grudnia 21, 2016

Fabryka Elfów czyli magiczny świat na wyciągnięcie ręki!

Wielkanoc tak na mnie nie działa. Nie wywołuje w moim sercu tyle emocji co Boże Narodzenie. 
I to wcale nie ze względów religijnych. Od trzech lat nasze święta zyskały nowy wymiar.
Kiedy w rodzinie pojawia się dziecko zmienia się podgląd na wiele rzeczy. Myślimy zupełnie inaczej, podporządkowujemy się niemal w całości zachciankom swoj
ej pociechy. Odwiedzamy miejsca, które budzą w nas na nowo zaspane pokłady dziecięcej energii i radości. Spostrzegamy, jak wiele drobiazgów może nas cieszyć i jak blisko nas jest magia - dosłownie na wyciągnięcie ręki.

W listopadową sobotę wybraliśmy się do Fabryki Elfów. Syn był od początku bardzo podekscytowany. Widać było po nim jak z powagą podchodzi do spodziewanej wycieczki, która zakończyć miała się spotkaniem z Miłym, Siwym Starszym Panem.
Droga czekała nas długa, ale posiadając możliwość odwiedzenia tego genialne zaplanowanego eventu - nie przerażała nas.

Tuż przed wejściem musieliśmy odebrać swoje opaski, które przydzielały nas do kilkunastoosobowej grupy, która miała swojego Elfa przewodnika. Nam trafiła się Pani Elfowa. Grupy zostały podzielone rozważnie, co było faktycznie bardzo pomocne. Łączenie dzieci młodszych ze starszymi kompletnie nie zdałoby egzaminu ze względu na różnorodność odwiedzanych pomieszczeń. Zatem grupa naszych maluchów, z rodzicami i pod baczną opieką Pani Elfowej ruszyła na podbój Fabryki.

Na dzień dobry czekało na nas krótkie przedstawienie, podczas którego dzieci dowiedziały się po co właściwie mają zwiedzać to miejsce. Okazało się, że dostaliśmy arcyważne zadanie. Musieliśmy uratować Magię Świąt. Sposobem na to, aby Święty Mikołaj nie zmienił się w Grincha było odnalezienie składników do magicznego eliksiru co na prawdę nie było łatwe, ale za to bardzo przyjemne. Zwłaszcza dla najmłodszych poszukiwaczy.




Przed nami otwierały się kolejne komnaty pełne przygód, zabawy i ekscytujących przeżyć. Dzieci miały możliwość wybawić się na dmuchanych zamkach, napisać lub też narysować list do Mikołaja, w którym zdradzały swoje największe pragnienia. W biurze Mikołaja poszukiwały szyfru do kłódki do szafy skrywającej kolejny składnik, a w magazynie ścigały się na elfowych pojazdach. Za każde zadanie czekała nagroda w postaci kulki wypełnionej cennym produktem potrzebnym do wyważenia magicznego napoju.



Na twarzy małych uczestników malował się zachwyt. Każde dziecko odnalazło podczas wycieczki atrakcję, która wywołała w jego serduchu radość. Bartek najbardziej cieszyły zabawy ruchowe. Nie mógł rozstać się z dmuchanymi zamkami, ale i świetnie poradził sobie na piłeczkowej strzelnicy, na której należało “zbijać” prezenty. Strzelnica posiadała nie tylko element zabawy, ćwiczyła też dziecięcą spostrzegawczość, percepcję, oraz wzrok.



Pani Elfowa choć trochę za mało uśmiechnięta (może przepracowana przez nadmiar obowiązków w Fabryce) świetnie radziła sobie z rozbrykaną gromadką. Potrafiła zainteresować, opowiedzieć, przywołać, gdy nadchodziła pora na zmianę komnaty.



Dzieci (i rodzice) mieli czas na odpoczynek, odwiedzenie toalety, czy na zakup drobnych pamiątek. Choć sam spacer po Fabryce połączony z tymi wszystkimi atrakcjami i napięciem spowodowanym oczekiwaniem na spotkanie Najważniejszego Szefa było nader męczące i skutkowało nadmiernym pobudzeniem oraz niepohamowaną złością na drobne i nieistotne sprawy, oraz zatraceniem koncentracji, to naprawdę było warto. Cóż, Bartosz jest charakternym po tatusiu.



















W końcu po 2,5h dotarliśmy pod drzwi za którymi czekał ON. Dzięki wykonanym zadaniom i odwiedzeniu wszystkich pomieszczeń udało się uwarzyć magiczny eliksir ratujący Magię Świąt!




Dzieci przekroczyły próg wstępując do przytulnego pokoju z ogromnym fotelem, na którym czekał na nie Mikołaj. Uśmiechy, szepty, mocno zaciśnięte paluszki na dłoniach rodziców. Błysk w oczach. Te dzieci na prawdę wierzyły, że ten Starszy Siwy Pan z długą, białą brodą to Mikołaj. Ten, który wsiada do sań i po całym świecie rozwozi wymarzone prezenty.



I to jest właśnie ta Magia, o której pisałam na początku. Magia, która błysnęła w sercu każdego Dziecka, odwiedzającego ten mały pokoik na końcu Fabryki Elfów.


Bartosz był również zachwycony. Usiadłszy na kolanach Mikołaja, wypowiedział magiczne “Chciałbym dostać latarnię Strażaka Sama”. I choć rozczarowany zszedł z kolan, że nie dostał jej od razu, rozczulił mnie do łez.
Chciałabym, aby ta wiara trwała w nim jak najdłużej. Będziemy pielęgnować ją każdego roku.

Wielka Fabryka Elfów stacjonowała w tym roku w Gdańsku i w Warszawie już po raz piąty. Naszym zdaniem absolutnie wpisujemy ją na listę miejsc wartych odwiedzenia (i wspominania).

3 komentarze:

matka-dietetyczka.pl pisze...

Super zdjęcia, pamiątka!:)

Kasia Gosposia pisze...

Mam nadzieję, że fabryka Elfów rozszerzy swoją działalność na inne miasta, bo inicjatywa wspaniała!

Pani Fanaberia pisze...

Zamierzam w przyszłym roku odwiedzić Fabrykę w Warszawie:)

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger