stycznia 10, 2017

Czego nie wypada 30-tce? Czyli dzień przed...

To już jutro. 
Jutro przekraczam cienką, czerwoną linię. Dochodzę do przykrego wniosku, że (bądźmy szczerzy) połowa życia za mną. Po 60-tce człowiek dziadzieje. Nie marzy o niczym innym jak ciepłym kocyku, herbatce i ulubionym serialu na polsat cafe.

Ale nim będę tą 60-tką to jestem 30-tką i niestety wiele rzeczy już mi nie wypada, albo mi się nie chce. Bo ma prawo mi się nie chcieć. 

Chociaż w głowie kiełkuje mi pragnienie wyjścia na imprezę, zawsze kończy się tak samo.. Kiedy już jakimś cudem uda się mi przekroczyć próg imprezowni. Denerwuje mnie skacząca, roznegliżowana nastolatka (czemu nie ma w tym klubie selekcji?!), za głośna muzyka, która miała być hitami lat 80/90' a leci radiowe łubudubu. Uwielbiam tańczyć. Ta miłość została mi jeszcze z dziecięcych lat, ale chyba pozostanie mi tańczyć przy krojeniu warzyw na zupę. Wyjścia na balety okazują się ostatnio klapą. Za stara już na nie chyba jestem...

Nie wypada mi liczyć dni, które przeminęły. Odeszły, powinnam o nich zapomnieć. Przekreślić przeszłość kreską, odrodzić się na nowo.

Nie tracić czasu i energii na tych, którzy mnie obgadują i roztrząsać to o czym mówią. Niech każdy myśli swoje. Ja także lubię mieć zdanie na każdy temat. Jakby było inaczej, umarlibyśmy z nudów. Wcześniej niż przed 30-tką ;)

Nie wypada mi być dobrą w drobnostkach, muszę zacząć sięgać wyżej. Nie zadowolę się już półśrodkami, bo kiedy zdarza mi się dosięgnąć szczytu, pragnę tam pozostać. Lubię być ponad wszystko. To taki drobny egoizm. Siedzieć i patrzeć z góry na to co się dzieje. 



Nie mogę założyć nogi na nogę. Osiąść i czekać na idealne momenty, bo one mogą już nie nadejść. Nie ma właściwego czasu na drugie dziecko, na wymarzoną podróż do Chorwacji. Mam tylko dziś. Nie zatrzymam żadnego dnia, ale mogę wpisać go na listę tych niestraconych, tych z których udało mi się wycisnąć do cna! 

Inni mają lepiej ? Oczywiście! Zawsze marzyło mi się posiąść cudowną umiejętność nieporównywania swojego losu, swojego życia do innych. To cholernie ciężkie. Portale społecznościowe dodatkowo nie ułatwiają. Znajome koleżanki wrzucają zdjęcia nowych domów, nowych dzieci, z podróży do ciepłych krajów. Pewnie, że mają lepiej. Ale ja też nie mam najgorzej. Mam własne M (obciążone kredytem, ale własne), mam własnego Męża (nie cudzego), mam własnego Syna (zdrowego, mądrego, radosnego). Inni od tych wcześniejszych innych, mają gorzej. Więc nie wypada mi narzekać. 

Czy to, że jestem 30-tką przekreśla możliwość założenia latem fioletowych trampek? 

Nie wypada mi rezygnować z przyzwyczajeń. Z ulubionego kubka, ulubionego batona (waga i tak nie drga).

Nie wypada mi się załamywać. Jeśli coś jest trudne, próbuje dalej, bo zwykle coś jest trudne, do póki nie stanie się proste i łatwe. 

Nie mogę stanąć w miejscu, przestać marzyć. Bo chociaż mam zaraz te 30 lat, ja nie chcę się zmienić na gorsze, a utracenie marzeń, byłoby dla mnie bardzo krzywdzące. Tylko, żeby te pierdoły zaczęły się spełniać. Tak, żebym zdążyła do tej 60-tki.. 

Bo w życiu przecież chodzi o to, aby uszczęśliwiać przede wszystkim siebie. A mnie wciąż uszczęśliwiają marzenia, zwłaszcza kiedy się spełniają. 



5 komentarzy:

Sabina Trzęsiok-Pinna pisze...

Oj tam, oj tam, liczby nie mają znaczenia. Ja się już dawno przestałam przejmować tym, co wypada, a co nie. Trzydziestka już za mną i jest spoko. A po 60-ce dla niektórych życie dopiero się zaczyna :).

Optymistycznie. eu pisze...

Cooo Tyyy, Kobieto! Ja dopiero zacznę życie i to po 40! Odchowane dzieci, ustabilizowana sytuacja życiowa i materialna... W takim wieku może być tylko lepiej! Wszystkiego dobrego :)

MamaKarolina pisze...

Heh, ja mam 22 lata i w sumie raz myślę, że nic więcej mnie nie czeka, a z drugiej strony mam wrażenie, że przede mną jeszcze dosłownie całe życie. I w sumie mam rację, za 2 miesiące rodzi mi się pierwsze dziecko, więc wtedy się dopiero zacznie :) A tobie życzę wszystkiego najlepszego. I 30 lat to wcale jeszcze nie tak dużo. Ludzie nie raz odżywają dopiero po 40 ;)

Zwykła Matka pisze...

Najlepszego!!!!!
Kochana, ja się zbliżam do czterdziestki i jak mam ochotę to nadal wskakuje w fioletowe trampki! :)

Mama Dwójki pisze...

Początek mnie rozbawił. Bo mój mąż w grudniu skończył 30 lat i marzy po powrocie z pracy właśnie o tym. I przyznaje on sam, że już mu się nie chce jak wcześniej czegokolwiek. Sama sobie współczuję, bo ja mam ochotę jeszcze szaleć. I nawet jak za 4 lata dobije do 30tki i tak założę trampki. Chyba, że mi się w glownie z wiekiem coś przestawi. Najlepszego!

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger