czerwca 27, 2016

Skrawki moich myśli.

Skrawki moich myśli.
Poniedziałek po przymusowym urlopie zaliczony. Zawsze kiedy idę na poranny spacer z Młodą, nad morze jest tak cicho i przyjemnie. Siadam na ławce i zapatruje się na fale i łabędzie. Uwielbiam tam przychodzić tak wcześnie. Mam czas, żeby zebrać myśli, naładować baterie na cały dzień. To właściwie lepsze niż kawa. Orzeźwia i stawia na nogi. 

*** 

Ostatni weekend był trudny. Odbyliśmy kolejną rozmowę na istotny dla mnie temat. Skończyło się jak zawsze. Uderzam głową w betonowy mur. Cokolwiek bym nie zrobiła i tak, zawsze wszystko rozbija się o brak mojej stabilnej pracy. Ja wiem, że to ważne, ale nie najważniejsze. Ludzie żyją w trudniejszych warunkach i dają sobie świetnie radę. Kochają się i wspierają. A u nas nie ma niczego. Ani pełnego po brzegi portfela, ani miłości ani wsparcia. I to jest właśnie najgorsze. Zawsze myślałam, ba... wierzyłam naiwnie, że miłość nie polega na tym, żeby patrzeć na siebie, tylko na tym, żeby patrzeć razem w jednym kierunku. A my patrzymy w zupełnie różnych. Te rozbieżności stają się coraz dokuczliwsze. 

*** 

Kiedyś miałam mamę i tatę. Potem zaczęło się psuć. Zaczęłam uczestniczyć w kłótniach, słuchałam jak ojciec wykrzykuje się na mamę. Bałam się. Zaczęłam miewać szumy w uszach na tle nerwowym. 

Obiecałam sobie, że moje dziecko nigdy nie będzie uczestnikiem takich sytuacji. 
A wczorajsze słowa mojego Maluszka odbijają się mi do dziś echem... "Mamo, a dlaczego tatuś na Ciebie krzyczał?". On tak wiele rozumie, i chociaż staram się odpowiadać Mu na wszystkie pytania z cyklu "A dlaczego... ?" , na to nie potrafiłam odpowiedzieć. 

***

Siedziałam dziś na tej ławce, tuż przy molo. Popołudniem spacerowało tam mnóstwo ludzi. Boleśnie patrzy sie na uśmiechnięte, radosne twarze zakochanych. Za każdym razem kiedy odczuwam to kłucie, mam ochotę wskoczyć w jakieś krzaki żeby nie wystawiać zapłakanej facjaty na widok publiczny. 
Szlag by to wszystko strzelił. Nie tak sobie to wyobrażałam. Nie tego chciałam dla swojego dziecka. 

***

Wracam do domu i biegnę po Misia. Ostatnio uwielbiam kiedy mocno chwyta swoimi rączkami moją szyję i przytula. Brak mi tego, a Jego ramiona mają magiczną moc przeganiania smutków. Są jak magiczne obręcze, które zostawiają poświatę bezpieczeństwa, przez którą nie przedostaną się smutkowe potworki. 




czerwca 23, 2016

Drogi Tato.

Drogi Tato.
Mam aktualnie trochę ponad trzy lata, więc nie mogę za wiele powiedzieć o tym co i ile razem przeszliśmy. Wszystkie nasze wspomnienia skrupulatnie zachowuje mama na zdjęciach, wpisach w moim kalendarzu. I chociaż twierdzisz, że czasem to bez sensu, ja myślę że fajnie będzie za kilka lat usiąść koło siebie i przeglądając nasze fotografie przypomnieć sobie te chwile. 

Mama mówi, że kiedy dowiedziałeś się, że zamieszkałem w brzuchu u niej powiedziałeś : 
- "No coś Ty? Ale beka!" - ciężko zapomnieć tak radosne słowa, w końcu byłem Waszym wyczekanym Groszkiem. 


Nasze spotkanie po porodzie było dość krótkie, ale słowa, które wypowiedziałeś kiedy mnie ujrzałeś, też zapadają w pamięć : 
- "Czy to na pewno mój syn? Bo taki ładny" - do dziś nie skąpię wszak urodą i często zachwycają się chociaż by moją blond czupryną i rumianymi od słońca policzkami. 

Kiedy po tygodniu przymusowego pobytu w szpitalu, po porodzie w końcu mogłeś wziąć mnie w ramiona, w mamy głowie znów włączył się guziczek nagrywania. 





Teraz kiedy jestem już nieco starszy lubię pograć z Tobą w piłkę i obejrzeć mecz (ale tylko taki w którym gra nasza reprezentacja). 
Chętnie bawię się też z Tobą autami i czytamy wspólnie ulubione książki o Strażaku Sam'ie i Psim Patrolu. 
Chociaż czasem jestem nie posłuszny i zdarza Ci się na mnie podnieść głos, potrafisz mnie rozśmieszyć do granic wytrzymałości !



Lubię kiedy wspólnie z mamą jeździmy na wycieczki
 i kiedy wychodzimy na swoje męskie spacery do lasu, z Lunką. 

Jesteś fajnym Tatą. Moim Tatą.











 

czerwca 21, 2016

Król na TRONIE.

Król na TRONIE.
Jakiś czas temu otrzymaliśmy na testy tron od firmy Maltex baby
Ucieszyliśmy się, bo odkąd na działce zainstalowany został turystyczny kibelek i Barti nurkował w nim pupą miałam obawy co do Jego edukacji samodzielności w tej kwestii. 
Na szczęście nie miał żadnej traumy i nadal chętnie sam korzysta z toalety, a tron na działce sprawuje się świetnie. 






















Tron jest bagatelnie prostym do złożenia urządzeniem. 


Trzy elementy, z którymi poradzi sobie każdy Bohater swojego domu i to nawet bez instrukcji. Schody zaczną się nieco dalej.. 




W środku tronu instalujemy zbiorniczek do którego dziecko siusia i który ułatwia nam utrzymanie go w czystości. Rzekomo tak właśnie jest.

U nas jednak pojawił się pewien, dość nie przyjemny psikus. 

Mianowicie trony jak wspominałam mamy dwa. Jeden został na działce, gdzie pośród ciężkiej, fizycznej pracy naszego potomka warto znaleźć czas na posiedzenie w ciszy i samotności. Bartowi bardzo przypadł do gustu fakt, że może sam zadbać o porządek i czystość swojego kibelka. 

Może, jeśli nakładka na przedniej części nie jest nałożona, bo jeśli jest : 
a) ma trudność z siadaniem na niego - odrapał sobie skórkę na nogach, bo rogi są dość ostre. {Mówił, że go nie chce, bo boli}. 
b) klapa nocnika się nie domyka jeśli jest osłonka

 

c) jeśli jest oslonka nie wyciągniesz zbiorniczka, musisz ją ściągnąć i dopiero wówczas można go wysunąć. Jest to dość kłopotliwe przy codziennym używaniu. 

Wracając do naszego nieprzyjemnego psikusa.


Barti szybko załapał jak należy obsługiwać cały system sikam-podciągam-wylewam ze zbiorniczka-wkładam - zamykam deskę. Jednak w naszym tronie domowym coś "nie styka". Próbowałam i z niewygodną nasadko-osłonką i bez, jednak nic się nie zmieniło problem pozostał.




Po każdym załatwieniu na dnie, pod zbiorniczkiem zostaje mokry, wyraźny ślad z którym synek już sobie nie poradzi. 


Trzeba brać i myć cały tron, ba! co gorsza jeśli nie zauważę że mały był w łazience bo poszedł sam, po cichu i moczu będzie tyle, że wypłynie już tyłem. 



Nie wiem czym jest spowodowana ta sytuacja. Próbowałam rozwikłać ją z Maltex'em, ale niestety sprawa zawisła w próżni, więc dziele się z Wami rzetelną recenzja naszego użytkowania. Jeden TRON nie zostawia śladów i działa bez zarzutu, drugi - domowy - niestety nie przez co zrezygnowaliśmy z jego użytkowania i wróciliśmy do normalnego, dorosłego sedesu. A szkoda, bo mały bardzo się nastawił na swój domowy TRON dla króla. 


                                   


czerwca 20, 2016

Biwak z Młodym.

Biwak z Młodym.
Jakiś czas temu zgłosiłam się na imprezę blogerską. Impreza dość nietypowa w swej prostocie, ale strasznie zachęcająca. Otóż Piknik z blogującą Mamą. Pomijając fakt, że poznam w końcu na żywo wiele wspaniałych blogerek, które podczytuję, to czeka nas 
a) dłuższa wyprawa pociągiem (3h)
b) dwie noce w namiocie. 
Biorąc pod uwagę to, jakim nieśpiącym Dzieckiem jest Barti, mam trochę obaw - wiadomo, ale liczę, że całodzienne atrakcje i świeże powietrze sprawią, że będzie padał wieczorami jak kawka. 

Jako że jestem perfekcjonistką lubię mieć pewność, że zadbałam o wszystko, a aby tego dokonać zawsze i na każdy wyjazd pakuję się z duuuużym wyprzedzeniem. Mój małżonek się ze mnie zawsze śmieje, ale szczerze... mam to w nosie. 
Każde pakowanie jest na mojej głowie, więc aby wszystko perfekcyjnie ogarnąć muszę robić to z dość dużym zalążkiem czasowym. 

Strach się przyznać, ale nigdy nie byłam pod namiotem. Ba! sama nigdy nie byłam, a teraz nie dość, że ja pierwszy raz, to jeszcze z rozbrykanym trzy latkiem :) 
No, to będzie zabawa, co nie? :) 

Ale przejdźmy do sedna sprawy. Prócz podstawowych zestawów odzieży zamierzam spakować podstawową apteczkę i środki na kleszcze/komary i kremy z filtrem (bo liczę na upał).
Kalosze, trampki, sandały co by nie zaskoczyła nas żadna pogoda ;) 

Zestaw plastikowych naczyń, sztućców, wilgotne chusteczki, latarki z bateriami, scyzoryk, worki na śmieci, ściereczki do rąk. Pojemniczków plastikowych mam, więc weźmiemy jakiś zapas przekąsek, dla Młodego musy w tubkach. 

A może Wy macie jakieś dobre rady na 3 dniowy biwak? Chętnie poczytam! 


czerwca 16, 2016

Doświadcz i poczuj to Maluchu.

Doświadcz i poczuj to Maluchu.
Jakich sytuacji powinno doświadczyć Twoje dziecko w ciągu pierwszych sześciu lat życia? Czego powinno się nauczyć i z czym zetknąć? Bardzo fajna i ważna rozpiska. Jak dla mnie do wydrukowania i powieszenia na lodówce. Warto odznaczać i stykać dziecko z tymi sytuacjami, aby pokazać Mu różnorodność uczuć z którymi będzie miał do czynienia. 

1. Odczuwać własną obecność jako coś dobrego. 

Cieszmy się swoja obecnością, chwilami tylko dla siebie. Bez telefonów, laptopów. Tylko my - rodzice i nasza pociecha. Niech wie, że dobrze nam razem.

2. Chcieć wygrywać i nauczyć się przegrywać. 
Stawiajmy dziecku zadania którym sprosta, dostosowane do Jego wieku. Grajmy w gry planszowe, które uczą mądrej rywalizacji i pokonajmy czasem naszego Smyka. Wytłumaczmy, że nie zawsze jest się pierwszym i liczy się dobra zabawa. 

3. Nauczyć się rozróżniać swoje uczucia. Nie mylić głodu z gniewem, smutku ze zmęczeniem. Potrafić je wyrażać i nazywać.

4. Potrafić panować nad ciałem, wystawiać je na próby w wodzie i na huśtawce. Skakać z drabinek i wspinać się na wysokości. Pokonywać kolejne przeszkody i słabości.

5. Ulepić bałwana, zbudować zamek z piasku i tamę na strumieniu. 

6. Poznać podstawy sztuki kulinarnej. Asystować przy mieszaniu, krojeniu, miksowaniu. Rozumieć różnice między chrupiące a przypalone. 

7. Nocować u kolegi. Poznać zwyczaje innych rodzin, zaznajomić się z nimi i porównać ze zwyczajami panującymi we własnej rodzinie. 

8. Odczuć, że świat się zmienił. Zrozumieć, że kiedyś było inaczej, że babcia dorastała w innych czasach. Odwiedzić muzea, obejrzeć film dokumentalny o dawnych, trudniejszych czasach. 

9. Spotkać mistrza, eksperta, znawcę swej dziedziny. Pracować pod jego okiem i cieszyć się ze swoich sukcesów. 

10. Odczuwać dumę i radość z bycia dzieckiem. Szczęśliwym dzieckiem kochających rodziców. 


czerwca 14, 2016

Parki dinozaurów, które warto odwiedzić z dzieckiem.

Parki dinozaurów, które warto odwiedzić z dzieckiem.
Jako iż zostałam obdarzona potomkiem płci męskiej szukam różnorakich rozrywek, które przypadną do gustu mojemu małemu tarzanowi. Bartek jest typem dziecka, który musi się porządnie wybiegać, wyskakać, wyszaleć przez duże "W". I nie ukrywam cieszy mnie to. Nie stoję nad nim z trzęsącymi nogami, tylko dopinguje i uśmiecham się kiedy zeskakuje z coraz to wyższych szczebli drabinki, na rozgrzany piasek na plaży. 
Lubię Go obserwować. Lubię, kiedy w Jego małej głowie rodzą się pomysły na nowe wykorzystanie zwykłych dziecięcych urządzeń na placu zabaw. 


Zaraz wakacje i chociaż nam pewnie fundusze nie pozwolą odwiedzić całego grona miejsc z atrakcjami w całej Polsce, przygotowałam dla Was małą ściągawkę. 
Ściągawkę miejsc do których naprawdę warto zajrzeć jeśli macie w domu małego ciekawskiego chłopca. Na pierwszy ogień idą : 


DINOPARKI.

Odnoszę wrażenie, że Parki z tymi prehistorycznymi gadami powstają jak grzyby po deszczu. Nie ukrywajmy, że fajna sprawa. Wielkie ruchome dinozaury i owady zapewnią Wam dawkę porządnej adrenaliny. Najmłodszym na pewno spodoba się park bajek i stworzeń wodnych. Co więcej można pobawić się w odkrywcę i samemu wykopać dinozaura ze skały - Wow! 

ZATORLAND bo o nim mowa powyżej, to największy w Polsce Park z ruchomymi dinozaurami, wchodząc na jego stronę www. mam problem z kolejnością tego co chciałabym zobaczyć i się dowiedzieć. 




źródło zdjęć : KLIK

Wygląda super, nie? Aż chciałoby się jechać od razu..

Drugi Park Dinusiowatych znajduje się w Bałtowie. 
Do obejrzenia w JURA PARK'U macie ponad 100 modeli o naturalnej wielkości. 
Park mieści się na terenie Bałtowskiego Kompleksu Turystycznego i prócz odwiedzenia Gadów, można spędzić fajnie czas na wyczesanych placach zabaw.









Trzeci Park mieści się w Łebie. Prócz standardowych modeli znajdziecie tam też dinokino oraz możecie wziąć udział w warsztatach lepienia z gliny. 




Prócz standardowego spaceru możemy też popływać łódko-podobnym czymś i pojeździć w pojeździe Flinstonów! Wypas, co? :)






Te trzy Parki Dinozaurów to jedne z największych i najbardziej polecanych. Jak wspominałam, zdaje sobie sprawę, że jest ich dużo więcej. I fajnie, wydaje mi się, że takie miejsca są potrzebne i odwiedzenie ich sprawia dużo radości nie tylko dzieciakom :) 










czerwca 12, 2016

Spowiedź przed 30-tką.

Spowiedź przed 30-tką.
Z założenia nie lubię robić list i notatek. Jedyna, którą lubię to lista zakupów, im dłuższa tym ciekawiej. Jestem typem kobiety, która lubi robić zakupy począwszy od tych spożywczych po zoologiczne (tylko butów nie lubię kupować, bo zawsze mam problem z wyborem i kończy sie na balerinkach, lub trampkach).

Czas zleciał okropnie szybko i takim sposobem ja - matka 3 letniego Bąka dokładnie za 7 miesięcy, będę 1 dzień po 30-tych urodzinach. Powiedzieć Wam coś szczerze? Boli mnie to okropnie. Mam taką zadrę, że nie udało mi się zrobić tak wielu rzeczy, a ta trójka z przodu to taki kolejny most. Kolejna zamknięta bramka, zza której nie ma powrotu. 

Więc jak przy konfesjonale przyznaje się, że nie zdążyłam i nie zdąże : 

1. Nigdy nie byłam na samotnych wakacjach. Powiem Wam, że tydzień z koleżanką w jakiś ciepłych krajach nastawiłby mnie do wszystkiego pozytywniej. Męża nie zabiorę, bo nie lubi temperatury powyżej 30 stopni. 

2. Nie obejrzałam i nie obejrzę Sagi Gwiezdnych Wojen. 
Małżon niejednokrotnie mnie namawiał. Nie zdzierżam. Po prostu nie mój klimat.

3. Nie zrobiłam prawa jazdy. 
Odnalazłabym się na fotelu kierowcy, ale wychodzę z założenia, że samochód - owszem - jest wygodnym środkiem transportu dopóki nie trzeba wydać kilku stówek w warsztacie, kiedy coś się popsuje. 

4. Wydać fortuny na buty czy torebkę. 
Mimo, że aktualnie odkuwamy się od dna wciąż obracam w dłoni każdą dychę kilka razy. Nie potrafię wejść do Reserved czy Tkmax'a i kupić sobie torebki za 80 zł ot tak. 

5. Polecieć samolotem.
Chciałoby się. Chociaż do Krakowa na wycieczkę. 
mam nadzieję, że ja go nie dostanę...

6. Skreślić chociaż 4-kę w totka.
Jak była ta wysoka kumulacja to próbowałam, bo mówią że mam szczęście. Ale chyba mnie opuściło, bo jakoś nawet trójki nie wytypowałam prawidłowo.

7. Zrzucić zbędne kilogramy. 
Chociaż dzielnie walczę (ostatnio zaczęłam jeździć na rolkach) idzie mi to bardzo opornie. Wątpię czy te 7 miesięcy jakoś diametralnie wpłynie na cyferki na wadze. 

8. Polubić bieganie. 
Podziwiam ludzi, którzy codziennie rano, nie zważając na warunki atmosferyczne wychodzą i biegają. Mnie raz, że to strasznie nudzi, dwa bolą mnie kolana. Dlatego wolę rolki :)

9. Kochać się na plaży przy wschodzie słońca.
Eeeee... Ostatnio zapominam co się czuje przy tym w łóżku, a co dopiero plaża? Wschód słońca? Jaaaaaaasne.

10. Skoczyć na bungee. 
Skoczyłabym. Aczkolwiek chęć pewnie minęłaby mi kiedy stanęłabym na krawędzi. Ewentualnie musiałabym skakać nad wodą, co by mieć na co zrzucić fakt mokrych spodni ;)

11. Zrobić sobie tatuaż.
Marzy mi się coś właśnie na 30-kę. Więc w sumie jeszcze nie wszystko stracone ;)

12. Zabrać Młodego na zagraniczne wakacje. 
Tu nie będę się rozwijać. Samej nie da się po prostu ogarnąć pewnych rzeczy..

13. Wyspać się.
Ostatnio pobudki w granicach 6-7.00 a wieczorami zawsze mam coś do zrobienia, więc o wcześniejszym położeniu się - nie ma mowy. 

14. Nie zajdę w drugą ciążę i nie urodzę drugiego Dziecka.
Tak, mój syn będzie jedynakiem, a ja nigdy nie skreślę tego punktu z listy moich marzeń. Tej, której nie sporządziłam i nie sporządzę, co by się nie pogrążyć. 

Mówi się, że życie kobiety zaczyna się po 30-stce. Ciekawe czy to prawda?
A Ty czego nie zdążyłaś zrobić przed 30-ką?

czerwca 10, 2016

Jak przeżyć zakupy razem z Dzieckiem w supermarkecie?

Jak przeżyć zakupy razem z Dzieckiem w supermarkecie?
Chodzicie z dziećmi do dużych sklepów typu Biedronka czy Auchan? Zdarza się, że wychodzicie z niego mokrzy i zestresowani jak po egzaminie maturalnym? Mam dla Was kilka wskazówek jak sobie poradzić na tego typu wycieczce. Ja chodzę z Młodym bardzo często i doszliśmy już niemal do perfekcji.

1. Planowanie z wyprzedzeniem.
Jeśli idę z Bartkiem nie liczę na swoją pamięć. Ciągłe zatrzymywanie się przy stoiskach i sto pytań padających z małej buźki bardzo skutecznie wyprowadza mnie na manowce. Ba - wyprowadzało! Obowiązkowo posiadam listę zakupów. Wchodzę i kupuje to co muszę. 

2. Znajomość topografi marketu.
Kieruję się w odpowiednie miejsca. Lista z mapą powstałą w mojej głowie pozwala mi przejść niemal niepostrzeżenie obok stoisk, przy których Bartka oczka zamieniają się w maślaną bułeczkę, a z Jego ust płynie serenada próśb o kolejną zbyteczną zabawkę. 


3. Jeżeli Wasze dziecko nie jest jeszcze do końca odpieluchowane polecam koniecznie rozejrzeć się gdzie rozmieszczone są toalety. Gdy usłyszysz magiczne "chce siusiu" bądź przygotowany na bieg. Znajomość drogi do łazienki oszczędzi Ci zbędnej paniki. 
4. Przy kasie ustaw się do najkrótszej kolejki. U nas panie kasjerki w Biedronce znają już Młodego i często do Niego zagadują kiedy ja wypakowuje zakupy. 
Jeśli akurat ich nie ma, staram się zaangażować Bartka do pomocy przy wypakowywaniu zakupów na taśmę. Sprawia mu to niebywałą frajdę zwłaszcza kiedy nazywa po kolei wyjmowane rzeczy i przydziela "To dla mamusi", "To dla tatusia". 

5. Nie lubię robić zakupów w większych marketach. Wolę w osiedlowym. W Auchan np. który znajduje się w galerii handlowej po odejściu od kasy czeka na nas milion pułapek. Ciuchcia śpiewająca "Jedzie pociąg z daleka..." , Zygzak, Autko z Minionkiem.. I tu zdarza mi się ulec, zwłaszcza jeśli zakupy poszły dość gładko i nie straciłam dobrego humoru. Więc jest to forma nagrody. 
Jeśli zaś Wam ulotnił się i chcecie ominąć te formy rozrywki postarajcie się wyjść drzwiami najbliżej kas, tak aby nie kusić Malucha, jeśli zaś nie macie wyjścia zajmijcie Dziecko czymś co wyskoczy z Waszej torebki może nowa gazetka, albo podwieczorkowy owoc? :) 

Powodzenia!

czerwca 08, 2016

Gdzie jest hamulec?

Gdzie jest hamulec?
Ostatnie dwa tygodnie w moim / naszym życiu to jakiś kosmos. Totalny armagedon. Mam wrażenie, że wsiadłam do kolejki górskiej i nie mogę się zatrzymać, ba nawet o wysiadce nie ma mowy. Dni przelatują mi tak między palcami, że zastanawiam się kiedy zabraknie mi sił. 



6:30 - często budzę się przed budzikiem, dolegiwuje się jeszcze chwilę, zerkam czy nie przyszła jakaś dobra wiadomość dot. spotkania dla blogerek, i wstaje.
7:24 - pierwszy autobus w drodze do pracy. codziennie mijane te same twarze, równie zaspane jak moje. Codziennie brakuje mi kilku godzin snu, chociaż dzielnie się staram potrzebowałabym się chyba skimać tak od 20 do 10, wtedy bym odżyła. 
8.00 - 15.00. - praca ciężka nie jest, chociaż Mała H. miewa swoje humorki. Większość czasu spędzamy na spacerach, więc mam okazje na dodatkową aktywność fizyczną i na odebranie maili. Do domu wracamy tylko na posiłki i sen. Do południa czas leci wolniej, ale od obiadu już z górki. 
15.03 - autobus powrotny do domu. W sumie biegiem na niego lecę, bo muszę zdążyć inaczej czeka na mnie kilku metrowy korek i będę 15 minut później po Młodego w przedszkolu. 
16.00 - odbieram Misia z placówki i lecimy do domu. Jeśli zjadł obiad (a ostatnio znów niestety nie jada) to idziemy od razu na zakupy lub spędzamy czas na dworze, jeśli nie - zaczynamy od obiadu.
Popołudnie i wieczór spędzam w kuchni na pichceniu obiadu na następny dzień. 
Siadam dopiero koło 19, kiedy Barti kąpie się z tatą i idzie spać. Często o 21 ziewam już jak smok, i padam na twarz, a wciąż tyle mam do zrobienia... 

Każdego dnia marzę sobie o jakimś wyjeździe, o poleżeniu na jakiejś piaszczystej plaży, przy ciepłym morzu. Nabraniu powietrza w całe płuca, strasznie mi się tego chce, a jakiejkolwiek perspektywy czy inicjatywy niespodziankowej od Małżonka brak. Także na marzeniach się kończy - jak zwykle. 

Czy tylko u mnie takie wariactwo ostatnio, czy u Was też? 

czerwca 06, 2016

Gdynia - gdzie warto / nie warto coś zjeść.

Gdynia - gdzie warto / nie warto coś zjeść.
W Sobotę wybraliśmy się z Tatulinem na obiad. 
Częściowo z okazji naszej zaległej rocznicy ślubu, częściowo dlatego, żeby odsapnąć, bo dawno nigdzie nie byliśmy sami. 

Miałam możliwość wyboru i postawiłam na "Nowoczesną restaurację europejską" bliżej. 
Powiem Wam szczerze, że sama nie wiem co Wam napisać. Restauracja zachwyca wizualnie, bo jest dość nietypowo skonstruowana. Na dole jest kuchnia, a na piętro wchodzi się do dość małej sali, w której jest kilka stolików i bar. Pierwsze co was uderzy, to fakt braku klimatyzacji. Sala jest cała oszklona, przez co w lato możecie poczuć się jak na saunie. 


Nie zrażamy się. Ludzi jest sporo, więc może chociaż wyjdą obronną ręką dzięki pysznym posiłkom? 
Siadamy, a właściwie zatapiamy się w kanapo-fotelach. Wygodnie. Ale pod warunkiem, że nie będziesz tam jeść. Bo możesz się zakrztusić. Na leżąco się nie je. Siadam więc na rogu leżanki. Tatulin też siada i pod nogami wypada mu kontakt z gniazdka. Ups. Pani kelnerka zapewnia, że nie kopnie go prąd.

Dostajemy do rąk kartki z pozaginanymi rogami, spięte jak scenariusz. Warto by było je zalaminować, wtedy nie wyglądałyby jak ścierki do podłogi. 




Obok nas siedzą dwie pary. Jedna starsza, jedna młodsza - pani w ciąży. 
Starsza nawołuje kelnerkę i słyszę jak mówi, że jej kurczak jest niedosmażony. 

Tracimy nadzieję. 
Przeglądamy menu i zamawiamy. 

Moje kieszonki z indyka są smaczne, tylko strasznie suche. Zapijam mega pyszną lemoniadą. 



Męża makaron z podgrzybkami w sosie są bardzo smaczne, ale i tak zapijam, bo lemoniada smakuje jak żadna inna. 





Przeżyliśmy, nie bolał brzuch. Ceny są znośne i jedzenie smaczne - warte swojej ceny, ale niestety minusów jest więcej i w moim odczuciu - nie chcę tam wracać...
No chyba, że na kufelek lemoniady wypity na dolnym poziomie, na świeżym powietrzu, na leżaczkach. 




czerwca 02, 2016

Bułeczka z dżemikiem i szkółka z dzwoneczkiem.

Bułeczka z dżemikiem i szkółka z dzwoneczkiem.
Czekam na autobus. Obok mnie rodzina z dwójką dzieci. Jeden chłopczyk nie chodzący na rękach ojca, drugi na oko drugoklasista z plecakiem szkolnym na plecach. Mama stoi obok. Podjeżdża "mój" autobus, wsiadam ja i tata z dziećmi. Mama czeka na kolejny, ale rozmawia z nimi stojąc w drzwiach. 
Mama zwraca się do syna "Sebastianku, mamusia przyjedzie po Ciebie z Alankiem do szkółki, po obiadku, dobrze?" 
Uszy mi zwiędły. 

Zastanawiałam się czy matka robi to świadomie? 
Nigdy nie lubiłam mówić do Bartka takimi zmiękczeniami. Uważam je za "naciągane" i sztuczne. Bułka rzadko była bułeczką, a dżemik jest od zawsze dżemem. Ok, zdrabniajmy ale nie do 9cio letniego dziecka. 

Zdrabnianie często ma zaklinać rzeczywistość. Zmiękczać ją, więc zakładam, że chłopiec nie lubi chodzić do szkoły dlatego stała się ona szkółką. Ładniej brzmi, prawda? 



Podejrzewam, że Młody łyknie od mamusi manierę zdrabniania i też będzie tak mówkał. A potem w szkółce będą się śmieszkać z niego. Ojć! Sorry, ale sami zobaczcie, czy to nie denerwujące? :)

Zdrabnianie zbyt dużej ilości słów może utrwalić w dziecku ich błędne brzmienie. Nazywając rzeczy niewłaściwie (przerabiając je na własne zdrobnienia) możemy wyrobić w dziecku nawyk używania tylko znanego nam języka. Często właśnie w okresie szkolnym, dziecko w grupie rówieśniczej musi zapoznawać się z nowym, właściwym językiem, co bywa dla niego dość frustrujące i może być przyczyną niechęci do placówki. 

Zwracając się do dziecka zbyt długo w języku "pieszczotliwym", dajemy Mu do zrozumienia, że wciąż widzimy w nim maluszka. Może się zdarzyć tak, że Maluch zacznie się cofać w rozwoju i udawać, że faktycznie jest niemowlakiem. 

Oczywiście każdy przypadek jest inny. Wyważona ilość zdrobnień nikomu nie zaszkodzi, ale należy zachować umiar i pozwolić Dziecku na poznawanie jak piękny jest nasz język ojczysty :)

A Wy? Zdrabniacie? 

czerwca 01, 2016

Konkurs z Maltex Baby!

Konkurs z Maltex Baby!
1. Aby wziąć udział w konkursie należy przesłać na adres e-mailowy zaneta.bomba87@gmail.com zdjęcie prezentujące rozwinięcie tematu : „W Dniu Dziecka dla Dziecka” – pokażcie nam, jak spędziliście ten wyjątkowy dzień.
 Podać imię, nazwisko, link do profilu na facebooku (w celu sprawdzenia udostępnienia plakatu) 
2. Należy polubić profil FB organizatora czyli NASZ oraz sponsora Maltex Baby
3. W komentarzu napisać - zrobione!
4. Udostępnić plakat konkursowy na swojej tablicy oraz zaprosić kilku znajomych do zabawy.

Konkurs jest zorganizowany przeze mnie i firmę Maltex Baby i nie jest w żaden sposób związany i sponsorowany przez Facebooka. 
Termin przyjmowania zgłoszeń : 1.06.-7.06.2016.

Nagroda w postaci nakładki sedesowej oraz podnóżka powędruje do autora/autorki najzabawniejszego zdjęcia :) 
Na naszym fanpagu pojawi się galeria nadesłanych przez Was zdjęć, więc wysyłając je zgadzacie się na upublicznienie. 





Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger