października 17, 2016

Rodzicu - ogarnij się! Reaguj od razu!


Oglądam czasem angielską Super nianię i nasuwają mi się miliony pytań. Dlaczego ci rodzice nie zdają sobie sprawy, że większość złych zachowań ich dzieci jest powiązana z tym jak traktowani są przez ojca czy matkę. Rodzice kłócą się między sobą, odzywają i wyzywają. Dzieci chłoną jak gąbki. Wszelkie anomalie słowne, wyzwiska nie biorą się z kosmosu. 

Odnoszę wrażenie, że większość tych rodziców chętnie zamiotłaby swoje problemy pod dywan. Udają, że ich nie ma, albo owszem są ale absolutnie nie są ich winą i nie widzą rozwiązań. A one są tak banalnie proste. Ostrzeżenia, plan dnia, odsiadki na karnych schodkach. 
Posiadanie dziecka jest zobowiązujące do tego, aby próbować metodą prób i błędów zapanować nad nim. Wskazać właściwą ścieżkę do rozwiązania jego problemów emocjonalnych. 



Była kiedyś rodzinka. Dwóch chłopców, mama i tata. Starszy 12 letni chłopiec był bardzo wybuchowy. Potrafił rzucać przedmiotami, uderzyć młodszego brata. Rodzice skapitulowali. Pozwolili mu CAŁY dzień niszczyć różne przedmioty, krzyczeć. Nie odezwali się do Niego ani słowem. Młody sam się nakręcał. Kompletnie nie potrafił sobie poradzić ze swoim napadem złości. Widać było ewidentnie, że wszelkimi sposobami próbuje zwrócić na siebie uwagę. Nie wyobrażam sobie dopuścić do takiej sytuacji u swojego dziecka. Reaguję od razu. Po pierwsze, żeby wytłumaczyć i wyjaśnić zaistniały problem, po drugie z obawy, że może się Mu stać jakaś krzywda. Dziecko wpadając w taki amok (jak ten chłopaczek z programu) z łatwością mogłoby wyrządzić sobie krzywdę. 

Należę do osób spokojnych, opanowanych. Tego samego staram się uczyć Bartka. Moment, w którym moja cierpliwość jest na skraju to ten, kiedy zmęczenie bierze górę. Zdarza mi się podnieść głos, zdarza mi się nie mieć ochoty na wspólną zabawę. Jestem tylko człowiekiem, jestem tylko matką. 



Bądź co bądź ciężko mi zrozumieć (serio!) jak można dawać przyzwolenie dzieciom na pewne zachowania. Za każdym razem jak oglądam ten program nachodzi mnie myśl : - Serio? Czy oni nie widzieli wcześniej tego?, dlaczego dopiero teraz zdali sobie sprawę, że coś jest nie tak?- Nie wierzę, że negatywne zachowania dziecka powstają nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki. 
To jedna wielka kumulacja. Jeśli nie reagujemy, nie ogarniamy tematu złości, gniewu, nieposłuszeństwa - to wszystko puszcza korzenie jak ogromne drzewo. Rośnie w siłę z każdym dniem, z każdym kolejnym problemem. 

Bartosz zaczął ostatnio tupać nogą i krzyczeć. Staramy się to wyplenić z Jego zachowania. Stosujemy "odsiadki" na kanapie w pokoju. I nie musimy mówić Mu, że ma przeprosić {w programie rodzice te przeprosiny wkładają dziecku niemalże w usta}. Sam przeprasza i sam obiecuje, że więcej nie będzie. Oczywiście za kolejnym razem sytuacja się powtarza. Młody testuje nas jak każdy niespełna 4 latek. Szuka sposobów na zaprowadzenie swoich standardów życia w naszej małej społeczności. Niestety, musi się pogodzić, że zasady narzucone są przez nas. 

Dobra, nie będę mówić tylko o negatywach tego programu, bo dostrzegam tam mnóstwo plusów. 
Strasznie podobają mi się rozpiski regulujące rytm dnia (u nas funkcjonuje takowy od zawsze, więc nie ma potrzeby go wytłuszczać na jakimkolwiek mega plakacie). Btw. szkoda, że rodzice sami na to nie wpadają i kładą dzieci spać o 23. Ba, kładą to złe słowo - pozwalają im szaleć aż padną... 
Podobają mi się zalecenia dot. spędzania czasu z jednym czy drugim rodzicem. Zwłaszcza jeśli jest rodzeństwo - uważam, że każde dziecko jako indywidualna jednostka powinna mieć możliwość spędzenia czasu sam na sam z tatą czy mamą. Każdy ma swoje pasje i niekoniecznie musi dzielić je z rodzeństwem. 

Nie wiem, jestem jakaś inna, bo dla mnie wszystkie te sprawy są OCZYWISTE. Dlatego tak wielkie zdziwienie maluje się na mojej twarzy. 
Wiem, przede mną jeszcze etap szkoły, liceum, bunt nastolatka.. Cała moja piękna teoria, mój plan na wychowanie może runąć, kiedy pojawią się większe problemy jak ten, że kolega nie dał się pobawić swoim autkiem. 
Wiem jedno - nie pozwolę na to, aby Bart został sam ze swoimi słabościami i negatywnymi emocjami. Budujemy między sobą więź, którą mam nadzieję za kilka lat uda nam się wykorzystać, właśnie do tego, aby potrafić ze sobą porozmawiać na każdy temat, nawet ten potocznie nazwany tabu. 


2 komentarze:

Agata Adamczewska pisze...

Może to nie tak, że Ci rodzice nie reagowali, a może po prostu ich reakcja nie była adekwatna lub skuteczna. Co do wyładowywania emocji, to jestem zdania, że czasem każdy tego potrzebuje, więc nie ma sensu, by stosować za to kary.

Zuzanna Gajewska pisze...

Kiedyś czytałam świetny artykuł o tym, że dzieci są lustrem rodziców, muszę go odnaleźć i jak zechcesz podrzucę Ci link, ale sporo tam było o tym, że dzieci robią, to co widzą u rodziców. I choć nie jest łatwo -trzeba sobie zdać z tego sprawę.
/Pozdrawiam,
Szufladopółka

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger