stycznia 16, 2017

Wiele twarzy niedoczynności.

Byłam nastolatką, kiedy dowiedziałam się, że moja tarczyca nie funkcjonuje prawidłowo, że prolaktyna jest grubo ponad normy, i nadwaga, nadmierne owłosienie i cały wachlarz dolegliwości to właśnie skutek tego zaburzenia.
Dostałam w twarz. Ktoś wylał na mnie wiadro wody. Ale uszczęśliwiło mnie to, że w końcu mam wytłumaczenie na swoją niemalejącą fałdę wokół talii (mimo tego, że tak dużo czasu spędzałam uprawiając koszykówkę). Oni nie rozumieli. Nastolatkowie kiedy widzą osobę z otyłością (nie ważne czy większą czy mniejszą, po prostu odstającą od ich wyobrażenia o byciu szczupłym) myślą : “O! na bank obżera się wieczorami jak świnia”, “Zjada pewnie trzy paczki chipsów dziennie”. A to wcale nie była prawda. To właśnie z powodu małej ilości spożywanych posiłków, a nieokiełznanego powiększania się cyferek na wadze - mama zabrała mnie na badania tsh i prolaktyny.

Dla nastolatki to nic szczególnego. Kolejna recepta, co trzy miesiące rutynowa kontrola. Tylko ta miesiączka. Raz, że nieregularna, dwa że bolesna jak jasna cholera. A pielęgniarka szkolna stwierdziła, że na jej czas powinnam brać zwolnienie lekarskie. Przywykłam. I do pobierania krwi i do bólu miesiączkowego. Nie przywykłam tylko do ponad 90 dniowych cykli.
źródło

Kiedy zaczęliśmy starania o dziecko niedoczynna tarczyca pisała dla mnie scenariusz jak z horroru. “Policystyczne jajniki”, “insulinooporność”, “Nie zajdzie Pani w ciążę, a jak się już uda to marne szanse na donoszenie”. Wielokrotnie spotykałam się z różnymi opiniami, z różnymi radami. Szukaliśmy wszelkich sposobów, wykonywaliśmy miliony badań
(w tym także badanie nasienia męża). Trafienie na odpowiedniego lekarza w tym okresie było połową naszego sukcesu. Gdyby nie On, lek który mi przepisał na za wysoką prolaktynę (diostinex), i monitorowanie cyklu wraz z podaniem zastrzyku na pęknięcie pęcherzyka - nie bylibyśmy dziś rodzicami.

Droga, którą musi przejść kobieta będąca chorą na niedoczynność tarczycy, a która pragnie zostać mamą - może być krótka, łagodna i łatwa.
Ale może być też taka jak nasza, a nawet jeszcze trudniejsza.

Będąc członkinią grupy dla osób chorych na tą zdradliwą chorobę, na portalu społecznościowym postanowiłam porozmawiać z dziewczynami, które również chorują a zostały mamami. Ich historie chociaż podobne są tak różne, zmagały się z różnymi dolegliwościami, inaczej przechodziły ciążę. Świadczy to tylko o tym, że niedoczynność tarczycy jest chorobą o wielu twarzach i każdy organizm radzi sobie z nią lepiej lub gorzej.

Aleksandra, podobnie jak ja usłyszała od lekarzy, że nie zajdzie w ciążę naturalnie.
Diagnoza potwierdzona cztery lata temu : Hashimoto, PCOS i insulinoopornosc. Wcześniej prawdopodobnie chorowała nieświadomie.
Przygotowując się do wesela, wyluzowała, zwiększyła swoją aktywność fizyczną poprawiając wysokie wyniki tsh. Zajmując głowę sprawami innymi niż chęć posiadania potomka odblokowała się, przez co bez większych problemów zaszła w ciążę. Aktualnie karmi piersią, ale z powodu nasilenia się objawów lekarz sugeruje odstawienie dziecka i  ponowne włączenie leków na insulinooporność.

Martyna była uświadomiona w działaniu choroby. Jej mama zmagała się z nią 25 lat, a ona sama została zdiagnozowana w wieku 18. Twierdzi, że w walce  z chorobą pomogła jej aktywność fizyczna i lekkostrawna dieta.
Kiedy zaszła w planowaną ciążę, w 7 miesiącu zaczęły się schody. Przyjmowała leki na podtrzymanie, a kiedy nadszedł czas porodu szyjka nie chciała się formować, przez co poród zakończony został cesarskim cięciem. Ginekolog potwierdził Martynie, że problemy z szyjką mogą być powiązane z niedoczynnością tarczycy.
Aktualnie mama karmi, dzięki czemu nie ma problemów z wagą (piękny czas macierzyństwa, bo ja też w okresie karmienia miałam cudowną wagę), dokucza jej jednak zmęczenie, kołatanie serca, opuchnięte kostki.

Magdaleny droga była właśnie tą najbardziej pokrętną, ciężką.. Magda straciła pierwsze dziecko, w tym okresie właśnie kiedy pojawiła się niedoczynność. Przeklęta choroba!
Miała 25 lat, kiedy to się stało. W ciążę zaszła w pierwszym cyklu starań, lecz nie donosiła jej. Drugie starania trwały dwa lata. Niestety mimo stymulacji owulacji lekami clostilbegyt do zapłodnienia nie dochodziło. Udało się dopiero przy stosowaniu oleju z wiesiołka i castagnusa. Całą ciąże musiała leżeć (progesteron niedomagał, brała leki duphason, luteina, miała pessar na szyjce). W 9 tygodniu zarodek się odkleił, jednak cudem się udało i “złapał” się ponownie.

Czytałam tą historię z otwartą buzią. Nasze roczne starania, niemal szczęśliwa i książkowa ciąża okazuje się być pikusiem przy takich przejściach. Jasne, że u nas też pojawiły się problemy (cukrzyca ciążowa, przedwczesne skurcze), ale co to jest przy poronieniu, przy odklejaniu się zarodka i pessarze na szyjce..

Natalia na niedoczynność i Hashimoto choruje od 7 lat. Zaczynała od małej dawki euthyroxu i nie stosuje żadnej diety. O pierwsze dziecko starała się krótko - udało się przy pierwszym cyklu. Ciąża przebiegała zupełnie bezproblemowo. Dwa lata temu zaszła w drugą ciąże, która zakończyła się tak zwanym pustym jajem płodowym. Natalia w tym czasie miała wysoki poziom tsh, jednak lekarze nie wiążą poronienia z niedoczynnością.
Poszperałam w necie i dużo kobiet z naszym zaburzeniem ma właśnie ten problem. Więc może jednak jest jakieś powiązanie? Nic nie dzieje się bez przyczyny..


Justyna uważa, że niektóre kobiety za bardzo cackają się z niedoczynnością. Tak naprawdę to nic wielkiego. Ona sama miała operacje tarczycy. Usunięto jej część plus prawie 7 cm guz. Na początku zdiagnozowano u niej nadczynność (dużo jadła a chudła), po operacji przerodziła się w niedoczynność. Przy staraniu o ciążę na którą dość długo, bo aż trzy lata, czekała wsparły ją leki na przyśpieszenie owulacji. Aktualnie karmi piersią, sześć razy w tygodniu ćwiczy, jest na diecie.

Szczerze podziwiam. Chciałabym odnaleźć w sobie motywację, siły i czas na zadbanie o siebie od strony fizycznej.

źródło
Niedoczynność to udręka. I nie mam tu na myśli wcale dolegliwości w postaci senności, uczuciem wiecznego chłodu czy wypadania włosów, bo na to cierpią też osoby zdrowe. Zmaganie się z nie drgającą masą ciała, z miesiączką, która nie przychodzi przez ponad trzy miesiące… problemy z zajściem w ciąże, z donoszeniem ciąży.. A najgorsze jest to, że tak wiele młodych dziewczyn nawet nie wie o tym, że choruje. Powinni zrobić jakieś kampanie społeczne “Zbadaj poziom swoich hormonów - sprawdź czy nie masz niedoczynności!”. Wcześnie wykryta to gwarancja szybkiego unormowania, ustabilizowania poziomu tsh. To możliwość wyeliminowania choć części problemów.
Podsumowując mam dla Was kilka rad. Jako wieloletnia niechciana przyjaciółka niedoczynnej tarczycy, mogę odpowiedzieć (a właściwie podpowiedzieć), co zrobić, jak pomóc sobie w zajściu w ciąże?

Jeśli już wiesz, że masz niedoczynność to dobrze, bo wiesz, że musisz poczynić odpowiednie kroki. Jeśli podejrzewasz, że możesz być chora poproś swojego lekarza o skierowanie na badania. Wystarczy zbadać poziom TSH, FT3 i FT4.
Jakie objawy powinny Cię zaniepokoić? Ciągłe zmęczenie, senność, zaburzenia koncentracji, nadmierne tycie.

Pamiętaj! Nawet jeśli masz TSH w normie (w tym momencie jest to poziom około 4 ulU/mL) nie oznacza to, że wszystko jest ok. Norma laboratoryjna przygotowana jest dla wszystkich, a najnowsze zalecenia mówią, że kobieta starająca się o dziecko powinna mieć TSH na poziomie < 2,5 ulU/mL.
Co mam na myśli mówiąc "działanie". Przy niedoczynności najważniejsze jest uregulowanie poziomu hormonu, a możliwe jest to przy regularnym stosowaniu zaleconej dawki leku. Pamiętaj, że należy przyjmować ją na czczo, co najmniej 30 minut przed śniadaniem. Przy niedoczynności tarczycy możliwe jest, że uaktywni się też problem z insulinoopornością. A tu potrzebna często jest też lekkostrawna dieta i włączenie ruchu. U mnie niestety poziom cukru jest blisko granicy, a z powodu braku czasu i motywacji ruchu jest za mało. Przyznaje się bez bicia. 
Wiecie czego się boję? Tego, że jeśli przyjdzie odpowiedni czas, kiedy znajdą się możliwości by drugi raz zajść w ciążę i zostać rodzicami będzie za późno. Opóźniające się miesiączki to gwarancja bezowulacyjnych cykli. Trzy miesiące bez okresu, to trzy bezowulacyjne cykle. Nie ma owulacji = nie ma pęcherzyków. Boję się, że jeśli będziemy już chcieli, nie będziemy mogli. Czuje się niepełnowartościową kobietą. Już to kiedyś powiedziałam głośno. W dniu, kiedy pierwszy raz zrobiłam test ciążowy i wyszedł negatywny. Ale ten dzień był niewłaściwy, bo tak naprawdę pod moim sercem rósł już mały Groszek.

Mój zegar tyka coraz wolniej, moje jajniki zapadają w sen. Nie chcę przechodzić drugi raz tego samego. Biegać na monitoringi, wyczekiwać na właściwy dzień. Wolałabym, aby stało się to nagle, niespodziewanie, samoistnie. Tak jak u innych kobiet. Ale obawiam się, że będzie to niemożliwe.



4 komentarze:

Aleksandra Greszczeszyn pisze...

Ja mam niedoczynność i jestem chuda jak wiór. Także jak widać niedoczynność ma naprawdę wiele twarzy. Ciąży numer trzy nie donosiłam jednak najprawdopodobniej dlatego.

Rudaaa71 Ewa pisze...

Ostatni akapit, ten na szaro, to jakby ktoś wyjął moje myśli i odczucia z mojej głowy i serca. Już sobie wyrzucam, że za długo zwlekalam z decyzją o dziecku, czas płynie coraz szybciej i kurczy mi się w dłoniach.

Żaneta B. pisze...

Kurcze.. postępna wiedźma z niej :(

Żaneta B. pisze...

:*

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger