lutego 13, 2017

Dlaczego nie lubię Walentynek?

Ten okropny kicz na ulicach, serduszka w każdym rozmiarze i na każdym rogu, napisy 
"I love you", "Be my valentine" na każdym sklepie i kwiaciarni nawołujące do wydania kroci na bukiet róż. 
Walentynki to dla mnie nic innego jak Dzień ksero kolejnego "święta" naszych amerykańskich sąsiadów.



Czy słowa "Kocham Cię" wypowiadane 14 lutego nabierają innego znaczenia niż te wypowiadane na codzień? Albo w sytuacji kiedy facet nie mówi swojej kobiecie ich wcale a 14 lutego powie to czy można liczyć, że jest szczery? 
Co ma w sobie to święto, że każdy daje się nabrać i nabija kasę handlowcom? 

Przestałam lubić ten dzień w liceum, kiedy koledzy zaczęli robić sobie głupie żarty i zamiast wysyłać od siebie, zaczęli wysyłać w imieniu kogoś kartki z miłosnymi liścikami. Nie mnie jednej to się przydarzyło. Szczęśliwie obdarowana dziewczyna wysyłała (nieświadoma podstępu) śmielsze uśmiechy swojej wymarzonej sympatii, a prawda była bolesna. 

A co mają powiedzieć osoby samotne, owdowiałe, albo te, które nie dostają kartek walentynkowych od lat, maltretowane ze wszystkich stron miłosnymi piosenkami, filmami. Nie jest to dla nich przyjemne. 
24 godziny udręki, sztucznie przyklejonego do twarzy uśmiechu, a wszystko przez ten jednodniowy festiwal różu. 
Celebrujący zakochani nie zdają sobie sprawy, że to sypanie soli na niegojące się rany dla tych osób. 
Czy wiecie, że 14.02 to również święto samobójców? Ciekawe dlaczego, hm? .. 
Przytłoczeni atmosferą samotni często właśnie wtedy, dochodzą do wniosku, że ich życie nie ma sensu. 

Całe to święto opiera się nie na miłości, ale na wytężaniu mózgu. Musisz wymyślić nieszablonowy prezent dla drugiej połówki. Najpewniej 85% Twoich znajomych na Facebooku 15 lutego zaktualizuje swój stan cywilny, po tym jak 14 lutego posypią się zaręczynowe pierścionki. 

Ja proponuje wprowadzić Walentynki raz w tygodniu, z zakazem kupna prezentów. Wystarczy poświęcenie dłuższej chwili i uwagi drugiej połówce. 

Bo Walentynki to nie prezenty moi Drodzy. 

Walentynki to dzień, który przypomina nam o uczuciu, które łączy nas z naszym chłopakiem, narzeczonym, mężem. To taki mały wykrzyknik stawiany za naszym związkiem. Taka cegiełka, którą powinniśmy dokładać każdego roku. 
Nie prezentem, ale właśnie uwagą, rozmową, lampką wina. Jasne, każda z nas lubi dostawać prezenty. 

Ale ja wolę mieć Walentynki co tydzień właśnie.
Jeden dzień w tygodniu niech będzie naszymi Walentynkami. Usiądźmy razem, złapmy się za rękę. Poczujmy się potrzebni i kochani. Naładujmy baterie uczuciem, którym się darzymy. 
Nie biegnijmy za amerykańskim kiczem. 
Świętujmy, ale na swój oryginalny sposób. 


Tak, ja też zaręczyłam się w tym różowym okresie. Dokładnie 13 lutego (w niedzielę), 6 lat temu. Ale to nie zmienia mojego stanowiska w tym temacie :) 

3 komentarze:

Agnieszka W pisze...

No i wszystko jasne, czemu nie lubisz walentynek.

Aneta Łochowska pisze...

Jestem za świętem zakochanych raz w tygodniu regularnie! Świetny pomysł. My mamy walentynki prawie codziennie - dla mnie to wspólny wieczór przy dobrym filmie, serialu. Walentynek w dniu dzisiejszym nie obchodzimy :)

Mama Dwójki pisze...

Bo miłość nie powinno wyrażać się tylko od święta.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger