w Ciuciubabce. 
Otóż prelekcja była prowadzona przez Panią Doktor Katarzynę Drobik Michalską. Ja osobiście jak mówiłam, nie dowiedziałam się wielu nowości - co niezmiernie mnie cieszy, bo utwierdziło mnie to w tym, że prawidłowo dbam o odporność Bartka. 

Ale o czym warto Wam wspomnieć... Najważniejsze w budowaniu odporności dziecka jest utrzymanie równowagi między wszystkimi procesami zachodzącymi w Jego organizmie. Istotna jest dieta (jak najmniej produktów przetworzonych, słodyczy), ruch, ilość snu, otoczenie (przebywanie w domu, gdzie rodzice się kłócą, wpływ stresu, bierne palenie), 

Warto sięgać po najnowszą piramidę żywienia :


A co do niej : nie sięgajcie po łososie. Starajcie się wybierać białe, polskie ryby, jeziorne 
Sięgajcie po kasze pełnoziarniste (TUTAJ możecie poczytać więcej o ich dobroczynnych właściwościach). Pamiętajcie, żeby dostosowywać dietę do wieku dziecka (nie ma co się śpieszyć z Jej rozszerzaniem, jeśli dziecko jest na piersi). 

Sięgajcie po zioła, oliwę z oliwek. 

Spotkanie było inauguracją do kolejnych warsztatów na które bardzo chętnie się wybiorę. 


kwietnia 24, 2017

Tęcza w słoiku. Zabawy z solą i kredą. {oryginalny prezent na Dzień Matki}

Tęcza w słoiku. Zabawy z solą i kredą. {oryginalny prezent na Dzień Matki}
Które dziecko nie lubi bawić się w przesypywanie? Nie znam takiego. My zaczynaliśmy od kolorowego ryżu, a wczoraj bawiliśmy z farbowaną kredą solą. 
Miałam niestety końcówkę, więc efekt końcowy nie powala, ale jeśli macie większą ilość i do dyspozycji wysokie wazoniki, to możecie wykonać na prawdę oryginalne dekoracje np. na prezent na zbliżający się Dzień Mamy. 

Potrzebujecie :
- sól
- różne kolory kredy
- nóż lub łyżeczkę do zeskrobania jej 
- lejek
- pojemniczki (słoiczki, lub kubeczki po jogurtach np.)

My odmierzyliśmy identyczne ilości dla każdego z trzech kolorów. 



Zdrapaną nożem lub łyżeczką kredę mieszamy w pojemniczku ze solą.


Następnie przesypujemy przez lejek do słoiczka, wszystkie kolorki po kolei.


Na koniec możemy ozdobić wieczko i przywiązać kokardkę :)

A tu inne wersje, które możecie wykorzystać.

 

Fajny, oryginalny prezent, prawda? :) 


kwietnia 24, 2017

Nowy cykl : Rozwiążmy wspólnie problem.

Nowy cykl : Rozwiążmy wspólnie problem.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się większego zainteresowania tym cyklem. Ale najwyraźniej większość mamuś ma bezproblemowe dzieci - i dobrze, tylko się cieszyć :) 



Niemniej jednak pojawiły się trzy pytania, na które Pani Katarzyna odpowiedziała. 
Oto one :

Pytanie pierwsze.

Moje dziecko ma 2 lata i 2 msc. Ciągle karmię piersią. Wszystkie próby bezstresowego odstawienia polegające na tłumaczeniu, że syn jest już duży, że mamę boli itd. Spełzają na niczym, o ograniczeniu nie wspominając. Kiedy syn wraca od niani, rzuca się na mnie jakby nie jadł od tygodnia. Kiedy mowię nie, potrafi płakać przez 1,5h, aż w końcu z bezsilności się uginam. Wszyscy dookoła mówią : "Wyjedź na weekend, zostaw go z tatą, zapomni, ale zastanawiam się czy tym sposobem nie zaburzę Jego poczucia bezpieczeństwa, bo nie dość że nie będzie piersi to jeszcze mamy. Syn zasypia wieczorami właściwie tylko ze mną. Budzi sie kilka razy w nocy, zawsze musi być mama. Nigdy nie został na noc beze mnie. 2-3 razy zdarzyło mu się zasnąć z tatą przy czytaniu. Co robić? Dodam, że karmienie już mnie irytuje, jestem zmęczona i mam zwyczajnie dość. 

Odpowiedź psychoterapeuty : 

W Pani Pytaniu zawieraj się kilka spraw, które wzajemnie na siebie mocno działają tj. Pani plan i plan dziecka, które są rozbieżne. Pani emocje i emocje dziecka, w obu przypadkach ważne i znaczące. Odstawienie od piersi nie jest łatwe i w moim przekonaniu drastyczne odstawianie nie jest dla nikogo dobre, ani dla Pani ani dla maluszka. Pierś to nie tylko mleko, pokarm ale przede wszystkim bliskość, kontakt, obecność. Trzeba to rozdzielić i ten drugi człon zostawić, tj. tak zbudować tą sytuację, żeby dziecko było blisko Pani ale już nie było karmione piersią.  Zestresowana, zła, rozgoryczona mama nie jest najlepsza, więc jak czuje Pani, że Pani granica karmienia się już skończyła to musi Pani tą granicę uszanować. Jak dzieci mają uczyć się swoich granic i dbania o siebie, kiedy my im tego nie pokazujemy?  Najlepiej spróbować dziecku wyjaśnić, że teraz będzie inaczej, że będzie przytulenie, bliskość ale nie będzie już mleczka. Może warto przejść na butelkę na jakiś czas lub zastąpić to jakimś innym rytuałem związanym z bliskością. Początek będzie niewątpliwie trudny, gdyż jak pokazuje reakcja dziecka nie jest z tego powodu zachwycony, jednak bez złości, ucieczek do innego pokoju czy drastycznych opuszczeń dziecka trzeba po woli to znieść. Być przy nim mówiąc rozumiem, że jest to dla Ciebie trudne, widzę, że bardzo Ci tego brakuje itd. Jednocześnie być przy sobie i szanować swoją decyzję ze świadomością że nie robi mu Pani tym krzywdy.
Druga sprawa to pytanie dlaczego nie zasypia z nikim innym? Może nie miał takiej szansy i jest Pani dla niego pierwszoplanowym obiektem? Pewnie tak, jednak 3 razy z tatą to już sukces i należy go kontynuować. Warto dziecku powiedzieć co mamy w planie więc np. dziś tatuś pójdzie poczytać Ci bajkę a ja będę na dole, jakoś dać mu poczucie bezpieczeństwa a nie wprowadzać chaos czy czekać nerwowo za drzwiami czy się uda. Dziecko wyczuwa niepokój więc im bardziej Wy będziecie zrelaksowani i uwierzycie, że to jest możliwe tym bardziej Wasz syn to przyjmie. Nawet jeśli na początku będzie mu trochę ciężko.  To musi być powolna adaptacja do nowej sytuacji dla każdego z Was. Żadne ucieczki z domu nie są cudownym sposobem, choć wiele osób tak robi.
Co do wstawania w nocy, to jeszcze taki czas, że się budzi, proszę zadbać o siebie i może czasem może pójść do niego tato, pytanie dlaczego się budzi, może w ciągu dnia za dużo się dzieje, może jakieś zmiany, musi Pani to zobaczyć. Warto dać dziecku swoją poduszeczkę lub jakiś przedmiot, który będzie pachniał Panią, żeby czuł że mama jest blisko.
To oczywiście takie generalne rozwiązanie sytuacji, pewnie nie bierze pod uwagę wielu aspektów, jednak mam nadzieję, że jakoś skłoni Państwa do refleksji a Panią do utwierdzenia się w przekonaniu, że Pani Nie jest bardzo ważne i nie robi dziecku krzywdy. W razie wątpliwości zapraszam do  indywidualnego kontaktu. Pozdrawiam serdecznie.

http://www.katarzynarejniak.pl/



Pytanie drugie : 

Mam ogromny problem z synkiem, który obecnie ma 3,5 roku. Synek nie chce jeść sam. Z tego co widzę boi się jedzenia. Problem jest bardzo złożony i skomplikowany z długą historią.
Dłużej tak nie dam rady ciągnąć. Cała ta sytuacja i świadomość że nie potrafię pomóc własnemu dziecku powoduje że jestem strzępkiem nerwów.
Synek je obecnie tylko zupy i kaszki którymi karmię go łyżeczką.
Jak dostaje normalne jedzenie na talerzyku to obecnie już dotyka, czasem poliże, mówi że będzie jeść, ale jak już trzeba jeść to się wycofuje. Widzę że się boi, nie potrafi się przełamać i włożyć jedzenia do buzi. Wcześniej nawet nie chciał dotknąć.
Szukaliśmy porady u dietetyka, który radził przegłodzić. Były 2 próby. Pierwsza - cały dzień nie jadł nic. Następnego dnia wstał z wysoką gorączką i wymiotował żółcią i już nawet nie chciał wcale jeść. Po jakimś czasie druga próba i znów gorączka i wymioty. :(
Nasza historia w wielkim skrócie.
Syn urodził się z anemią. Szybko wyszła na jaw też alergia. Z czasem okazało się że jest bardzo silna. 1,5 roku karmiłam piersią, poza tym nie chciał prawie nic jeść. Miał ostre stany zapalne skóry i zapalenie jelit na tle alergicznym. W testach z krwi na alergie wysoko wyszły mleko, jajo, ryba i kilka innych. Reagował skórą lub jelitami na wiele produktów. Waga nie rosła, nie mogliśmy pozbyć się anemii, żeby jakoś jadł zabawialiśmy go na wszelkie możliwe sposoby. Karmiliśmy zmiksowanymi papkami bo tak jadł więcej.  Jakoś cudem udało się wyjść z anemii, ogarnęliśmy temat alergii.
Obecnie syn ma zdrową skórę, zdrowe jelita, jest na diecie bez wielu produktów. Powoli nauczyliśmy go gryźć, bo po jedzeniu papek nie umiał.
Ale nadal nie bierze sam jedzenia do buzi. Je chętnie, ale przy bajkach czy tablecie. Je, a raczej łaskawie otwiera usta żebyśmy mogli go nakarmić. Tak to wygląda.
Synek nie chodzi do przedszkola ze względu na anafilaksję na mleko, jajo i rybę. Reaguje dusznościami na obecność tych produktów więc nie może na razie iść, choć może przy dzieciach właśnie by się jeść nauczył.
Proszę o rady. Jak go zachęcić do próbowania? teraz robię tak że mówię mu że jak zje kawałek np muffinki to pójdziemy na rowerek. Wtedy dotknie rączką mufinki i wsadzi palec do buzi i mówi że dobre. Ale jak dam okruszek mufinnki to nie zje.

Odpowiedź psychoterapeuty : 

Droga Pani jedzenie dla Was związane jest z ogromnym stresem, zarówno dla Pani jak i dla synka, co pewnie spowodowane jest wcześniejszymi doświadczeniami, które były trudne. Proponuję spróbować zabawy przy jedzeniu tj. z luzem i śmiechem przyglądać się jedzeniu, rozgniatać go, brać do rąk, wąchać, gryźć i robić miny, itd. To co robi maluch kiedy uczy się sam jeść, bo ten etap jakby u Was z powodu kłopotów uciekł. Chodzić razem na zakupy, pozwalać wybierać, może coś posadzić w ogródku….jakoś go tym światem jedzenia zaciekawić i zainteresować a jednocześnie zainspirować go to tego, że to nie jest przymus, stres, nieprzyjemna sytuacja. Może możecie razem piec jakieś ciasto, może jeśli nie chodzi do przedszkola jakiś kolega z placu zabaw może przyjść do Was, to prawda, że przy innym dziecku byłoby mu pewnie łatwiej, może chce sam posmarować chleb lub posolić pomidora… Trochę z nim też pobawić się w jedzenie okruszków, albo w opowieści o jednym ptaszku, który nie wiedział czym są okruszki i drugim, który mu o tym opowiadał, po prostu rozbudzić w nim ciekawość, zmienić klimat emocjonalny tego posiłku, nie wymuszać a bawić się. Być pod kontrolą lekarza i dietetyka, zapisywać sobie co rzeczywiście zjadł, gdyż czasem wydaje nam się że dzieci nic nie jadły a jak zrobimy spis dnia to okazuje się, że nie jest tak źle.  Dać sobie trochę czasu, cierpliwości i luzu i pozwolić na kreatywność w wymyślaniu zabaw związanych z jedzeniem, może konkurs kto zrobi najlepszą minę po przełknięciu ogórka, albo cokolwiek w co lubi bawić się syn połączyć z zabawą, podążać ze jego ciekawością i zainteresowaniami. Nie kontynuować raczej sposobu jedzenia bez świadomości tj. przy tablecie, bo to tylko będzie generowało kłopot. Proszę spróbować i dać znać jak poszło, zapraszam też w razie kłopotów i trudności do indywidualnej konsultacji, gdyż nie jest to łatwa sytuacja i być może zalecone rozwiązanie nie będzie najskuteczniejsze, życzę jednak spokoju, luzu, i kreatywności w zabawie. Pozdrawiam.

http://www.katarzynarejniak.pl/



Pytanie trzecie : 

Mój synek ma cztery lata. Jest przedszkolakiem. Od pewnego czasu zauważyłam, że przynosi negatywne zachowania z przedszkola i tłumaczy je tym, że "Kolega X tak robi". Pytam Go zawsze wtedy "A Ty jesteś X czy Y?" Nie pomagają tłumaczenia, że wytykanie języka, branie do ust cudzych szczoteczek, plucie, nieposłuszeństwo i uciekanie rodzicom to złe zachowania i lepiej brać od ludzi te dobre. W stylu "X ładnie buduje z klocków - poproś niech Cię tego nauczy, a nie plucia". Ja wiem, że to minie, ale może mam złe podejście? Mąż uważa, że syn powinien dostać klapsa, a ja próbuje rozwiązywać te sytuacje rozmową, zaprowadzeniem do pokoju na wyciszenie. Tylko ostatnio zamiast wyciszania - syn się śmiał, że dostał karę. Podsumowując jak jeszcze można przyhamować przynoszenie i kopiowanie złych zachowań z przedszkola? 

Odpowiedź

Absolutnie nie jest rozwiązaniem klaps ani żadna siłowa wersja walki pt.”Kto wygra”. Dzieci nie wolno bić !!! klaps też jest biciem, nie uczy jednak szacunku do siebie wzajemnie a tylko poddanie na jakiś czas wynikające z lęku i krzywdy. Klaps to też rozwiązanie polegające na rozładowaniu emocjonalnym osoby, która go daje a nie żadna metoda wychowawcza. Absolutnie nie.
Wiek lat 4 to krótko mówiąc ogólnie wiek bardzo trudny tzn. dzieci w tym wieku często są bardzo trudne do „opanowania”. Jest to czas kiedy trzeba uzbroić się w cierpliwość i mądrość i poczekać tłumacząc jednocześnie negatywne zachowania, wskazując pożądane itd.
Dziecko w tym wieku właśnie może śmiać się z nadanej mu kary, co jeszcze bardziej może wyprowadzać rodziców z równowagi. To okres niezwykle istotny i ważny w sprawdzaniu co można, jak zbudowany jest świat, co ja mogę jako dziecko itd. Naśladowanie rówieśników, jest też normalne a że naśladuje zachowania, które dla Państwa są mało akceptowalne ma pewnie taki sens, że one są bardziej spektakularne, bardziej zauważalne, a co za tym idzie ciekawsze. Jakoś często nie zwracamy na nasze dzieci uwagi, kiedy robią coś co dla nas jest ok. a bardziej jesteśmy skłonni do reakcji kiedy to nas oburza, denerwuje itd. Czasem negatywna uwaga rodzica też jest uwagą więc być może ma to też i taki wymiar, żeby być widocznym, obecnym, zauważonym.
Reasumując nie należy tego akceptować ale spokojnie i z dystansem mówić o tym co to zachowanie znaczy dla nas, jak się z tym mamy, pytać dziecko co w tym jest fajnego dla niego, trochę wejść w świat jego fascynacji tym co robi, wtedy być może znajdzie się odpowiedź na wiele potrzeb dziecka, który przez „niewłaściwe” zachowanie chce zaspokoić bądź też zaspakaja. Trzeba też ufać swojemu dziecku i widzieć w nim dobrego człowieka, który nie jest „niegrzecznym złośnikiem” tylko bardzo dynamicznie  rozwijającym się człowiekiem, próbującym, sprawdzającym, tworzącym swój świat który musi mieć tak samo dużo doświadczeń na które reagujemy z aprobatą i tak samo dużo na które reagujemy z dezaprobatą. Zaufajcie mu w tym, że „miły chłopiec” nie zniknął tylko teraz ma inną sprawę do załatwienia, podążajcie za jego pasjami, pomysłami, gadajcie o tym i mówcie o swoich uczuciach, wrażeniach, zgodzie lub nie na pewne działania czy pomysły. Bądźcie blisko siebie i jego jednocześnie łącząc oba wasze światy ale metodą kompromisu i dyskusji a nie siły i władzy. Ostatecznie nikomu nic się nie stanie od pokazania języka…..takie jest moje zdanie i oczywiście decyzja należy do Państwa jednak to po prostu taki czas i on na pewno minie! Powodzenia!  

http://www.katarzynarejniak.pl/

Jeśli macie jakieś pytania, nasza skrzynka pozostaje dla Was otwarta! 

kwietnia 23, 2017

Kiedy mały alergik chce mieć zwierzątko (rasy psów i kotów, które nie powinny uczulać).

Kiedy mały alergik chce mieć zwierzątko (rasy psów i kotów, które nie powinny uczulać).
Nasz Bartek na szczęście nie ma alergii na psią sierść, więc u nas codzienne obcowanie z naszą Luną nie wywołuje objawów alergicznych, takich jak : 

  • kaszel
  • katar, kichanie, pieczenie noska
  • problemów z oddychaniem, duszności
  • swędzenia
  • zapuchnięcia i pieczenia oczu, oraz zapalenia spojówek
  • zmian na skórze 




Jakie zwierzę więc jest odpowiednie dla alergika? 
Możemy pomyśleć o papudze czy żółwiu, albo rybkach czy legwanach. Z zasady są one bezpieczne, bo nie posiadają sierści. 
Warto jednak mieć na uwadze, że w przypadku rybek alergizująco może działać ich pokarm, dlatego akwarium raczej nie powinno stać w pokoju małego opiekuna. Żółwie z kolei mogą zarazić Salmonellą, stąd nie są polecane dzieciom poniżej 5 roku życia. 

Jeśli mówimy o alergii na sierść, od razu kojarzymy z nią psy i koty, lecz istnieją rasy, które uczulają niezwykle rzadko, to m.in pudel, jamnik, seter, yorkshire terier, bansenji, biszon kędzierzawy, westi, grzywacz chiński czy nagi pies meksykański. 
Wśród kociaków możemy rozważyć kota syberyjskiego, sfinksa, cornish rexa lub devona. 




Zwróćcie też uwagę, że samice wytwarzają mniej białkowych antygenów niż samce. 

Jednak nim zaczniemy przyzwyczajać zwierzaka i przyszłego młodego właściciela, warto wybrać się kilkakrotnie do hodowcy, od którego chcemy kupić zwierzę i ocenić, czy kontakt z potencjalnym nowym domownikiem nie wywołuje niepożądanych reakcji. 

Bez względu na rodzaj alergii, zwierzę przebywające z nami w domu musi znajdować się "na cenzurowanym" - konieczne jest regularne czesanie, strzyżenie , oraz kąpanie w specjalnych szamponach. Miejsce odpoczynku naszego zwierzaka powinno być jak najczęściej sprzątane i najlepiej jak znajdzie się jak najdalej od pokoju małego alergika. Po zabawie z pupilem dziecko powinno być ręce. Zrezygnujcie też z puszystych, włochatych dywanów, wykładzin, zasłon czy tapicerowanych mebli. Warto też zastanowić się nad odkurzaczem z filtrem wysokiej wydajności. 



Jeśli Wasze maluchy kochają psy, tak jak nasz Bartek a może się okazać, że nie będzie mógł spać z ukochanym pupilem, polecamy Wam ręcznie malowane poszewki (np. z piesem lub wymarzonym kotkiem) które może wykonać dla Was Kropka design . Nie uczulą, a wykonanie na pewno Was zachwyci. 




kwietnia 20, 2017

Ciąża bez cukru i pudru czyli domowe sposoby na ciążowe dolegliwości.

Ciąża bez cukru i pudru czyli domowe sposoby na ciążowe dolegliwości.
Na teście ciążowym zobaczyłaś dwie kreski? Kiedy opadnie już pierwsza euforia i zdasz sobie sprawę, że Twój organizm zmienia się właśnie w wielką fabrykę produkującą hormony, możesz się lekko przerazić. I słusznie. 
Panuje przekonanie, że ciąża to nie choroba. To fakt, ale ciąża to wielkie obciążenie dla Twojego organizmu. Od teraz wszystko co robisz/jesz/produkujesz będą wykorzystywać dwa osobniki. Ty i Twoje dziecko. 
Stąd mówi się, że należy jeść dla dwojga a nie za dwoje. 

Przygotowania do porodu to nie tylko produkcja hormonów, rozluźnienie mięśni gładkich, stawów. To też rozszerzanie macicy, która może powodować przesunięcia, ściśnięcia innych narządów. Dlatego niech nie dziwi Cię, że to wszystko odbije się na Twoim samopoczuciu. 

Oczywiście, że Twoja ciąża może być magiczna, że żadna z poniższych dolegliwości może Cię nie dotyczyć - tego Ci życzę. Ale jeśli któraś z nich się pojawi - bądź gotowa! Przygotuj się na walkę, którą możesz wygrać. 

Pocieszę Cię. Wszystkie te dolegliwości okresu ciąży powinny zniknąć wkrótce po porodzie.



Zapalenie pęcherza

W pierwszym i ostatnim trymestrze ciąży prawdopodobnie będziesz co chwila biegać do łazienki. W twoim organizmie jest teraz więcej płynów i nerki muszą pracować szybciej niż dotychczas. Jeśli jeszcze dojdzie do tego zapalenie pęcherza, większość czasu przyjdzie ci spędzać na desce sedesowej. Mimo uczucia parcia i wrażenia wypełnienia po brzegi pęcherza, moczu będzie niewiele, a opróżnianiu będzie towarzyszyło pieczenie. Jedną z przyczyn zapaleń pęcherza jest wpływ hormonów ciążowych na mięśnie gładkie. Cewka moczowa jest teraz słabiej napięta, a nacisk macicy na pęcherz - coraz silniejszy. Cały układ moczowy funkcjonuje mniej efektywnie, dlatego łatwo o zapalenie. Resztki moczu mogą zalegać w pęcherzu, tworząc podatny grunt do rozmnażania się bakterii.

Jak sobie pomóc?

  • Pij dużo wody. Im więcej wody w moczu, tym mniejsze prawdopodobieństwo rozmnażania się chorobotwórczych drobnoustrojów. Pamiętaj, że powinnaś pić tylko czystą, źródlaną i niegazowaną wodę, najlepiej dobrej firmy
  • Kiedy oddajesz mocz, pochylaj się do przodu - to pomaga całkowicie opróżnić pęcherz.
  • Nie wpadaj do ubikacji tylko na moment. Siedź spokojnie jeszcze przez minutą, delikatnie zmieniając pozycję - to po to, by zachęcić dziecko do zmiany położenia na takie, w którym zmniejszy nacisk na twój pęcherz.
  • Nie odwlekaj opróżniania pęcherza, nawet jeśli musisz biec do łazienki w irytująco krótkim czasie od ostatniego siusiania.
  • Często się podmywaj, unikaj perfumowanych mydeł i olejków kąpielowych, zawsze podcieraj się od przodu do tyłu - to pomoże zmniejszyć ryzyko infekcji.
  • Pozwól skórze oddychać. Noś bawełniane figi i unikaj obcisłych leginsów i spodni.
  • Idź do lekarza od razu, gdy pojawią się objawy zapalenia. Trzeba je leczyć, aby uniknąć zapalenia nerek. W czasie choroby pij tyle, ile tylko możesz. Spróbuj pić ćwierć litra wody co 20 minut przez pierwsze trzy godziny po pojawieniu się objawów, a potem też jak najwięcej.

Zaparcia

Często w ogóle nie możesz się wypróżnić, siedzisz godzinami w ubikacji, zanim ci się to uda. Zaparcia to także uboczny skutek działania ciążowych hormonów, które powodują, że jelita się rozciągają i pracują mniej wydajnie. Trawienie i wydalanie przebiega więc dużo wolniej. W miarę wzrostu dziecka jest coraz gorzej, bo sytuację pogarsza ucisk macicy na jelita. Im wcześniej pomyślisz o zapobieganiu, tym lepiej.

Jak sobie pomóc?

  • Pij jak najwięcej soków warzywnych i owocowych - powodują, że stolec jest miękki i łatwiej się przesuwa. Niektórym pomaga filiżanka gorącej wody z cytryną. Unikaj alkoholu, który powoduje odwodnienie.
  • Zwykłą herbatę, która może zwiększać zaparcia, zastąp ziołową lub owocową.
  • Może pomóc woda z miodem wypijana na czczo.
  • Bardzo pomaga jedzenie produktów z dużą ilością błonnika. Jedz więc pełnoziarniste pieczywo, surowe owoce i jarzyny (marchewki, buraki, jabłka). Wprowadź do diety także kefiry, jogurty. 
  • Skutecznym domowym lekarstwem są suszone owoce, np. śliwki, morele, figi, rodzynki.
  • Jeśli nic nie pomaga, możesz dodać do diety trochę otrębów pszennych (ale nigdy więcej niż łyżkę stołową dziennie).
  • Ruszaj się! codziennie dwudziestominutowy spacer czy pół godziny na basenie powinny wspomóc pracę jelit.
  • Kiedy poczujesz, że jesteś gotowa do skorzystania z toalety, uprzedź domowników, że zajmujesz ją na jakiś czas, aby ci nie przeszkadzali. Weź książkę lub gazetę i zainstaluj się tam na tak długo, jak tego wymaga sytuacja. Unikaj natężania się, jeśli możesz. 
  • Siemię lniane - w postaci nasion, które można dodać do sałatek czy koktajli lub proszku, który trzeba zalać ciepłą wodą, odstawić na 2-3 godziny i taki kleik można wypić, dolać do zup czy sosów.
  • Koper włoski - łagodzi wzdęcia, poprawia trawienie, dodatkowo też obniża ciśnienie krwi. Działa także rozkurczowo dlatego poleca się go stosować dopiero od trzeciego trymestru, aby uniknąć ryzyka poronienia.
  • Suszone owoce - śliwki, morele i figi, można je jeść także po moczeniu przez kilka godzin w wodzie. Owoce te zawierają sorbitol, który spożywany w większej ilości ma właściwości przeczyszczające.
  • Burak z kminkiem, oliwą i szczyptą soli - taka mieszanka pozwoli pozbyć się wzdęć, uczucia pełności, skurczów jelit, zaparć. 
Te domowe sposoby powinny pomóc w złagodzeniu objawów. Pamiętaj, żeby zawsze najpierw próbować naturalnych środków. Jakiekolwiek leki przeczyszczające możesz stosować tylko po konsultacji z lekarzem.

Skurcze

Zwykle przychodzą nocą. I to z nienacka, wyrywa Cię ze snu rozdzierający ból w łydce lub stopie. Kiedy uda Ci się opanować, zdarza się że bolesność pozostaje jeszcze przez kilka godzin. Skurcze to powszechna dolegliwość. I nawet jeśli nigdy wcześniej do nie doświadczyłaś, w czasie ciąży mogą się zdarzać. Główną przyczyną skurczy jest brak wapna, potasu, magnezu lub złe krążenie. 

Jak sobie pomóc?

  • Może pomóc sypianie z nogami uniesionymi lekko w górę (np. ułożonymi na poduszce).
  • Jeśli złapał cię skurcz w łydce, wyprostuj nogę i jak najmocniej wygnij palce stóp do góry. Możesz pomóc sobie rękami: jedną ręką trzymaj piętę, a drugą - pchaj palce mocno do góry. Jeśli masz problem z utrzymaniem pozycji, przez brzuszek - poproś o pomoc partnera. Utrzymaj je w tej pozycji przez kilka minut.
  • Dość mocny masaż np. olejkiem z rozmarynu pomaga rozluźnić mięśnie i zapobiega ponownym skurczom.
  • Ruch poprawia krążenie, więc jeśli tylko możesz, rób sobie w dzień co kilka godzin krótką gimnastykę.
  • Wprowadź do diety produkty zawierającą duże ilości magnezu i wapnia - suszone morele, ciemną czekoladę, orzechy, migdały, daktyle, pestki dyni.
  • Napar z ziela gryki - 2 łyżki ziół zalać szklanką wrzątku i gotować 10 minut - w ciągu dnia wypić jedną szklankę naparu.
 Zgaga

Ta szczególnie nieprzyjemna forma niestrawności zwykle nasila się przy końcu ciąży, ale niekoniecznie (mnie męczyła na początku). Choć z medycznego punktu widzenia to nic poważnego, niemniej jest wyjątkowo upierdliwa. Zgaga często się pojawia, gdy znajdujesz się w pozycji leżącej. 
Pod wpływem hormonów ciążowych rozluźnia się zastawka mięśniowa u wejścia do żołądka i coraz mniej skutecznie utrzymuje zawartość żołądka na swoim miejscu. Wzrastający nacisk powiększającej się macicy na żołądek powoduje wypychanie jego zawartości do góry. Kwasy żołądkowe przedostają się do przełyku, a czasem nawet do gardła. To one właśnie powodują uczucie pieczenia.

Jak sobie pomóc?

  • Jedz częściej, ale mniejsze posiłki - żołądek nie powinien być zbyt pełny.
  • Unikaj potraw ostrych, tłustych i bardzo gorących. Postaraj się ograniczyć też cytrusy, pomidory, mięte, napoje gazowane.
  • Jedz wolno, biorąc do ust małe kęsy, i dobrze przeżuwaj.
  • Po posiłku siedź przez jakiś czas w pozycji wyprostowanej - ułatwia to przesuwanie się pokarmu we właściwym kierunku. Podobnie podziała poobiedni spacer.
  • W nocy używaj dodatkowej poduszki.
  • Przed snem wypij mleko lub herbatę z melisy - pomagają one neutralizować kwasy żołądkowe.
  • Napad zgagi skutecznie likwiduje odrobina zmielonego kminku z majerankiem (stosunek 1:1). Dobrze jest mieć przygotowany zawczasu taki domowy preparat. W razie potrzeby weź szczyptę na koniec łyżeczki i zażywaj na sucho, przez chwilę potrzymaj w ustach, aby zmieszał się ze śliną, i połknij.
  • Z pomocą przyjdą Ci zioła: Kminek - jako przyprawa może być dodawany np. do sałatek, pieczywa. Oprócz zwalczania zgagi, ułatwia trawienie, a po porodzie wspomoże laktację. Majeranek - jako przyprawa lub napar zniweluje zgagę. Migdały - łagodzą objawy uczucia palenia w przełyku.


Żylaki i hemoroidy

Żylaki to w czasie ciąży częsta przypadłość. Powiększająca się macica przeszkadza krwi krążyć od nóg do serca. Pod wpływem hormonów ciążowych zmniejsza się napięcia żył. Krew przepływa przez nie wolniej i czasem mogą się tworzyć zastoje. Pamiętaj też, że ciągle przybierasz na wadze i twoje nogi dźwigają coraz większy ciężar.

Hemoroidy to żylaki, które pojawiają się wokół odbytu. Bywają bardzo uciążliwe - są bolesne, swędzą, czasem krwawią. Pojawiają się częściej, jeśli cierpisz na zaparcia, jeśli musisz się wytężać, aby doprowadzić do wypróżnienia, lub jeśli prowadzisz siedzący tryb życia.

Jak sobie pomóc? 

  • Unikaj stania i siedzenia przez długi czas. Jak najczęściej odpoczywaj z nogami uniesionymi do góry.
  • Nie siadaj ze skrzyżowanymi nogami, a także z udami przywierającymi do krzesła.
  • Kiedy tylko możesz, stosuj proste ćwiczenia: obroty stóp w kostkach, gdy siedzisz, i delikatny masaż.
  • Jeśli żylaki już się pojawiły i bardzo ci dokuczają, ulgę przynosi noszenie specjalnych rajstop - najlepiej zakładać je rano, jeszcze zanim wstaniesz z łóżka
  • Staraj się nie dopuścić do nadwagi.
  • Unikaj zaparć (jedz żywność zawierającą błonnik).
  • Śpij i odpoczywaj na boku, a nie na plecach, by uniknąć dodatkowego nacisku na żyły odbytnicy.
  • Nie napinaj się w czasie wypróżniania. Może ci je ułatwić trzymanie nóg na podnóżku.
  • Gdy hemoroidy bardzo ci dokuczają, mogą pomóc ciepłe nasiadówki z rumianku, kory dębu lub kasztanowca.

Anemia w ciąży
Anemia, czyli niedokrwistość, może pojawić się w drugim trymestrze ciąży. Lekarz rozpoznaje ją po zrobieniu morfologii krwi. Musisz wtedy uzupełnić niedobory żelaza specjalną dietą; lekarz może też zalecić Ci suplement diety, który niestety często powoduje zaparcia. 
Jak sobie pomóc? 
  • Duże ilości żelaza znajdziesz w mięsie, szczególnie w wątróbce wieprzowej i cielęcej, soi, żółtkach jajek, orzechach, nasionach dyni i słonecznika, rybach, kaszy gryczanej, płatkach owsianych i natce pietruszki. 
  • Zamiast po białe, sięgaj po razowe pieczywo. 
  • Pokrzywa - w postaci naparu ze świeżych lub sproszkowanych liści. Zwiększa ilość czerwonych krwinek, a także pozwala pozbyć się nadmiaru wody z organizmu. Należy jednak uważać, żeby jej nie przedawkować, co objawia się zaczerwienieniem i opuchnięciem oczu. Optymalna dawka to 1-2 szklanki herbaty dziennie.
  • Buraki - zwłaszcza w postaci soku ułatwią walkę z anemią - oprócz żelaza zawierają witaminę B12 i kwas foliowy, które są niezbędne w tworzeniu czerwonych krwinek. 

Mdłości i wyczulony zmysł węchu.

Bynajmniej nie na zapachy i aromaty. W okresie ciąży wszystko może Cię drażnić. Ulubione perfumy zaczną śmierdzieć. Jazda komunikacją miejską wraz z wracającymi, spoconymi współpasażerami może wywołać mdłości. Pierwsze trzy miesiące będą w tym temacie najgorsze. 
Ja nie mogłam przez długi czas otwierać lodówki i znieść zapachu gotowanego na zupę mięsa i warzyw. 

Jak sobie pomóc?
  • Imbir - świeżo starty należy zalać wodą i gotować 10-15 minut, dodać sok z cytryny i miód. Taki napar pić dwa razy dziennie, ale tylko do końca drugiego trymestru, później może spowodować zgagę.
  • Napar z mniszka - wspomaga trawienie, a dodatkowo zapobiega obrzękom kończyn. 

W ciąży dopadną Cię też dolegliwości na które będziesz miała znikomy wpływ. Zmieniający się jak sinusoida apetyt. Pamiętaj, że możesz spełniać swoje zachcianki, byle z głową. Nie daj sobie wmówić, że powinnaś jeść za dwoje - jesz dla dwojga. Niech nie przyjdzie Ci do głowy odchudzać się w tym czasie, może to się skończyć się niedoborami, które wyjdą od razu w badaniach morfologii. Nie rozłączne w temacie diety, apetytu i zachcianek jest czająca się na Ciebie cukrzyca ciążowa. Zmagałam się z nią. Nikomu nie życzę. Strasznie stresujący temat. Mierzenie cukru i patrzenie z drżącymi dłońmi na wynik. Wizja makrosomii płodu. To jest właśnie ten brak cukru i pudru w tym cudownym, odmiennym stanie o którym większość myśli i mówi że jest CUDOWNY. 

Teraz już wiesz co Cię czeka. Możesz się psychicznie do tego przygotować. To tylko wierzchołek góry cukrowo-pudrowej, bo przed Tobą jeszcze tysiąc dobrych porad z cyklu "Nie patrz przez dziurkę od klucza, bo dziecko będzie miało zeza". Powodzenia!



Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger