grudnia 02, 2016

Jak wybrać szpital do porodu. Czym się kierować? Prawda bez ogródek.

Niesamowite jest to, jak wielką moc ma magia wspomnień. Z jaką łatwością potrafię wrócić pamięcią do tych dni pomiędzy 12.03 a 7.04.2013 roku. 
Pamiętam dokładnie wszystko, jakby to było wczoraj. Lubię wracać do tych chwil. Nawet jeśli nie mówię o nich głośno, zdecydowanie nie chcę tego zapomnieć. 

Postanowiłam uporządkować, podpowiedzieć oczekującym pierwszego (przede wszystkim pierwszego) malucha czym na prawdę warto kierować się w wyborze szpitala, oraz co jest naprawdę istotne w tych pierwszych dniach. 




Zapytałam kilka Mam, czym kierowały się przy wyborze odpowiedniego szpitala. Odpowiedź w sumie mnie nie zaskoczyła. Głównym kryterium wyboru był fakt, że pracuje w nim lekarz prowadzący ciąże. Przyszła mama lepiej czuje się, kiedy ma przy sobie "znajomą twarz". Daje to nam poczucie komfortu, uspokaja. Nawet jeśli lekarz nie uczestniczy bezpośrednio przy porodzie, miło jeśli zajdzie do nas już po i skontroluje sytuacje.

Moja lekarka prowadząca ciążę nie pracowała w szpitalu w którym urodził się Bartek. Pracował tam lekarz, który odbierał poród mojej siostry i dzięki któremu tak naprawdę zaszłam w ciążę. Zdecydowałam się także właśnie na tą placówkę, bo pracowała tam moja mama. Nie ma co ukrywać, że "swoich" traktuje się nieco inaczej. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę fakt, że spędziłam tam prawie miesiąc. Najpierw na patologii, a potem już z Misiem na noworodkowym. To był bardzo ciężki czas. 

Drugim kryterium na pewno w moim przypadku była odległość. Nawet gdybym chciała, nie dojechałabym do innej placówki, bo będąc niezmotoryzowanym bałabym się jechać taxówką do dość odlegle położonego szpitala. 

Czytacie opinie innych? Ja czytałam opinie o szpitalu w którym będę rodziła. Czytałam i łapałam się za głowę, bo niektóre mamy to chyba wybierały sie do hotelu pięciogwiazdkowego a nie rodzić dziecko. 
Mamy, które pytałam też twierdzą, że czytały. Jednak zgodnie twierdzimy wszyscy, że nie można popadać w paranoje. Każda rodząca ma inny próg bólu, każda innymi kryteriami wyboru się kieruje. Dobrą radą jest to, żeby wyłowić te cenne i przesiać je przez ogromne sito. Nie nastawiajcie się na satynową pościel i świeczki zapachowe. No chyba, że wybieracie się na poród do prywatnej placówki. 

Szpital w którym rodziłam Bartka przerażał mnie. Nigdy nie lubiłam szpitali i ten specyficzny zapach działał na mnie jak porażenie prądem. Ale przywykłam. 
Pamiętam krzesło przy toalecie (jednej na cały oddział noworodkowy), na którym leżała liglina, pamiętam dźwięk garnków, które jechały na stalowym wózku w porach posiłków. 
Nie nastawiałam się na taki długi pobyt, chciałam szybko urodzić i jak większość wyjść po 2-3 dniach. Patrzenie na inne mamy, jak wychodzą było bardzo bolesne. 

Jeśli macie możliwość odwiedźcie salę porodową przed godziną "0".
W niektórych szkołach rodzenia są organizowane takie zbiorowe wycieczki. Można wtedy zapytać o wszystko. My wcześniej nie zwiedzaliśmy porodówki. Ucieszylam się, kiedy ujrzałam wannę. Niestety siedziałam w niej bardzo krótko. Naoglądałam się filmików z porodem w wodzie i marzył mi się taki. Rzeczywistość szpitalna jest niestety zupełnie inna. W mojej placówce mogłam siedzieć w niej tylko do skurczów partych. 

Jeśli wcześniej leżycie na patologii możecie trochę popodglądać. Spacerując można zajrzeć tu i ówdzie, ale uprzedzam, że możecie trafić na poród, a wtedy traktem niesie się krzyk, płacz, przekleństwa, które często bardzo stresują, przerażają... 


Nie oszukujmy się. Obecność ojca dziecka lub innej bliskiej osoby - jest nieoceniona.

Zwłaszcza jeśli mówimy tu o pierwszym porodzie, gdzie wszystko przeraża, do głowy przychodzi milion myśli, często tych negatywnych. 


Mamy z którymi rozmawiałam potwierdzają, że warto rodzić z kimś. Nie tylko z powodów czysto technicznych (podanie wody, poprawienie poduszki, postawienie do pionu, pogłaskanie po głowie). To zbliża. Przecięcie pępowiny przez ojca jest momentem magicznym. 


Osobiście bardzo żałuję, że podczas cesarskich cięć ojciec nie może wspierać rodzącej żony. Wiadomo, że jest to operacja, że trzeba siedzieć i nie przeszkadzać, ale uważam, że taki tatuś siedzący przy głowie nie byłby jakiś strasznym zawadą. 
Tata Bartka zobaczył Go po jakiś 3 minutach od wydobycia Małego. Szybko, w przelocie. 
Potem zobaczyliśmy syna po kilku godzinach. Nie mieliśmy "swojego magicznego czasu". Nie wiem czy tak jest we wszystkich szpitalach, ale po cesarkach nie nacieszycie się sobą. Mnie przewieźli na łóżku roztrzęsioną, obolałą, przerażoną. Nie marzyłam o niczym innym jak tylko o tym, aby przytulić swojego Okruszka. Tymczasem musiałam na Niego poczekać, a minuty dłużyły się niemiłosiernie. To jeden z tych trudnych momentów, w których bardzo żałuję, że nie rodziłam naturalnie. 


Mężowie na salach poporodowych (zwłaszcza tych pocesarkowych) nie są mile widziani. Mama ma odpocząć, nabrać sił. Jeśli zostanie wpuszczony to tylko na chwilę. Potem zostaje się samej. 



Najpierw czekasz na ten moment, a kiedy przychodzi masz wrażenie że skoczyłaś na głęboką wodę i nie dosięgasz dna. 
Dookoła równie cierpiące towarzyszki, często lepiej lub gorzej radzące sobie ze swoimi potomkami. 
Zapomnij o tym, że to rewia mody. Przyzwyczaj się do widoku krwi, mokrych od pokarmu koszul, płaczu noworodków. 
Da się. Serio.

Minusem jest to, że jeśli potrzebujesz zostawić dziecko pod opieką pielęgniarek, to możesz spodziewać się tego, że bez Twojej wiedzy podadzą mu mm dla swojego świętego spokoju. 

Ja nie zostawiałam. Z koleżankami na zmianę zajmowałyśmy się swoimi maluchami, a do łazienki chodziłyśmy jak maluch zasnął. 

Kwestią sporną pozostaje pobyt ojca/babci podczas odwiedzin na sali wspólnej. 
Moje rozmówczynie uważają, że to dobre. Kiedy czujesz sie kiepsko po porodzie nie bardzo masz ochotę na gromadne odwiedziny, koleżanki może krępować pobyt obcego faceta. Dobra, tu się zgadzam. Ważne też, aby noworodki nie złapały żadnego wirusa przez pierwsze dni, więc kichające ciocie i babcie nie mają kontaktu bezpośredniego, tylko przez szybkę, ewentualnie na sali odwiedzin. 

Pierwsze dwa dni na oddziale były totalnym kosmosem. Walka o pokarm, obkurczająca się macica, ból, odchody poporodowe cieknące strużkami po nogach. 
Nie mogłam schylić się, żeby ściągnąć majtki przy zmianie, miałam problem usiąść na toalecie (załatwiałam się niemal na stojąco). Nie wspomnę o bólu przy siadaniu, wstawaniu i przewracaniu się na łóżku, na sali. 
Niejednokrotnie rozchwiana emocjonalnie przedłużającym się pobytem, oraz samym porodem płakałam. Tak, przydałaby się wtedy pomoc. Jeśli nie ojca to właśnie babci - czyli mojej mamy. 
Właśnie ona weszła do mnie na salę (bo mogła dzięki znajomościom) i pomogła mi w najgorszych momentach. Pomogła mi się umyć, zmienić bieliznę. 

Zwróćcie na to uwagę przyszłe mamy. Obecność pomocnej osoby jest bardzo przydatna. Dlatego jeśli macie możliwość wyboru szpitala, w którym jest to możliwe - skorzystajcie. 


Poród sam w sobie - wiadomo - jest przeżyciem magicznym, ale i zajebiście bolesnym. Nie wierzcie nikomu, kto mówi inaczej. To tylko garść ważnych informacji, ktore powinny się Wam przydać. Chciałam otworzyć Wam oczy, nastawić na to, co bywa w większości szpitali nieuniknione. Ale w większości też, to tylko kilka dni. Nie tak jak w naszym przypadku prawie miesiąc. To pewnie zupełnie inna przygoda, kiedy kończy się tak szybko. 
Warto. Warto pamiętać ten czas. Zapisać go w szufladzie wspomnień. 

Powodzenia!


7 komentarzy:

Ewa Łukasz pisze...

My wybralismy szpital, w którym pracuje moja mama. Czułam się bezpiecznie. Poród oczywiście z mężem, to ogromne wsparcie i pomoc w tym czasie.

Agata Wierzgacz pisze...

bardzo dobry wpis .To prawda poród jest magiczny ale bardzo bolesny , jednak radość z dziecka i miłość pozwala zapomnieć o bólu .

Elwira Zbadyńska pisze...

Lekarz przy porodzie,który przebiega prawidłowo wg mnie kompletnie zbędny, najważniejsza jest położna (to ona wykonuje całą robotę) i wcześniejsze przygotowanie rodzącej. Przerabiałam trzy razy ;)

Kuncio com pisze...

Osobiście byłam zadowolona z opieki szpitalnej. W sumie nie mogę jakoś narzekać, bo chyba byłoby to bardziej czepianie się. Wsparcie również było dla mnie istotne i uważam, że obecność kogoś bliskiego to bardzo ważna kwestia.

Dagmara Stolarczyk pisze...

My wybraliśmy szpital ze względu na odległość, ale plusem był fakt, że moim zdaniem to był najlepszy szpital w mieście. Zawsze kolejki więc o miejsce trudno, ale akurat się udało. Dodatkowo miałam opłaconą prywatną położną, więc też byłam spokojniejsza😊

Sylwia K-a pisze...

Wybrałam szpital, który był nieco dalej, ale sugerowalam się opinią. Mąż nie chciał być przy porodzie. Nie zmuszalam go i dobrze. Okazało się że położna, ktora przy mnie była, to osoba odpowiednia na swoim stanowisku. Była lepsza niż 30 moich mężów jednocześnie :)

Aleksandra Bohojło pisze...

Przy moich trzech porodach kierowałam się tym samym - profesjonalną opieką medyczną, dobrymi warunkami i wybitnym specjalistą-położnikiem, który prowadził wszystkie moje ciąże. To była znana warszawska klinika prywatna, której jestem bardzo wdzięczna za przeżycie niesamowitych chwil i zachowanie cudownych wspomnień.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger