kwietnia 11, 2016

Skrawki moich myśli.

(...)

Po sezonie jesienno-grypowym postanowiliśmy wspólnie, że rezygnujemy z odwiedzania tzw. wylęgarni zarazków, czyli sali zabaw z kuleczkami. Bartek jakoś nie cierpiał z tego powodu, a teraz kiedy zrobiło się wreszcie ciepło zaczęliśmy spędzać na dworze każdą wolną i wspólną chwilę. 

W sobotę ulegliśmy. Łukaszek wyprawiał swoje urodziny w Bajkowie, więc nie ładnie było odmówić. Teraz żałuję, że nie postawiliśmy na swoim ... 


{sobota}. 

Rano wstał i o niczym innym nie mówił, jak o tym, że pojedzie na urodzinki i da prezent Łukaszkowi i będzie się bawił na zjeżdżalniach. 
Wyruszyliśmy troszkę szybciej, by skorzystać z ciepłego, choć wietrznego dnia. 
Na miejscu wolał bawić się biegając po sali, niż w grupie, wracając przysypiał w autobusie. Ale był szczęśliwy. 

{niedziela}.

Za oknem piękne słońce, ale wiatr chłodniejszy chyba niż wczoraj. Bobek wstał znów pełny werwy, pozwalając rodzicielom wylegiwać się do 8.30. Święto! 
Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy na działeczkę. Wciąż mnóstwo roboty na niej, ale jedni pracują, a inni sobie odpoczywają i korzystają z jej uroków. 
Bawił się, pomagał napełniać oczko wodne, nic nie zapowiadało tego, że rozłoży Go 40 stopniowa gorączka. Choć w sumie zapowiadało, bo od 15 zrobił się marudny, mówił że chce już wracać, a zwykle trzeba go wyciągać na siłę. Wyjechaliśmy szybciej niż planowałam. Po drodze przysypiał znów w autobusie. 


W domu zmierzyłam mu temperaturę. 38,7. Na szczęście trochę zjadł, wypił. 
Dałam lek przeciwgorączkowy i poszedł spać. 
O północy obudził się z płaczem i 40-toma stopniami na małej główce. Leki, mokry ręcznik na czółko. Noc minęła nam na zasadzie 4h spokoju i od nowa powrót 40 stopni. 
Obstawiałam przemęczenie, może za dużo słoneczka. Myliłam się. 

{poniedziałek}.

Z rana, o 7.00 znów 39 stopni. Od 8.00 dzwoniłam do przychodni, na szczęście na 10.40 przyjmie nas pediatra. 
Infekcja grypopodobna. Gardło i oskrzela czyste, więc trawi Go tylko gorączka, wywołująca okropne dreszcze. 
Powrót od lekarza na moich rękach, nie wiem skąd znalazłam w moich rękach tyle siły, by ani razu nie poczuć bólu przy noszeniu 16kg tyle drogi od lekarza do domu. (spory kawałek). Cieszę się, że dostałam mother power, bo teraz moja Kruszynka śpi. 
Ma dużo spać, dużo pić i odpoczywać. W ciągu trzech dni powinien poczuć się lepiej. 

Oby. 

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger