czerwca 06, 2016

Gdynia - gdzie warto / nie warto coś zjeść.

W Sobotę wybraliśmy się z Tatulinem na obiad. 
Częściowo z okazji naszej zaległej rocznicy ślubu, częściowo dlatego, żeby odsapnąć, bo dawno nigdzie nie byliśmy sami. 

Miałam możliwość wyboru i postawiłam na "Nowoczesną restaurację europejską" bliżej. 
Powiem Wam szczerze, że sama nie wiem co Wam napisać. Restauracja zachwyca wizualnie, bo jest dość nietypowo skonstruowana. Na dole jest kuchnia, a na piętro wchodzi się do dość małej sali, w której jest kilka stolików i bar. Pierwsze co was uderzy, to fakt braku klimatyzacji. Sala jest cała oszklona, przez co w lato możecie poczuć się jak na saunie. 


Nie zrażamy się. Ludzi jest sporo, więc może chociaż wyjdą obronną ręką dzięki pysznym posiłkom? 
Siadamy, a właściwie zatapiamy się w kanapo-fotelach. Wygodnie. Ale pod warunkiem, że nie będziesz tam jeść. Bo możesz się zakrztusić. Na leżąco się nie je. Siadam więc na rogu leżanki. Tatulin też siada i pod nogami wypada mu kontakt z gniazdka. Ups. Pani kelnerka zapewnia, że nie kopnie go prąd.

Dostajemy do rąk kartki z pozaginanymi rogami, spięte jak scenariusz. Warto by było je zalaminować, wtedy nie wyglądałyby jak ścierki do podłogi. 




Obok nas siedzą dwie pary. Jedna starsza, jedna młodsza - pani w ciąży. 
Starsza nawołuje kelnerkę i słyszę jak mówi, że jej kurczak jest niedosmażony. 

Tracimy nadzieję. 
Przeglądamy menu i zamawiamy. 

Moje kieszonki z indyka są smaczne, tylko strasznie suche. Zapijam mega pyszną lemoniadą. 



Męża makaron z podgrzybkami w sosie są bardzo smaczne, ale i tak zapijam, bo lemoniada smakuje jak żadna inna. 





Przeżyliśmy, nie bolał brzuch. Ceny są znośne i jedzenie smaczne - warte swojej ceny, ale niestety minusów jest więcej i w moim odczuciu - nie chcę tam wracać...
No chyba, że na kufelek lemoniady wypity na dolnym poziomie, na świeżym powietrzu, na leżaczkach. 




1 komentarz:

Mamuta pisze...

Prawie czuje smak lemoniady w ustach :D Smaka mi narobiłaś :D

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger