września 04, 2016

9 rzeczy, które nauczył mnie Bartek.

1. Cierpliwość.
Choć zdarza się, że kuleje zwłaszcza po cięższej lub za krótkiej nocy zauważyłam, że większy efekt sprawczy ma moc tłumaczenie czy postawienie przy fakcie dokonanym niż krzyk. 
"Jeśli męczysz psa pójdziesz do pokoju i posiedzisz tam, aż zrozumiesz, że Lunę to boli."
Wierzcie lub nie, ale w tej małej główce naprawdę pracuje wiele kołowrotków. Młody rozumie wszystko. Wraca, przeprasza. I to właśnie jest moja kolejna moc. MOC stwórcza, moc matki-nauczycielki. 

2. Działanie intuicyjne.
Nie biegnę do lekarza z katarem i jednodniową gorączką. Wiem kiedy zbliża się choroba, a kiedy to wynik stresu. Wyszkoliłam się w byciu domowym pediatrą na tyle, że często moja diagnoza pokrywa się z tą wyniesioną z gabinetu lekarskiego. Brakuje mi tylko pliczku recept, by nie stać w kolejce i nie jeździć z rozgorączkowanym dzieckiem autobusem. 

3. Świadomość w moc własnego ciała.
Poród chociaż tak piękny w macierzyńskiej prasie i filmach jest bardzo bolesny, a połóg i dochodzenie do siebie może być koszmarem. Kiedy koszmar się kończy i organizm wraca do "normalności" ciężko objąć myślami fakt, że dałyśmy radę. A tak właśnie jest. Znosimy wiecej niż może Ci się wydawać. Karmienie piersią, popękane brodawki, wstawanie X razy w nocy. A kiedy dopada nas katar czy kaszel łykamy pigułki, faszerujemy się syropkami, bo nie jest nam dane polegiwać w łóżku. Mamy przecież mają MOC, nie chorują, nie biorą zwolnień. Nie ma opcji. 

4. Bezgraniczna miłość.
Kiedy ujrzałam na teście ciążowym dwie kreski poczułam, że od tego momentu nie jestem już odpowiedzialna tylko za siebie. Rósł we mnie mały człowiek. To co jadłam, jak i ile spałam, gdzie przebywałam, co robiłam każdego dnia miało wpływ na jego rozwój od pierwszych chwil jego bytu w moim brzuchu. To jest niesamowite, bo wraz z jego wzrostem, rosła we mnie miłość do niego. Nie znałam jeszcze Jego twarzy, nie wiedziałam jak błękitne będą Jego oczy. To była najpiękniejsza randka w ciemno zakończona happy end'em, która trwa do dnia dzisiejszego. 

5. Kreatywność.
Kartka, nożyczki, klej. Każdego dnia bawimy się w co innego. Każdego dnia wymyślamy nowe trasy spaceru. Każdego dnia rozmawiamy na inne tematy i inaczej czytamy ulubione książki. Za zbudowanie kreatury Franklina dostałam medal, a za upieczenie babeczek z czekoladą lecę w kosmos Jego rakietką. 

6. Bezgraniczny strach.
Ostatnia wzmożona aktywność terrorystyczna zaczęła budzić we mnie strach. Nie o siebie,
tylko o Niego. Tak niewiele widział i doświadczył jeszcze w życiu, a dookoła dzieje się tyle rzeczy, które mogłyby Mu odebrać szansę na dalekie podróże, poznanie miłości swojego życia, na spełnianie marzeń. Mówi się, żeby nie trzymać dziecka pod kloszem, a ja właśnie w takich momentach chciałabym skryć Go pod taki niewidzialny, gdzie nie przedostałoby się zło naszego świata, aby nigdy nie musiał go doświadczać. 

7. Zarządzanie czasem.
Są rzeczy ważne i ważniejsze. Telewizja w naszym domu chodzi w godzinach późno wieczornych. Porzuciliśmy seriale na rzecz wspólnych, dywanowych zabaw. Sprzątam kiedy wiem, że Młody ma w zasięgu swoich chęci tatę. Jeśli jesteśmy tylko we dwoje ograniczam się do minimum by móc poświęcić Mu 99% swojej uwagi. Czas jest na wagę złota. Zastanówmy się dobrze, czy to co akurat robimy jest warte naszego skupienia i uwagi. Gdy ma się dzieci to czasu na wszystko jest mniej. Doba staje się krótsza.
Planujemy dzień uwzględniając głównie Jego potrzeby. W Kalendarium miasta przeglądamy zakładkę z atrakcjami dla Dzieci. 

8. Wyznaczenie celów i priorytetów.
Nie muszę iść na imprezę, bo wolę posiedzieć przy Jego łóżku po trudnych pierwszych dniach w przedszkolu. Nie chcę słuchać kolejnego smutnego "Czemu mnie zostawiłaś?". Nie jest ważny kufel piwa ze znajomymi. Ważniejszy jest Jego spokój. Ja przeżyję bez towarzystwa i dawki endorfin płynących ze spotkania z koleżanką. On nie przeżyje bez zaspokojonej potrzeby wtulenia się we mnie. 

9. Zachwyt drobiazgami.
Idąc z Bartem na spacer rozglądamy się dookoła. Każdy ptaszek, każdy kamień, robaczek i biedronka jest wspaniały i wart naszej uwagi. Zatrzymujemy się tysiąc razy, bo spojrzeć na korowód mrówek. Dotarcie do celu schodzi na dalszy plan. Zachwycamy się tym jak cudny jest otaczający nas świat. 

A Ciebie co nauczyło Twoje dziecko? 



2 komentarze:

Agata Adamczewska pisze...

Mnie przede wszystkim nauczyło, że da się przez ponad 2 lata nie spać normalnie i jakoś funkcjonować ;)

AgaGr -JANulkowo pisze...

Moje życie po porodzie zmieniło się. Ja się zmieniłam. Stawiam na inne cele w życiu niż przed porodem, bardziej się boję, nie o siebie, a o synka. A zaczęłam bardziej się wzruszać, każda chwila z dzieckiem jest wyjątkowa, chociaż nie raz męcząca, ale nigdy nie żałowałam, że tak zmieniło się moje życie odkąd zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. Odkąd Janek jest z nami, każda chwila jest ważna bo szybko czas przemija - to co nauczył mnie mój syn.

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger