lipca 31, 2016

See Bloggers czyli jeden z najlepszych blogerskich weekendów w moim życiu.

See Bloggers czyli jeden z najlepszych blogerskich weekendów w moim życiu.
W zeszłym roku spoglądałam na zdjęcia znajomych blogerek z zazdrością. Tak ogromny event, w dodatku tak blisko.. Moje blogowe losy wiodły się różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Ale nie ukrywam, że możliwość wzięcia w tym roku w See Bloggers była dla mnie





- wyróżnieniem (wysyłałam zgłoszenie z małą nadzieją, że sie dostanę - a tu niespodzianka :) ) 
- ogromną dawką pozytywnej energii (i nie mam tu na myśli tylko faktu, że after party było równie super, jak wszystkie prelekcje) 
- inspirujące (ogromna dawka informacji, którą mózg starał się spamiętać. dużo pomysłów na nowe wpisy, oraz cenne porady). 
- jak pozytywny kopniak w tyłek 

Jestem osobą raczej średnio otwartą, słowo nieśmiałą jest za duże, bo kojarzy mi się z kimś chowającym się w kącie, a patrząc na to jak poniosło mnie na imprezie - nie wydaje mi się, żeby do mnie pasowało. 

Czego żałuję? 
Tego, że nie potrafię podejść i pogadać z tymi, których znam z "czytania". Poznałam mnóstwo takich osób, ale jakoś nie miałam odwagi podejść i powiedzieć "Cześć, ja Cię znam!". 
Biję się w pierś z tego powodu i obiecuje poprawę na kolejnej edycji ;) 



Co mi się podobało? 
Strasznie podobał mi się panel dyskusyjny z Robertem Biedroniem. Na szklanym ekranie wszystko wygląda tak sztywnie, a tu? Uśmiechnięty od ucha do ucha, z ogromnym dystansem do siebie. Spontaniczny i z taktem, choć nie hamujący swych wypowiedzi. 



Podobał mi się wykład Joanny Jaskółki, chociaż momentami miałam
wrażenie, że stres u Niej bierze górę i mówiła odrobinkę tak jakby wyuczyła się na pamięć nawet żartów ;) 
Treść samego wykładu bardzo przydatna i zamierzam skorzystać z rad. 



Co mi się nie podobało? 
Zapisałam się na warsztaty kulinarne z Tomaszem Jakubiakiem. Pomyślałam sobie : "Kurcze, ale fajnie, może nauczę się jakiś pysznych trików, które będę mogła wykorzystać w swojej kuchni.", - myliłam się. 
Pan Tomasz choć bardzo sympatyczny więcej czasu poświęcał na ploteczki ze wszystkimi dookoła, zamiast jak Joseph Seeletso  stanąć w kręgu uczestników i instruować. 
Zawiodłam się na tych warsztatach i wiem już, że mogłam ten czas wykorzystać inaczej. 




















Podobała mi się możliwość wzięcia udziału w badaniu skóry przez Oillan i otrzymanie mnóstwa próbek i ich produktów. 

After Party mi się podobał. Przyznaje się bez bicia i biję w pierś. Marudziłam. Marudziłam, że krzeseł w środku nie ma, ale suma sumarum nawet mi nie były potrzebne. Wytańczyłam się za trzy lata. Serio, dawno się tak super nie bawiłam. Z tego miejsca dziękuję za towarzystwo Monice :) 






See Bloggers - Dzięki! 

Mam nadzieję, że w przyszłym roku też będę mogła być z Wami!


lipca 27, 2016

8 rzeczy, którymi Twój facet na bank Cię wkurzy!

8 rzeczy, którymi Twój facet na bank Cię wkurzy!
Nie od dziś wiadomo, że faceci są z Marsa. 
Zawsze, kiedy moje spojrzenie na świat i poglądy na wiele spraw różnią się od tych, które przedstawia mój Małżonek staram się głęboko oddychać i tak właśnie sobie tłumaczyć.

I nie chodzi tu bynajmniej o trzydziestą parę brudnych skarpetek na podłodze. Bo to cecha, którą posiada chyba każdy samiec wpisana w ich geny. 
Mam dla Was 8 rzeczy, którymi wkurzają nas od zawsze i wszędzie. Choćbyśmy nałykały się niezliczona ilość tabletek uspakajających i wypiły litr melisy. 

1. Nie okazuje uczuć, ale ma pretensje kiedy go nie wspieramy i nie mówimy jakim jest świetny. 
To niestety działa w dwie strony. My - kobiety lubimy słuchać o wielkiej miłości, o tym jak cudownie pyszne ciasto upichciłyśmy. Niestety, pozostaje nam się domyśleć tego po szybkości z jaką zniknie z blachy. A On? Wbije gwóźdź na nową ramkę i już pokłony i podziękowania na kolanach by się przydały. Spróbuj nie, to będzie Ci miesiąc wypominał. 



2. Chciałaś obejrzeć dziś ulubiony serial? 
Zapomnij. Liga mistrzów leci, a że w domu jeden telewizor trzeba się dostosować. 
Poszłabyś na spacer do parku, ale Druga połowa zaplanowała już cały dzień na basenie. Pójdziesz owszem, szkoda tylko że nie zapytał na co masz ochotę. Faceci często zapominają o tym, że nie musimy podzielać ich pasji. Często bierzemy w nich udział nieco z przymusu. Czemu to robią? Bo lubią mieć nad nami kontrolę, w domu mają panować ich zasady.

3. "Kochanie, muszę dziś jechać do Maćka pomóc Mu przestawić meble".
Szkoda, że w domu tego nie robisz. 
Faceci lubią pomagać, ale nie nam. Czemu to robią? Bo zyskują szacunek, podziw i wyrabiają sobie odebranie przysługi. Często jest to też dobra wymówka aby wyrwać się na kilka godzin z domu. 

4. "Gdzie schowałaś moją : 
- czapeczkę
- okulary
- chusteczki do okularów
- ulubioną koszulkę 
.... "
Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Zawsze jak w swoim bałaganie nie może czegoś znaleźć to pada podejrzenie o to, że ja to schowałam. Jasne, oczywiście. Gdybyś trzymał chłopie porządek to byś nie gubił rzeczy.



5. Pamięć krótkotrwała. 
Powiedziałabym więcej. Hiperkrótkotrwała. 
Jeśli nie zrobi czegoś od razu (wynieś śmieci, wypakuj zmywarkę) to bądź pewna, że nie zrobi tego wcale. podobnie z zakupami. Bez kartki lub sms'a w telefonie nie kupi nawet chleba i masła.

6. Idziemy na imprezę rodzinną. Małżonek wskakuje w "codzienne" polo. 
- Nie możesz ubrać czegoś wykwintniejszego? 
- Czemu? To wybierz mi coś, bo ja nie wiem. 
Prywatna stylistka. Szkoda, że darmowa ;) 

7. Odwrotna sytuacja.. Sam nie pomoże z wyborem i rozmowy często przebiegaja tak : 

ona : w ktorej bluzce mi lepiej?

on: a w ktorej sie lepiej czujesz?
ona : w obu sie czuje tak samo, w ktorej podobam ci się bardziej?
on: a ty ktora wolisz?
ona: nie chodzi o to, ktora ja wole, tylko o to, w ktorej TOBIE sie bardziej podobam.
on: w obu mi sie podobasz...


8. Nadużywanie słów : "Niebawem" i "Kiedyś".
Kiedy powiesisz suszarkę w łazience? Kiedy naprawisz cieknący kran? 
Szkoda, że nie mamy magicznej różdżki. Czary mary i gotowe. 

A Was co denerwuje w Waszych Mężczyznach? 


lipca 26, 2016

Sandałki na dwór i do przedszkola, które warte są Twojej uwagi.

Sandałki na dwór i do przedszkola, które warte są Twojej uwagi.
Chyba każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Każda z nas dba o Jego zdrowie, o prawidłowy rozwój. Dlatego nasze wybory zakupów (najczęściej) są przemyślane. Czytamy, pytamy i doszukujemy się informacji o produktach po które chcemy sięgnąć. 
Bartek to żywioł. Ciągle w biegu. Jego obuwie musi być elastyczne, wytrzymałe. Musi przepuszczać powietrze, aby nóżka się nie pociła. No i fajnie jest, jeśli z Jego ust pada :




" Fajne są, podobają mi się!". Wtedy już pełnia szczęścia. 



















Buciki Postęp Plus to najzdrowsze buciki polskiego producenta. Ich design jest zarazem elegancki i prosty. Buciki posiadają odpowiedni kształt przedniej części i odpowiednią wysokość czubka, dzięki czemu nie ograniczają ruchu paluszków. Wysoka cholewka usztywnia staw skokowy, co świetnie sprawdza się właśnie u dzieci aktywnych, bo zapobiega wykręcaniu nóżek. 



















Nasze sandałki będą idealne do przedszkola. Banalnie proste zapięcia na rzepy wspomogą naukę samodzielności naszego Malucha. 



Butki są leciutkie na tyle, że nawet nie przeważają huśtawki :) 























Elegancko dopasowują się do stópki. 

Sandałki produkowane są ze skór naturalnych licowych i typu „nubuk” na spodach gotowych i spodach typu „Styrogum”. Wnętrze wykończone podszewką skórzaną



Firma Postęp Plus posiada w swojej ofercie nie tylko sandałki, ale i trzewiki i buciki wiosenne w pięknych kolorach zarówno dla małych księżniczek, jak i bohaterskich rycerzy. Sprawdźcie gdzie możecie kupić dla swoich dzieci te świetne buciki KLIK  bardzo ważne jest dobre i osobiste dobranie bucików. Nasze są jeszcze odrobinkę za duże, ale do września spokojnie stópka sobie urośnie.Pamiętajcie, że buciki Dziecka nie mogą być dłuższe niż 0,5 cm od stópki.




Bartkowe sandałki tak spodobały się Lunce, że postanowiła, że nikomu ich nie odda ;)



A Wam jak się podobają? :)) 



lipca 25, 2016

Kalafior curry z ryżem i wędzonym łososiem.

Kalafior curry z ryżem i wędzonym łososiem.
Miałam ochotę na kalafiora. W łapki wpadł mi przepis, który już dawno chciałam wypróbować! 

Lista zakupów : 
  • 1 kalafior
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki masła
  • 1 łyżka curry
  • sól
  • pieprz
  • 1 torebka ryżu naturalnego
  • 200 g wędzonego łososia
  • koperek lub natka pietruszki do posypnia
  1. Ryż ugotuj. Kalafior myjemy, dzielimy na małe różyczki i wrzucamy do lekko osolonej gotującej się wody. Gotujemy na półmiękko i odcedzamy.
  2. Na głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę. Dodajemy pokrojoną drobno cebulę. Szklimy 5 minut. Dodajemy drobno posiekany czosnek i curry, mieszamy i smażymy chwilkę. Następnie dodajemy masło, a po jego rozpuszczeniu kalafior, mieszamy i smażymy około 5 minut. Następnie dodajemy ryż i smażymy kolejne 3 minuty. Na końcu dodajemy rozdrobnionego wędzonego łososia, przyprawiamy pieprzem i ewentualnie odrobiną soli (nie za dużo, ponieważ łosoś jest słony). Mieszamy i wykładamy na talerze obsypując natką lub listkami kolendry.

zeszklona cebulka z curry.


marchewka dodana do innego dania ;)



wędzony łosoś.





Smacznego! Dajcie znać jak Wam smakowało :) 


lipca 18, 2016

- Nie dziękuję, on tego nie jada - czyli o tym jak zabieram dzieciństwo swojemu dziecku.

- Nie dziękuję, on tego nie jada - czyli o tym jak zabieram dzieciństwo swojemu dziecku.
Ciąża zwykle jest pięknym okresem. 
Dla mnie była, do momentu kiedy nie usłyszałam, że mam cukrzycę ciążową. 
Mój stan błogosławiony stał się koszmarem sennym, bo zaczęłam drżeć o zdrowie mojego Groszka. Na każdym usg obawiałam się o to, ile Okruszek przybrał, a kiedy usłyszałam termin "podejrzenie makrosomii płodu" mimo katowania się dietą, zwracania uwagi na ilość węglowodanów w każdym posiłku byłam kłębkiem nerwów. 
Na szczęście Barti urodził się z wagą całkowicie normalną : 3650 gram i był idealnie proporcjonalny.

To właśnie w tym trudnym okresie weszło mi w krew zwracanie uwagi na etykietki kupowanych produktów. 
Jogurty, soki w kartonie, wszelkie desery w tubkach - ZAWSZE sprawdzam ile zawierają węglowodanów i jaki mają skład. Czy nie zawierają jakiś ulepszaczy, barwników, konserwantów. 
To nie jest psychoza. Po prostu dbam o to co podaje mojemu Dziecku. Dlaczego? 

 Bo mogę.
Jeszcze mogę i jeszcze mam na to wpływ. Okres od niemowlęctwa do wczesnoszkolnego jest dla naszych dzieci bardzo ważny. To wtedy kształtujemy ich pogląd na jedzenie, ich nawyki. Jeśli w domu pije się tylko gazowane, kolorowe napoje - wiadomo, że dziecko nie będzie piło wody, 100% soków. 

Jeśli rodzice nie lubią kasz, płatków owsianych i nie jadają ich - oczywiste, że dziecko nie poznając ich smaku nie będzie ich jadło. 

Na naszym weekendowym wyjeździe Bartek został dwukrotnie poczęstowany słodyczami,
których nie jada. Odmówiłam w Jego imieniu, mimo że nie byłam zapytana o to czy Bartek może to zjeść. Kiedy ja chcę poczęstować czymś obce dziecko najpierw pytam czy może ono to zjeść. Liczę się z tym, że może ma alergię (na mleko, czekoladę itd.) lub po prostu własnie jak moj syn - nie jada tego typu przekąsek. 

Zachwycam się zdjęciami z naszego biwaku, bo pokazują one jak idealne proporcje w pasie ma Młody. Wiem, że to w dużej mierze moja zasługa. Ale Misia też, bo dzięki mojemu pilnowaniu tego - Mały przyzwyczaił się, kiedy zabraniam zjeść Mu mambę czy piankę YoYo. 
Nie protestuje tupiąc nogami. W zamian dostanie herbatnika czy loda raz na jakiś czas. 
I dlatego jestem z Niego bardzo dumna. 


Nie wydaje mi się, że krzywdzę Go swoimi decyzjami. Nie ma też przez to gorszego dzieciństwa, bo ilość przybranych kilogramów nie jest wyznacznikiem radości. 
Robię to dla Jego dobra, sama mam sporo zbędnych kilogramów, na które pracowałam przez całe dzieciństwo. Nikt nie liczył ile zjem węglowodanów w kolejnej Princessie czy czekoladowym Grześku. A dziś zmagam się z zaleczoną niedoczynnością tarczycy i balansującym na granicy poziomie cukru. Nie chcę, żeby mój syn musiał wysłuchiwać że jest gruby, żeby miał zadyszkę po przebiegnięciu boiska podczas wf-u. 
Dlatego dziwi mnie, że mój sprzeciw podczas częstowania, często jest karcony wzrokiem rodziców. Nasze dzieci zdążą się jeszcze najeść chemii przez całe życie, dlatego póki mogę decydować o tym co je Bartosz i w jakich ilościach zamierzam z tego korzystać. 





Jak widać po zdjęciach - wyjazd bardzo udany :) 



lipca 14, 2016

Moja wymarzona kuchnia..

Moja wymarzona kuchnia..
Gdybym wygrała jakimś cudem sporą torbę pieniędzy zrobiłabym remont mieszkania.
O ile remont przedpokoju nie jest jakimś mega ciekawym materiałem.. tak kuchni już owszem.
Lubię spędzać w niej czas, o ile mam go w nadmiarze.. Lubię gotować, piec i eksperymentować. 

Zawsze marzyła mi się jasna kuchnia, z wyspą na środku i możliwością wypicia kawy tuż obok blatów roboczych. I mnóstwo schowków. Na pierdołki. 

Oto jak wygląda kuchnia moich marzeń ..








źródła obrazków : 
https://pl.pinterest.com/

A jak wygląda Twoja kuchnia ze snów? 









lipca 11, 2016

Sorry, nie chcę być taka.

Sorry, nie chcę być taka.
Kiedy byłam dzieckiem moje życie dość drastycznie mnie doświadczało. Na tyle drastycznie, że mój umysł wyparł z pamięci tak wiele wspomnień, że szufladkę opisaną "Dzieciństwo" domykam z łatwością. Niewiele w niej. Tak jest lepiej. Szybko przyzwyczaiłam się, że zostałam tylko z mamą. To Ona była moim całym światem, to z Nią rozmawiałam na wszystkie tematy, opłakiwałam nieszczęśliwe miłości, które miały być na całe życie. 
To dzięki Niej nauczyłam się, że kobiety powinny potrafić poradzić sobie z wkręceniem śruby czy kładzeniem tapet. Była moim wzorem. Kobieta, która rozwodzi się i radzi sobie z tym, bo ma świadomość, że musi ogarnąć siebie i małoletnie dzieci. 

Kiedy przygotowywałam się do ślubu - nie było Jej przy mnie. Jeździłam szukając sukienki bez ukochanej mamy, która sfochowała się, bo nie zaprosiłam na poślubny obiad jej wówczas jeszcze niedoszłych teściów {rodziców partnera}. Nie pomogły tłumaczenia, że zapraszamy tylko najbliższą rodzinę, bo na więcej nas nie stać. 

Kiedy chodziłam w ciąży wspierała mnie. Warunki na patologii choć ciężkie, dzięki Jej znajomościom zrobiły się przystępne. I fakt, że mogła wejść do mnie tuż po porodzie.. Kiedy inne dziewczyny musiały radzić sobie ze wszystkim same.. Ja obolała, zakrwawiona po kostki.. Tu jestem jej wdzięczna. Mimo trudności i kilku wymian zdań - sprostała byciu pomocną. 
źródło

Kiedy urodził się Bartosz pierwsza górka pojawiła się już na chrzcinach. Znów jakieś niepotrzebne fochy. Nie wiem czy przyznają jakieś kategorie i odznaczenia za to, jeśli tak - moja mama powinna zdecydowanie je otrzymać. 

Druga górka była już po roku, w maju, kiedy udało nam się znaleźć tanią ofertę wyjazdu na weekend do Olsztyna. Mama miała nas odebrać. 
Hotel tuż przy jeziorze, więc nie zważając na fakt, że nasze dziecko jest zmęczone (wyrobiony rytm dnia) i musi się zdrzemnąć w drodze, w aucie.. Mama musiała zjeść bułeczkę z widokiem na jezioro. 

Przez te wszystkie lata starałam się ogarnąć swoim małym rozumkiem to, dlaczego zachowuje się tak w stosunku do mnie. Dlaczego wymusza łzy i próbuje wywołać we mnie poczucie winy, nawet jeśli nic nie zrobiłam (nie czuje się niczemu winna). Kiedyś nie potrafiłam brać tego na klatę. Siedziałam w kącie i płakałam. 
Nasze codzienne, kilkakrotne telefony od kilku dni milczą. Znów jest etap focha, ale tego cięższego kalibru. 
Znów nic nie zrobiłam, a nie.. przepraszam.. Przyjechałam w zeszły poniedziałek po Lunę (naszego psa) i nazbierałam owoców dla Bartka po czym po 3h wracaliśmy do domu. Byliśmy za krótko. To nic, że w domu czekała sterta prania a my byliśmy po podróży (bo w niedzielę wracaliśmy z pikniku i marzył nam się odpoczynek w poniedziałek). Powinniśmy siedzieć tam 6h i patrzeć na matczyne muchy w nosie, które nie wiedzieć czemu zagnieździły się tam już podczas naszego pobytu. 

Przykro jest słyszeć od własnej matki, że mój syn mi się odpłaci. Za kilka lat będzie traktował mnie tak samo. 
Tylko niby jak? 
Nigdy nie usłyszałam z Jej ust "Przepraszam, masz rację, to moja wina". 
Nigdy mnie nie przeprosiła, nawet jeśli jakakolwiek wina była po Jej stronie. Zawsze ja wyciągałam pierwsza rękę, zawsze ja udawałam, że nic się nie stało mimo, że czułam żal o to, że znów mnie potraktowała jak małe dziecko, nie jak 30 letnią córkę, która ma własne życie, męża, syna, dom o który musi zadbać i często ostatnio nie ma siły na nic. Szczególnie na to, by wieść jakiekolwiek spory o rzeczy, które są nieistotne, lub których w ogóle nie ma. 

Brakuje mi mamy na której mogę polegać ZAWSZE, która rozumie mnie bez słów i która nie wymaga ode mnie więcej niż od samej siebie. Takiej, która nie strzela fochów jak 15-latka. 

Nie tak wyobrażałam sobie dorosłe życie i nasze relacje. 
Nie chcę być taka dla swojego syna i mam nadzieję, że nie będę.




Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger