maja 26, 2016

Moje macierzyństwo.

Dziś moje małe święto. Na lodówce wisi laurka zrobiona w przedszkolu, a w łóżeczku w drugim pokoju zasypia moje szczęście, mój powód radości i dumy. 

To mój trzeci Dzień Matki. Każdy rok mojego macierzyństwa czegoś mnie uczy, dopisuje do swojej listy nowe sytuacje, które mnie bawią, cieszą i śmieszą. 

Jakie było moje macierzyństwo?
Wymarzone, wyczekane, świadome. Bardzo chciałam zostać mamą, przez niedoczynność tarczycy i inne towarzyszące jej dolegliwości miałam problem z rosnącymi pęcherzykami. A raczej ich brakiem. Biegi na monitoringi cyklu i ta niepewność czy urosło, ile, czy pękło. Nigdy tego nie zapomnę, jak cieszyłam się z każdego mm. 

Przygotowywałam się do niego nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Pogłębiałam swoją wiedzę teoretyczną powiększając swoją biblioteczkę o coraz to nowsze książki i czasopisma dla mam. 

Mimo, że wyczekane, wystarane to było ono totalną niespodzianką. Bo kiedy nadzieja zaczęła zanikać - nagle się udało. Ba! nawet pierwszy zrobiony test był negatywny, dopiero drugi zrobiony tydzień później okazał się tym szczęśliwym. 



Pierwsze spacery z wózkiem totalnie mnie wyciszyły, karmienie piersią dawało mi uczucie totalnego spełnienia w roli matki. Pierwsze słowa, pierwszy ząbek, pierwsze kroki okazały się gwarancją niezapomnianych wspomnień. Często wracam do tych zdjęć i uśmiecham się pod nosem, kiedy widzę małego, szczerbatego brzdąca.



Jakie jest? 
Macierzyństwo zmieniło mój pogląd na wiele rzeczy, sytuacji i ludzi. Nauczyłam się widzieć inaczej, wydoroślałam, bo stałam się odpowiedzialna za małą, kruchą istotkę. Nie tylko za siebie. Musiałam przewartościować swój świat, i ustanowić hierarchię na której czele stanął mój syn. 
Macierzyństwo nadało sens mojemu życiu. Niejednokrotnie miewałam załamania, jako wrażliwa osoba często borykam się z wahaniami nastrojów. Jednak wystarczy kilka chwil zabawy, śmiechu czy przytulańce z moim małym mężczyzną i znów wszystko staje sie prostsze, a problemy tracą na wadze. 
Kocham i jestem kochana. Każda miłość może przeminąć, ale ja czuję się kochana bezgranicznie i bezwarunkowo. Wiem, że jestem Mu potrzebna, moje pocałunki mają magiczną moc, bo odpędzają nocne strachy, ból zbitego kolanka. Miło jest mieć tą świadomość, że jest na świecie ktoś, kto potrzebuje mnie i moich ramion. 



Nie jest łatwe. Zdarzają się trudne momenty, bo jestem tylko człowiekiem. Bywam zmęczona, obolała, marzę o dłuższej chwili ciszy i wyspania się do 10. Ale nie potrafię zrezygnować ze wspólnego weekendu i oddać Go na całe dwa dni do babci. Przecież bym oszalała z nudów. Kto by zadawał mi tysiąc pytań na minutę i wołał osiemset razy "mamooo, przyjdź do mnie"? 

Macierzyństwo to moja życiowa rola i praca na pełen etat. To moja wielka księga, droga którą idę razem z moim Synem. 



Jakie będzie? 
Staram się być mamą, która pokazuje Mu życie takim jakim jest naprawdę. Zabieram Go w różne miejsca, stawiam w różnych (również trudnych) sytuacjach, dając podpowiedź jak należy z nich wyjść z jak najmniejszym szwankiem. Gdybym mogła dałabym Mu o wiele więcej, bo zasługuje na to, za to, jak uszczęśliwia mnie każdym "kocham Cię mamusiu", "Tęskniłem za Tobą mamusiu". 

Wiem, że w moim sercu jest jeszcze jedno miejsce. I coraz częściej znów o tym myślę. Chciałabym zapełnić tą lukę. Chciałabym pozwolić być Mu starszym bratem. 

Chciałabym nie być matką, która nie pozwoli Mu rozpostrzeć skrzydeł, by wylecieć z gniazda. Pragnę nauczyć Go jak szanować kobiety i jak być dobrym mężem, by usłyszeć kiedyś od swojej synowej "Dzięki, wychowałaś Go na porządnego faceta!".






Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger