sierpnia 29, 2016

Skrawki moich myśli #3

Skrawki moich myśli #3
Zostały dwa dni. Dwa dni do wejścia w nasze życie kolejnych zmian. 
Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że za nami bardzo fajne wakacje. W sumie, chyba jedne z fajniejszych. Cieszę się, że spędziliśmy tydzień poza domem, że Misio mógł odetchnąć trochę leśno-jeziornym powietrzem. Mimo, że pogoda średnio nam dopisała. Był tam taki radosny. W ogóle radosny ten mój Smyk. I oby taki pozostał jak najdłużej. 



















Ostatnio ilość pytań na minutę gwałtownie wzrosła. Najczęściej wspominam te z podróży autobusowych. Jaki mamy stan dróg - każdy wie. Teraz już wie też Bartek.
- Mamo, a czemu tak trzęsie? 
- Bo są dziury w ulicy.
- A dlaczego są dziury?
- Bo dużo aut przejechało i się popsuła.
- A czemu? za szybko jechali?
- Możliwe.
- A czemu nikt nie naprawił?
- Bo nie ma pieniążków. 
- Czemu nie ma pieniążków? 
- Nie wiem.
- A drogowcy przyjadą? 
- Być może tak. 

Moja cierpliwość jest bardzo rozciągliwa. Pomysły na odpowiedzi kończą się przy 10 000 pytaniu ;)

________________________

W czwartek pomaszerujemy do nowego przedszkola. Na chwilę obecną jest radość. Bo nowi koledzy, bo nowe zabawki. Nie zmienia to jednak faktu, że ja się denerwuje. Przepełnia mnie obawa o jedzenie, spanie i ilość dzieci = poziom hałasu. Barti to raczej nie krzykliwe dziecko, wychowane w stosowanych decybelach i średnio lubujące się w odgłosach które skalują powyżej normy. W naszym poprzednim przedszkolu dzieci było jednak mniej, więc było i ciszej. Tak samo kwestia jedzenia, w poprzednim jadał domowe, robiłam mu, w tym nie ma opcji - każde dziecko je gotowany obiadek w przedszkolu. Młody ma swoje ulubione dania, liczę, że i tam coś jednak mu zasmakuje, bo będę w nerwach kiedy pomyślę, że cały dzień siedzi na głodniaka... 



________________________

Czwartek to też koniec mojej pracy. Kolejne dziecię wypuszczam spod swoich skrzydeł. Było fajnie, będę na pewno mile wspominać małą H. Tymczasem szukam pomysłów na rozkręcenie czegoś hand made'owego i szukam nowego etatu. 


{zdjęcia pochodzą z naszej niedzielnej sesji a wykonała je Hania


sierpnia 27, 2016

Spotkajmy się w Trójmieście. Co mogłyśmy wylicytować, oraz podarunki od darczyńców.

Spotkajmy się w Trójmieście. Co mogłyśmy wylicytować, oraz podarunki od darczyńców.
Jak już chyba wspominałam.. Poszukiwanie firm i darczyńców przy organizacji blogowego spotkania ma swoje plusy i minusy. 
Plusem jest to, że jak już darczyńca da odpowiedź pozytywną to człowiek przebiera nóżkami w oczekiwaniu na paczkę. Minusem jest to, że trzeba potem te paczki gdzieś trzymać a piwnica i mieszkanie jak na złość nie są z gumy i powiększyć się nie chcą ;) 

Z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy odpowiedzieli pozytywnie na moje wiadomości i wsparli mnie w organizacji tego eventu. Bez Was spotkanie nie byłoby tak fajne, bez Was nie udałoby się nam wpłacić ponad tysiaka na konto Hospicjum. Dziękuję <3








a w paczuszkach znalazłyśmy : 
prezenty od : 


























{część zdjęć pożyczona od Asi  oraz część od Basi

sierpnia 23, 2016

Noworodek na basenie?

Noworodek na basenie?
Niedawno na pewnym Instagramowym profilu natrafiłam na zdjęcia obserwowanej mamy, która z uśmiechem na twarzy pozowała z niespełna miesięcznym noworodkiem w basenie. 
Zaczęłam się zastanawiać, czy to ja jestem nienormalna? Zawsze myślałam, że dziecko na basenie może przebywać od 3 miesiąca. Weźmy to na chłodno, na chłopski rozum. 

Skóra takiego maleństwa jest cieniutka i skłonna do podrażnień. Silne związki chloru mogą mieć na nią bardzo zły wpływ. 

Noworodek ma bardzo słaby układ odpornościowy, bo dopiero uczy się jak funkcjonować po tej stronie, więc wrzucanie go na głęboką wodę (w dosłownie i w przenośni) jest totalną bezmyślnością. W basenowej wodzie można zarazić się opryszczką, rzęsistkiem czy grzybicą. 

Na basenie bardzo łatwo o to, aby woda dostała się do noska, uszu czy oczu. Jest więc możliwość zakrztuszenia (noworodek gorzej poradzi sobie z tym, że wlała mu się woda do buzi),jeśli woda dostanie się do ucha może pojawić sie zapalenie, chlorowana woda bardzo szczypie w oczy dodatkowo może więc nabawić się zapalenia spojówek. 

Bartek bardzo lubi basen i szaleństwa na nim. Ale pierwszy raz poszliśmy jak miał 1,5 roku. Bawił się świetnie. Słuchał się, był grzeczny i uważny. Nie miał żadnych powikłań. Szczerze, nie wyobrażam sobie zabrać Go jako miesięcznego bobasa. Bałabym się o Jego zdrowie fizyczne i psychiczne. 
Czemu psychiczne? Tłum, krzyk, pisk. Miesięczne maleństwo słabo widzi, więc takiej dawki bodźców, polecam jednak mu nie fundować. 

źródło


Mam jeszcze kilka rad dla Was. 

1. Zanim wybierzecie sie na basen, wybierz się sama i sprawdź czystość. Nie tylko wody, ale i szatni, toalet. Sprawdź czy nie jest ślisko, czy w szatniach nie ma przeciągu. Czy są przewijaki?

2. Zapytaj o obowiązujące tam przepisy higieniczne - czy obowiązkowe są czepki, dokładne umycie się pod prysznicem przed wejściem na basen, przejście przez śluzę ze środkiem odkażającym. Im bardziej rygorystyczne obsługa egzekwuje przestrzeganie takich zasad, tym lepiej

3. Zgłoś się do kierownika pływalni i poproś go o wyniki badań czystości wody (takie kontrole przeprowadza się na basenie mniej więcej co dwa tygodnie) z ostatnich kilku miesięcy;

4. Kiedy skończycie wodne zabawy umyjcie się pod prysznicem, ale koniecznie przyniesionym żelem dla dzieci, z domu, bo ten z dozownikow nie nadaje się dla maluszków. 


5. Po kąpieli delikatnie, ale dokładnie, osusz skórę dziecka miękkim ręcznikiem (nie zapomnij o trudno dostępnych miejscach między palcami stóp i pachwinach)

6. Po wytarciu natłuść całe ciałko malucha balsamem nawilżającym

7. Jeśli Twoje dziecko już chodzi nie zapomnij o klapkach dla niego. 

8. Jeśli twoje dziecko jest alergikiem, wybierz basen raczej z wodą ozonowaną niż chlorowaną, gdyż chlor podrażnia skórę i drogi oddechowe.

I jeszcze jedno. 
Nie pijcie alkoholu jeśli idziecie z dziećmi na basen. Podobnie jak na kąpieliskach otwartych taka zabawa może skończyć się tragicznie. 

A Wy kiedy pierwszy raz byliście na basenie ze swoimi dziećmi? 




sierpnia 23, 2016

Pozbywacz tłuszczu Meglio (szkoda, że nie tego w boczkach ;) )

Pozbywacz tłuszczu Meglio (szkoda, że nie tego w boczkach ;) )
Jakiś czas temu otrzymałam na testy środki do czyszczenia. 
- Odtłuszczacz uniwersalny 
- żel do wc
- mleczko lawendowe do czyszczenia. 

Informuje, iż aby testy były miarodajne specjalnie hodowałam dla Was brud i tłuszcz przez dwa tygodnie. Kusiło, żeby zmyć, ale wydaje mi się, że aby coś było dobre to musi poradzić sobie z każdą "przeszkodą". 



Zacznę od tego, co najmniej spełniło moje oczekiwania. 
Żel do wc. Aby porządnie oczyścić muszlę klozetową żel, którego używam musi "osiąść" na niej. Mam w zwyczaju pozostawienie go na kilka-kilkanaście minut, tak aby wyżarł bakterie. Dopiero po tym czasie w ruch idzie szczotka do wuceta. W przypadku żelu Meglio niestety nie miałam czym myć muszli, bo jest on przeraźliwie rzadki przez co spływa od razu na dno. Nie czuć niestety też zapachu świeżości. Nie jestem z niego zadowolona. I nie sięgnę po niego przy kolejnych zakupach. 

Odtłuszczacz uniwersalny. 
Tu byłam w szoku. Pozytywnym oczywiście. Długo szukałam płynu, który poradzi sobie z tłuszczem na piekarniku (od wewnątrz), oraz z brudem, który osadził się na kratkach na maszynce kuchennej. I chyba nie skłamię, jeśli powiem, że znalazłam. Meglio poradził sobie ze wszystkim. Już po pierwszych spryskaniach widać ogromną różnicę.



Piekarnik lśni. Odbija światło, aż razi. Nie trzeba szorować, wystarczy jak widzicie przetarcie ręcznikiem kuchennym. Mam świra na punkcie takich produktów. Lubię mieć czysto, dlatego ten odtłuszczacz został moim numerem jeden. 
Warto też dodać, że ma przyjemny limonkowy zapach i nie gryzie w gardło jak większość tego typu produktów. 



Jak widzicie w bitwie kratki & meglio i ja, zdecydowanie wygraliśmy. Kratki mają już sporo lat i chociaż nie są w idealnym stanie, bardzo "przejrzały" i przyjemniej się na nich gotuje :)


Kremowe mleczko. 
Użyłam je w łazience. Ma bardzo przyjemny lawendowy zapach i super poradziło sobie z brudem, też już po pierwszym przetarciu gąbką widać rożnicę. 





Ogólna ocena otrzymanych produktów : 8/10 


Polecam Wam zapoznać się z produktami Meglio.









sierpnia 17, 2016

"Spotkajmy się w Trójmieście edycja II" - pierwsza część relacji ze spotkania.

"Spotkajmy się w Trójmieście edycja II" - pierwsza część relacji ze spotkania.
Przygotowanie całego spotkania zajęło mi bardzo dużo czasu. Nie będę ukrywać, iż szukanie sponsorów przedmiotów na licytację, oraz drobnych upominków dla uczestniczek - nie jest łatwe. Ale jak cieszy, kiedy przychodzi kolejna pozytywna odpowiedź, a potem kurierzy walą drzwiami i oknami, drzwi od piwnicy ledwo się domykają, pod stołem trzeba trzymać nogi blisko siebie, bo można nadziać się na karton pełen cudowności. Oj, bardzo cieszy. 

Szukanie prelegentów także nie jest łatwe. Spotkania blogerek odbywają się coraz częściej. Organizatorki prześcigają się w pomysłowości, jest to trochę forma walki, wyścigu. Kto załatwi coś lepszego, ciekawszego. 
Ja przyznaje się przed samą sobą tu nieco zawiodłam. Nie do końca jestem zadowolona z prelekcji fotografa jak i jego pracy i nie zamierzam tego ukrywać. Zresztą Ci co mają wiedzieć - wiedzą co i jak i niech tak pozostanie. 

Spotkanie odbywało się w Różanym Gaju. I tu specjalne podziękowania dla Pani Marty Szeląg, która podeszła do tematu organizacji naszego spotkania bardzo profesjonalnie. Mogłam liczyć na wsparcie Pań z recepcji i kuchni. Sala była przygotowana dokładnie według moich wskazówek, a pierożki z groszkiem w środku były przepyszne :) 





Największe wrażenie zrobił na mnie (i chyba nie tylko na mnie, ale na naszych dzieciaczkach też) plac zabaw. O ile świetnie się złożyło, że podczas trwania spotkania dopisała pogoda i mogły skorzystać z Paniami animatorkami z jego uroku. Ale o nich za chwilkę.. 

Pierwszą prelekcję oraz zarazem oprawą fotograficzną naszego spotkania zajmował się Pan Mateusz. Prelekcja niewiele powiększyła moją wiedzę i nadal uczę się na własnych błędach robić coraz to lepsze zdjęcia. 

W drugiej części, która poszła nam bardzo gładko i sprawnie nastąpiła licytacja na rzecz Gdyńskiego Hospicjum, kwota którą udało się nam uzbierać dzięki hojności cudownych sponsorów, którzy podarowali nam mnóstwo swoich wyrobów i produktów to 1135 zł

Rzeczy z licytacji oraz lista sponsorów pojawi się w II relacji. 

Po zakupach wystąpiła Pani Magda Baby Shower Trojmiasto. Pani Magda opowiedziała nam z ogromną pasją jak zajmuje się przygotowaniem przyjęcia dla przyszłych mam. Oprawa takiej imprezy to naprawdę spora praca ale jakże przyjemna. Trzeba pomyśleć o przekąskach, odpowiednim miejscu, prezentach, dekoracjach. Sama chętnie założyłabym taką firmę, bo nie ukrywajmy ale to ma przyszłość, coraz więcej Mamusiek idąc za modą zza granicą chętnie organizuje sobie takie przyjęcia. Przecież można dostać tyleee wspaniałości dla dzieciątka na nim ;) 
Od Pani Magdy otrzymałyśmy kupony na foto książki do zrealizowania w FOTOJOKER  i przyznam się Wam, że już w piątek odbieram swoją :) 



Kolejna prelekcja została poprowadzona przez Panią Agnieszkę Danielewicz z Instytutu Żywienia i Rozwoju Eligo. 
Nie wiem czy wyglądają tak wszystkie prelekcje Pani Agnieszki, ale tu na usta ciśnie się tylko jedno słowo. WOW. 
Pani Agnieszka swoją energią, skoncentrowaniem, sposobem mówienia, oraz tym, że włączała w wykład nas i nasze dzieci zachęcała do skupienia naszej uwagi w 100%. Prelekcja o tym jak zdrowo żywić dzieci na każdym etapie ich rozwoju, jak powinny wyglądać ich posiłki, jak często i w jakich ilościach powinny je spożywać. Ile cukru znajduje się w dobrze znanych nam produktach, które są polecane dla dzieci...  Po prostu jedna wielka bomba atomowa pełna wiedzy. Ja jestem zauroczona, bo przyznaje, że na temat żywienia Bartka mam małego fisia, a wystąpienie Pani Agnieszki utwierdziło mnie tylko w tym, że robię dobrze :) 







Pragnę też podziękować niezawodnej Krainie Wypieków, która po raz drugi osłodziła nam spotkanie, przygotowując tort, zapierający dech w piersiach. 


Oraz cudownym, roześmianym Paniom animatorkom z O rety - animacja, dzieciaki były zachwycone i mocno zawiedzione tym, że Panie skończyły się z Nimi bawić. Bartek długo po wyjściu dopytywał się gdzie i czemu Panie poszły :) 
Zobaczcie jak super bawili się na hotelowym placu zabaw! 







W spotkaniu wzięły udział : 

1. Basia Tomczak (www.pierwsze-kroki.com
2. Magdalena Mozgawa-Kolasa http://www.borsuczkowo.pl/
3. Monika Kilijańska, www.konfabula.pl.
4 .Katarzyna Grzywaczewska http://poradymamykasi.blogspot.com
5. Aleksandra Protasewicz http://okiemalexa.blogspot.com
6. Joanna Misiak http://www.krzywaprosta.pl/
7. Ola Greszczeszyn www.wokoldzieci.pl
8. Marta Kalamon http://kalmarkitchen.blogspot.com/
9. Sylwia Narkowicz http://www.oczamimamy.pl/
10. Natalia Majewska www.schwytanechwile.pl
i ja :)
Jedna uczestniczka nie dojechała. 

Dzięki Dziewczyny i do zobaczenia gdzieś i kiedyś :) 






sierpnia 17, 2016

Wakacje na "Zielonej Polanie"

Wakacje na "Zielonej Polanie"
Dziś zapraszam Was na wirtualną wycieczkę po naszej miejscówce wczasowej.
"Zielona Polana" zachwyciła nas wieloma pozytywami. Bliskością od jezior, wszechobecną ciszą, pięknym, niezaśmieconym lasem iglastym i mądrze pomyślanym rozwiązaniem dot. ulokowaniem wczasowiczów. 


Nasz budynek składał się z bodajże z ośmiu mieszkań w skład których wchodziły dwa pokoje. Jeden z aneksem, drugi z balkonem, oraz łazienką. Część mieszkań miała kominki i zadaszone tarasy, my nie mieliśmy ani jednego, ani drugiego bo nad naszą głową na tarasie było dorobione zadaszenie, więc przy deszczu nie mogliśmy posiedzieć. 



Jeśli chodzi o plusy jeszcze : 
- widać, że gospodarze dbają o swój dorobek. Jest czysto, chociaż zdecydowanie przydałby się jakiś chociaż mały odkurzacz na każdym domku, bo wchodzi się i wychodzi w butach i po 4 dniach nasze "obejście" było już ostro zapiaszczone, a miotła niezbyt sobie z tym radziła. 


- dużo rozrywek dla dzieci : trampolina, zjeżdżalnia, przy każdym domku piaskownica, są dwie huśtawki. Gospodarze mieszkają na terenie "Zielonej Polany", i posiadają bardzo duży dom. Mogliby pomyśleć o przygotowaniu w jednym ze swoich pomieszczeń jakiejś mini świetlicy z możliwością obejrzenia bajki na dvd, pogrania w planszówki. Powiedzmy, że byłaby otwarta w deszczowe dni, a tych podczas naszego wyjazdu było dość sporo i dzieciaki trochę jednak się nudziły. 





Na terenie posesji stoi kilka rowerów. Stoją i w deszczu i w słońcu, więc rdza dość mocno je już nadjadła. Można by pomyśleć o jakimś pomieszczeniu dla nich i zlikwidowaniu opłaty za wypożyczenie ich. Od nas nie wzięli, ale ponoć opłata za godzinę to 2 zł. My jeździliśmy dość krótko, bo po godzinę, półtorej. Ale dla zapalonych rowerzystów - dla mnie opłata bez sensu. 

Ogromny minus dla Pani właścicielki. Ledwo weszliśmy do domku, położyliśmy walizki a Pani usiadła z kajetem i wołała o opłaty. Dotychczas na naszych wyjazdach zawsze było tak, że właściciele sami mówili, żeby spokojnie się rozpakować, przyjść jak będziemy mieć wolną chwilę. A tu sytuacja wyglądała tak, jakbyśmy mieli jej uciec i nie zapłacić. Brzydko wyszło. Niesmak pozostał. 

Z drobiazgów w łazience brak podstawowych środków czystości jak płyn do wc czy gąbka do przetarcia zlewu, który wiadomo przy myciu rąk po całodziennej zabawie w piasku - brudzi się. 

Nasza ocena w skali od 1 do 10 to : 

5. 


Mimo tego, że odpoczęliśmy nie zamierzamy kolejny raz skorzystać z usług tego miejsca. Bywaliśmy w lepszych za podobną (lub niższą cenę) i właściciele nie należą do tych, których wspomina się miło. 







część zdjęć pochodzi ze stronki : KLIK  tam też znajdziecie namiary, jeśli jednak mielibyście ochotę się tam wybrać :) 
Zdecydowanie jest to lepsza opcja dla zmotoryzowanych, bo do sklepu czy miasta dość daleko. Dobra baza wypadowa na Kaszuby : Kościerzyna, Wdzydze, Czarlina (skąd można popłynąć stateczkiem po jeziorze). 





Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger