lutego 17, 2016

Frustracje matki chorego Dziecka.

Za nami cięzka noc i miniony dzień, który mogę nazwać jednym słowem - koszmarny. 
Od 5 rano Maleńkie ciałko trawiła 40 stopniowa gorączka. 
O 10 lekarz i diagnozy mówiące o zapaleniu ucha i gardła, które o 14 na szpitalnym SORze okazują się anginą. Cały dzień spędzony pod kołdrą, wstrząsany dreszczami, prawie nic nie pił, prawie w ogóle nie oddawał moczu. Przerażona tulę moje Maleństwo i modlę się by to choróbsko przeszło na mnie, aby dało Mu spokój. 

Antybiotyk ratuje nam skórę, bo chociaż jestem przeciwna podawaniu go, wiem że dzięki niemu Barti szybko stanie na nogi. 

Nocne pobudki co 2h. Kaszel, płacz. Mokre od potu blond włoski przeczesywane moją dłonią. Marzę o chociaż 5h snu, bo o 5:40 pobudka do pracy. Nie udało się. 







Gorączka w ciągu dzisiejszego dnia odpuściła. Humor powrócił i wstąpił śpiew na malutkie usteczka. Już nie siedział pod kołdrą, więcej pił, więcej siusiał. Tylko apetyt taki, że doprowadza mnie do frustracji. Ledwo co wyszliśmy na w miarę prosto z jedzeniem a znów tylko jogurty, płatki, owoce. Mam na tym punkcie fioła, bo chciałabym aby zdrowo jadł. A tu znów gwałtowny spadek w dół. I minie trochę czasu, nim wyjdziemy z dolinki i pojawi się jakaś nowa choroba i znów brak apetytu.. Ja wiem - to normalne. 
Ale frustrujące chyba w tym wszystkim najbardziej. 

Bo przeżyję, że jest małym facecikiem i potrafi na zawołanie jęczeć i płakać i wykorzystywać fakt, że jest chory ("daj mu to, bo przecież jest chory", "pozwól mu, bo przecież jest chory", "nie krzycz na niego, bo przecież jest chory".) świetna wymówka, na wszystko, tylko że ja przecież chcę dobrze dla Niego. Jakkolwiek to nie wygląda. 

Ciężko się siedzi w pracy, kiedy w domu Maleństwo chore. Ale taka nasza Polska rzeczywistość. 
Nie ma 500 zł na pierwsze dziecko to trzeba harować ;) {joke!} 

Byle do wiosny!




Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Mother and Son , Blogger